Subskrybuj
Il. Mitia Feneczkin
Z wykształcenia ukrainistka i polonistka. Redaktorka, autorka, tłumaczka. Promotorka kultury ukraińskiej. W „Gazecie Wyborczej” producentka i wydawczyni podcastów

Rodowody

Stworzenie panoramy literatury ukraińskiej tłumaczonej na język polski przypomina wyliczankę – to zamknięty zbiór nazwisk i tytułów. Opowiedzenia domagają się utwory, które w polszczyźnie nie istnieją, bo to z nich wyrastają współcześni twórcy i twórczynie. Zamiast patrzeć na Ukrainę z lotu ptaka, lepiej poszukać powiązań, korzeni ukrytych głęboko w ziemi.

Od pierwszych minut inwazji Rosji na Ukrainę nie mogę przestać myśleć, że ta wojna (zresztą jak każda inna) jest gwałtem na naturalnym porządku, zaburzeniem rytmu przyrody, a w tym konkretnym przypadku wyrasta z żądzy Putina, by kulturę ukraińską wykarczować, zniszczyć, pozbawić ciągłości, która bynajmniej nie ma swoich źródeł w  1991 r., czyli w  momencie upadku Związku Radzieckiego. Od pierwszych minut tej inwazji myślę o fragmencie książki Tarasa Prochaśki W gazetach tego nie napiszą (tłum. Renata Rusnak): „Ukraina jest roślinna. Nie darmo mówi się »na zielonej Ukrainie«. Ukraina to część botaniki. Roślinna strategia najlepiej odpowiada naszej cichej ekspansji. Roślinna zdolność przetrwania – to gwarancja naszego istnienia”. Zastanawiałam się, w czym najpełniej objawia się „roślinna zdolność przetrwania” (czy ona wystarczy?), o której pisał Prochaśko, i to chyba właśnie roślinna metafora wynikająca z przeglądania kart atlasów roślin oraz opanowania systemów korzeniowych najlepiej posłuży do stworzenia panoramy literatury ukraińskiej. To nie będzie spojrzenie z lotu ptaka, to raczej praca w ziemi.

„Uczcie się, czytajcie”

Od początku wojny w Ukrainie (tego światowego początku, bo każdy Ukrainiec czy Ukrainka powie, że wojna zaczęła się w 2014 r.) co rusz widzę w mediach artykuły o tym, co z Ukrainy warto czytać, co zostało przetłumaczone na język polski, jaką muzykę należy znać, które filmy oglądać. Rankingi, listy lektur, TOP10 filmów do nadrobienia, które mogłyby szybko i bezboleśnie uzupełnić lukę w wiedzy. Od czego zacząć swoją przygodę z Ukrainą? W pierwszej chwili te zestawienia wzbudzały moją niechęć i konsternację – jak zatytułował swój tekst, który ukazał się na łamach „Dwutygodnika”, ukraiński pisarz i poeta z Użhorodu Andrij Lubka: Wojna, nie czas na literaturę. Z kolei 27 lutego Andrij Bondar, pisarz i tłumacz (m.in. dzieł Witolda Gombrowicza), na swoim profilu na Facebooku opublikował taki post: „Drodzy zachodni czytelnicy, jest jedna rzecz, jaką powinniście teraz zrobić, aby lepiej zrozumieć tę tragedię i hańbę, w której tkwi cały świat i my, Ukraina, która stała się jej epicentrum. Powinniście przejrzeć zasoby Ukraińskiego Instytutu Książki i poprosić o listy lektur (literatury współczesnej i klasyki), które odpowiedzą na pytanie, dlaczego dzisiejszy świat tonie w tragedii i hańbie. (…) W odróżnieniu od Was, drodzy przyjaciele z Zachodu, my znamy przyczynę tej tragedii. (…) Nigdy nie byliście nami tak naprawdę zainteresowani, nie znaliście nas, nie chcieliście poznać, bo Wasze potrzeby z tej części świata zapełniała wielka rosyjska kultura – rosyjska dusza, moskiewskie wieczory, balet i łyżwiarstwo figurowe. Kręciliście nosem, bo my nie jesteśmy komercyjni. Cóż, teraz jesteśmy komercyjni. Korzystajcie z chwili, kiedy jeszcze macie od kogo kupić prawa. Uczcie się, czytajcie. My Was kochamy. Dziękujemy za Wasze wsparcie. Ale to Wy potrzebujecie podstaw” [jeśli nie zaznaczono inaczej, wszystkie przekłady – U.P.].

Bondar ma sporo racji – ukraińska kultura oraz jej historia nigdy nie cieszyły się szerokim zainteresowaniem i uznaniem w oczach Zachodu, mimo że Ukraina to wielkie i niezwykle zróżnicowane państwo. Sprowadzanie jej wyłącznie do „młodszego brata Rosji”, dzielenie na dwie części (zachodnią – ukraińskojęzyczną, wschodnią – rosyjskojęzyczną), brak uznania pełnej odrębności kraju rozłożonego nad Dnieprem traktuję jako jedną z przyczyn, dla której Władimir Putin pozwolił sobie w wygłoszonym 21 lutego orędziu na podważenie istnienia narodu ukraińskiego. Wojna to także czas mobilizacji i zakasania rękawów, budowania wspólnego oporu (chyba nie ma wątpliwości, że Ukraina jest częścią Europy). To czas dla osób takich jak ja, by uczyć, pokazywać, nawigować. Nie chcę przy tym wpadać w pułapkę wyliczeń i kolejnych chwytliwych uproszczeń. One nie ułatwią nam wzajemnego zrozumienia, a umiejętnością sporządzania list tylko powierzchownie zapewnimy sobie spokój.

Korzenie wiązkowe

Z perspektywy czytającej części Polski literatura ukraińska zdaje się zasadzać na trzech nazwiskach – Jurij Andruchowycz, Oksana Zabużko i Serhij Żadan. Nic dziwnego, to pisarze charyzmatyczni, utalentowani i bardzo chętnie tłumaczeni na języki obce (dość powiedzieć, że chyba wszystkie powieści całej trójki, a  także ich eseje czy wiersze są w polszczyźnie obecne).

Poza tymi trzema nazwiskami literatura ukraińska pozostaje terra incognita. I jeśli z naszego punktu widzenia przypomina krajobraz porośnięty pojedynczymi roślinami, to należy pamiętać, że są to rośliny z silnym systemem korzeniowym, który wnika głęboko w słynne na cały świat żyzne czarnoziemy.

Mówiąc mniej metaforycznie, chcę odpowiedzieć na pytanie o literackie rodowody ukraińskich pisarzy i pisarek, a także zwrócić uwagę na to, czego i kogo z perspektywy tłumaczeń literatury na język polski nie widać. A co najważniejsze: pokazać, jak głęboko sięga tradycja kultury ukraińskiej. To oczywiście tylko wycinek tortu, jednak mam nadzieję, że pozwoli unaocznić, z jakim bogactwem mamy do czynienia.

Słowo

7 marca na swoim profilu na Facebooku Serhij Żadan umieścił zdjęcie legendarnego charkowskiego budynku Słowo, który został zniszczony w wyniku rosyjskiego ostrzału artyleryjskiego. To nie była „zwykła” kamienica, to miejsce dla charkowskiej literatury symboliczne – w 1926 r. jego budowę zainicjowało kilku ukraińskich pisarzy: Jurij Wojciechowskyj, Arkadij Lubczenko, Ołeksa Slisarenko, Ostap Wysznia i Serhij Pyłypenko, którzy dziś traktowani są jako przedstawiciele „rozstrzelanego odrodzenia” (w latach 30. XX w. w wyniku stalinowskiego reżimu, tzw. wielkiego terroru, zabito – najczęściej przez rozstrzelanie lub zesłanie do gułagu – grupę najważniejszych ukraińskich pisarzy i artystów). Wówczas stolicą Ukrainy był Charków. Tylko w kultowej antologii Rozstrzelane odrodzenie, wydanej w 1959 r. przez paryską „Kulturę” z inicjatywy Jerzego Giedroycia, jej redaktor Jurij Ławrinenko zamieścił utwory ponad 50 twórców z lat 1917–1933.

###banner###

Piszę o tym, ponieważ pamięć o „rozstrzelanym odrodzeniu” pozwala jeszcze lepiej zrozumieć godną podziwu postawę Żadana, który od 24 lutego nie zajmuje się literaturą, tylko logistyką i dostarczaniem pomocy humanitarnej dla mieszkańców i mieszkanek Charkowa. Żadan za Chwylowym mógłby – i nie ma w tym przesady – powiedzieć: „Bez pamięci kocham to miasto” (Arabeski). Swoją prywatną, intymną topografię Charkowa stworzył w bezbłędnej Mezopotamii (tłum. Michał Petryk i Adam Pomorski). Żadan wie, z jakiej tradycji literackiej wyrasta, w jednym z wywiadów udzielonych Wydawnictwu Stary Lew ze Lwowa powie: „Ukraińscy uczniowie, którzy kończyli szkołę w 1991 r., znali termin tzw. rozstrzelanego odrodzenia, czytali książki Mykoły Chwylowego czy Mykoły Kulisza, ale ostatecznie to była dla nich tylko literatura. Kiedy wchodzisz do Muzeum Literatury i trzymasz w rękach magazyn »Nowe Pokolenie« lub oryginały książek na przykład Chwylowego, to zaczynasz wszystko postrzegać inaczej. Nie chodzi tylko o zapach papieru, ale o zapach historii! Wszystkie rzeczy stają się bardzo osobiste, przechodzą z kategorii »historia literatury« do kategorii »literatura«. Wszyscy podziwialiśmy te tytuły, ten okres, badaliśmy go – to była dla nas sceneria, w której zaczęliśmy istnieć. Przechodząc przez miasto, zawsze pamiętaliśmy, w którym mieszkaniu tworzyli pisarze, gdzie mieszkali. To wszystko stało się częścią naszej osobistej historii. Wydaje mi się, że literatura lat 20. i 30. nie jest najgorszym kontekstem, z którego można wyrosnąć”. Ciekawostką może okazać się fakt, że Żadan urodził się i dorastał w Starobielsku (obwód ługański), a jego pierwszym językiem nie był język ukraiński – postać autora Internatu (tłum. Michał Petryk) nadto komplikuje proste założenie, że wschodnia Ukraina jest prorosyjska.

Białe plamy

Mykoła Chwylowy, jeden z najważniejszych przedstawicieli „rozstrzelanego odrodzenia”, może być uznany za twórcę kluczowego dla kultury ukraińskiej XX w. Poeta, eseista, powieściopisarz, niezwykle utalentowany, płodny, świadomy odrębności kultury ukraińskiej (żeby wspomnieć esej manifest Z dala od Moskwy) postanowił popełnić samobójstwo w 1933 r., kiedy wraz z Arkadijem Lubczenką na własne oczy ujrzał spustoszenia wywołane Wielkim Głodem. Zbrodnia zaplanowana przez Józefa Stalina, która miała zgładzić ukraiński naród sztucznie wywołanym głodem w – jak podają źródła – najbardziej urodzajnym roku, to zamach na naturze (kolejny!). Literatura, która opowiadałaby o Wielkim Głodzie (w wyniku tej tragedii zmarło od 3 do 6 mln ludzi – proszę zwrócić uwagę na olbrzymią rozpiętość rachunków) jest w Polsce nieobecna. Co prawda znalazłam na stronie Poznańskiego Towarzystwa im. Iwana Franki informację o przetłumaczeniu najważniejszej pracy o tej tragedii Marii Ułasa Samczuka, który napisał tę książkę, a w zasadzie kronikę, bezpośrednio po wydarzeniach 1933 r., lecz konia z rzędem temu, kto zobaczy ją w księgarniach. Widziałam też na listach dofinansowań MKiDN, że Kolegium Europy Wschodniej otrzymało fundusze na wydanie Żółtego księcia Wasyla Barki w tłumaczeniu Macieja Piotrowskiego (proszę trzymać rękę na pulsie).

Pierwszym pokoleniem zainteresowanym twórczością lat 20. i 30. byli sześćdziesiątnicy (ukr. szistdesiatnyky). Ta nieformalna grupa ukraińskich inteligentów i inteligentek od 1956 r. działała na rzecz odrodzenia języka i kultury ukraińskiej oraz obrony przed rusyfikacją. Wspomnę tylko dwa nazwiska, które stały się synonimami ukraińskiego pokolenia lat 60. – artystkę Ałłę Horską i pisarza Wasyla Stusa (w Polsce ukazał się jego Wesoły cmentarz, tłum. Marcin Gaczkowski; w 1996 r. także Poezja Wasyla Stusa w opracowaniu Agnieszki Korniejenko). Oboje przypłacili życiem swoje poglądy polityczne.

Ukraińcy i Ukrainki uważają Wasyla Stusa za postać wybitną. Wsławił się nie tylko jako poeta, tłumacz, ale przede wszystkim jako obrońca praw człowieka i niezależności Ukrainy. Od 1965 r., kiedy po premierze filmu Cienie zapomnianych przodków w reżyserii Sergieja Paradżanowa, na podstawie opowiadania Michajła Kociubińskiego pod tym samym tytułem (kilka przełożonych na język polski opowiadań Kociubińskiego, a także innych twórców i twórczyń małej formy można znaleźć w Stepowej legendzie. Antologii ukraińskiej małej formy prozatorskiej, pod red. Oli Hnatiuk i Larysy Szost), zainicjował protest przeciwko serii aresztowań działaczy ukraińskiej inteligencji, znajdował się na celowniku KGB. Został m.in. usunięty ze studiów doktoranckich, jego książek nie można było opublikować po „weryfikacji” cenzury. W 1970 r. Stusem wstrząsnęła śmierć Ałły Horskiej, awangardowej artystki, jednej z przedstawicielek kijowskich dysydentów, prywatnie przyjaciółki poety (esej o Horskiej można znaleźć w publikacji, Dlaczego w sztuce ukraińskiej są wielkie artystki, którą omawiałam na łamach miesięcznika). W 1972 r. po raz pierwszy aresztowano go za prowadzenie antypaństwowej agitacji, odbywał karę w autonomicznej republice Mordowii i obwodzie magdańskim. Ciężka praca wpłynęła na jego stan zdrowia. W 1979 r. odzyskał wolność na dziewięć miesięcy i wrócił do Kijowa, po czym znów został aresztowany w ramach czystki przed igrzyskami olimpijskimi w Moskwie. Trafił do obozu Perm-36, gdzie zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach, podczas głodówki, w nocy z 3 na 4 września 1985 r. Szczątki Stusa wróciły do Ukrainy dopiero w 1989 r., w momencie rozpoczynających się przemian ustrojowych.

Oksana, potomkini Łesi

Prócz wydanych w Polsce powieści Oksany Zabużko pt. Badania terenowe nad ukraińskim seksem i Muzeum porzuconych sekretów (tłum. Katarzyna Kotyńska), tomu opowiadań Siostro, siostro (tłum. Katarzyna Kotyńska, Dawid Mońko), a także zbioru esejów Planeta Piołun (tłum. Katarzyna Kotyńska, Anna Łazar, Joanna Majewska) w języku polskim ukazał się także wywiad rzeka Ukraiński palimpsest. Oksana Zabużko w rozmowie z Izą Chruślińską. Ta przeoczona i niedoczytana książka stanowi przewodnik po kulturze ukraińskiej – Oksana Zabużko prezentuje w niej swój inteligencki i twórczy rodowód.

Bez wątpienia jedną z najważniejszych pisarek ukraińskich dla Zabużko jest Łesia Ukrainka. Modernistycznej poetce, powieściopisarce, dramatopisarce i krytyczce literackiej Zabużko poświęciła swój bodaj najlepszy zbiór eseistyczny Notre Dame d’Ukraine: Ukrainka w konflikcie mitologii. Warto wspomnieć, że ta praca została dedykowana Sołomiji Pawłyczko, jednej z najważniejszych przedstawicielek ukraińskiej myśli feministycznej, prywatnie przyjaciółki Zabużko (Pawłyczko zmarła w wyniku zatrucia czadem 31 grudnia 1999 r.). Notre Dame d’Ukraine stanowi nie tylko głębokie studium twórczości Ukrainki, to także praca badawcza o konsekwencjach kondycji państwa i narodu z syndromem postkolonialnym. Łesia Ukrainka pozostaje najbardziej niedoczytaną wieszczką literatury ukraińskiej (w panteonie zasiada obok Tarasa Szewczenki i Iwana Franki, których dzieła są dużo lepiej opracowane). W którymś z pospiesznie pisanych tekstów w polskiej prasie przeczytałam, że najważniejszą książką Ukrainki jest Pieśń lasu (pewnie dlatego, że została przetłumaczona na język polski przez Jerzego Litwiniuka w 1989 r. i jest najłatwiej dostępna, inne utwory funkcjonują w pojedynczych egzemplarzach lub są rozproszone w czasopismach). W Ukrainie ta opinia także pokutowała przez długi czas (Łesia była na cenzurowanym, za najmniej „niebezpieczną” jej książkę uchodziła właśnie Pieśń lasu) – autorka jawiła się jako zakochana w wołyńskich lasach, ubrana w stroje ludowe, nie miała nic wspólnego z pisarką próbującą ustanowić nowoczesną tożsamość ukraińską.

Zabużko w swojej twórczości często odwołuje się do kobiecego rodowodu literackiej Ukrainy. Wielokrotnie podczas spotkań z nią można usłyszeć takie nazwiska, jak: Ołena Pcziłka (matka Łesi Ukrainki, działaczka społeczna), Natalia Kobryńska (ukraińska pisarka, prekursorka ukraińskiej myśli feministycznej w  Galicji pod koniec XIX w.) i Iryna Wilde, autorka dwutomowych Sióstr Riczyńskich, powieści historycznej, epopei, za którą w 1965 r. otrzymała Nagrodę im. Tarasa Szewczenki. Opowiadania Wilde, ale także innych autorek okresu międzywojennego zostały przetłumaczone i wydane w antologii Modernistki, pod red. Grażyny Borkowskiej, Iwony Boruszkowskiej i Katarzyny Kotyńskiej.

Fenomen

W  latach 1989–1996 w  Iwano-Frankiwsku wykrystalizował się literacko-artystyczny ruch, zwany dziś przez literaturoznawców „fenomenem stanisławowskim”. Do grona twórców zalicza się najlepiej znanego w Polsce pisarza Jurija Andruchowycza, który uchodzi także za czołowego przedstawiciela ukraińskiego postmodernizmu. Należy jednak zwrócić uwagę, że Andruchowycz nie wyrastał w próżni – środowisko twórców koncentrowało się wokół uchodzącego dziś za kultowe czasopisma tekstu i wizji „Czetwer”, którego pomysłodawcą był Jurij Izdryk. Jego teksty są rozproszone w polskiej prasie (najwięcej do przeczytania w  „Literaturze na Świecie” 1995, nr 10). Do grona twórców i twórczyń „fenomenu” zalicza się także Tarasa Prochaśkę, Hałynę Petrosaniak, Wołodymyra Jeszkilewa i Ołeha Huculaka.

W  1996 r. Jurij Andruchowycz obronił doktorat poświęcony twórczości poety Bohdana-Ihora Antonycza, którego później uczynił bohaterem powieści Dwanaście kręgów (tłum. Katarzyna Kotyńska). Andruchowycz przyznaje, że Antonycz jest jednym z jego ulubionych poetów (a w tym miejscu trzeba także wspomnieć, że Andruchowycz tłumaczył takich tuzów pisarskich jak Bruno Schulz, Osip Mandelsztam, Borys Pasternak, Robert Walser i Rainer Maria Rilke). W Dwunastu kręgach Andruchowycz stworzył alternatywny życiorys Antonycza, który zmarł przedwcześnie w wieku 27 lat na skutek komplikacji po operacji wyrostka robaczkowego, Andruchowycz nazwał go „Jimem Morrisonem lat 30.”.

Antonycz pochodził z Łemkowszczyzny, dokładnie: z Nowicy, pierwsze wiersze tworzył w języku polskim, dopiero przeprowadzka do Lwowa i studia na Uniwersytecie Jana Kazimierza spowodowały, że zaczął pisać w języku ukraińskim. Twórczość Antonycza, tak jak zresztą wielu poetów odrodzenia lat 30., została ocenzurowana do lat 60. Poezją Antonycza zajmował się Janusz Szuber, a jednym z najlepiej przetłumaczonych wyborów pozostaje Elegia o śpiewających drzwiach i inne wiersze (tłum. Adam Pomorski).

*

W czwartej klasie szkoły podstawowej na lekcji geografii nauczycielka udzieliła nam rady. Powiedziała, że jeśli kiedykolwiek będziemy wchodzić pod górę i z jakiegoś powodu okaże się, że potrzebujemy się za coś złapać, nie powinniśmy chwytać za wystające gałęzie. One mogą okazać się spróchniałe, lepiej łapać za trawy, blisko przy ziemi. Trawy sięgają korzeniami głębiej i mogą zapewnić większe bezpieczeństwo. Kiedy myślę o „roślinnej strategii przetrwania”, o której pisał Taras Prochaśko, mam na uwadze, że olbrzymia siła tkwi w tym, co niezauważalne, za pojedynczymi głosami idą całe pokolenia twórców i twórczyń. Słowem – za współczesną Ukrainą stoi wielka tradycja.

Artykuł pojawił się w numerze: Tu mówi Ukraina