Wydany po raz pierwszy w 1960 r. Pamiętnik matki Marcjanny Fornalskiej do końca trwania PRL-u doczekał się aż dziesięciu wydań oraz przekładów na języki: niemiecki, węgierski, łotewski, bułgarski, rosyjski, czeski i słowacki. Ten niewątpliwy sukces czytelniczy książka zawdzięczała nie tylko faktowi, że napisała ją legenda polskiego ruchu robotniczego, ale również temu, że ukazywała ona jednostkowe losy ludzi, o których historia zwykle milczy lub przedstawia jako biernych uczestników dziejów.
Marcjanna Fornalska urodziła się w podlubelskiej wsi w rodzinie popańszczyźnianego chłopa Aleksandra Starzyńskiego. Skrajna bieda, w której dorasta, ciągłe poczucie niepewności przetrwania są w jej dziecięcym doświadczeniu równie dojmujące jak obraz zrywających się więzi rodzinnych. Młodzi chłopcy wysyłani na fronty kolejnych wojen, młode dziewczęta oddawane na służbę do dworów czy szybko wydawane za mąż, by odciążyć finansowo rodziców. Mała Marcjanna właściwie nie zna swojego licznego rodzeństwa ani matki czy ojca – wszyscy zajęci są wycieńczającą pracą, która w żaden sposób nie poprawia ich bytu. Ona sama jest dzieckiem słabym, chorowitym, nie chodzi do szkoły i właściwie przez całe życie pozostanie półanalfabetką.
Gdy ma już własną rodzinę – męża i sześcioro dzieci – rozpoczyna się dla niej okres uchodźczej tułaczki, określanej z rosyjska „bieżeństwem”. Od kilku zaledwie lat historycy badają to zjawisko, będące efektem przyjęcia „taktyki spalonej ziemi” przez wojska carskie wycofujące się po klęsce pod Gorlicami w 1915 r. przed ofensywą armii prusko-austriackiej. Większość podręczników do historii Polski milczy na temat wydarzeń, które rozpoczęły wielki ruch ludności, uciekającej z zachodnich terenów ówczesnej Rosji w głąb kraju. Tymczasem bieżeństwo jest prawdopodobnie pierwszą tak masową migracją ludzi w erze nowożytnej (szacunkowe obliczenia mówią o ponad 3 mln uciekinierów, głównie kobiet i dzieci, jednak ich liczba może być nawet dwukrotnie wyższa), zaś dla niektórych społeczności, zwłaszcza prawosławnych chłopów, Białorusinów i Ukraińców, stanowi ono jedno z najtragiczniejszych doświadczeń w historii. Ale w opublikowanym w 2016 r. poruszającym reportażu historycznym Aneta Prymaka-Oniszk przypomniała, że również polskie ziemie dzisiejszej Białostocczyzny, Podlasia, Lubelszczyzny, okolic Łomży, Siedlec i części dawnej Galicji naznaczone są tą bolesną pamięcią o wędrujących leśnymi drogami ludziach, śpiących w polach i lasach, gubiących w uciekającym tłumie swoje dzieci, zwierzęta, skromny dobytek spakowany do przepisowej jednej torby. Jedna trzecia bieżeńców nigdy nie dotarła do celu, umierając w trakcie ucieczki lub w drodze powrotnej do domów po ustaniu (choć na moment) wszystkich konfliktów zbrojnych, w latach 20. XX w.
Tę wycieńczającą drogę do Carycyna (dzisiejszego Wołgogradu w Rosji) opisuje w swoich wspomnieniach również Marcjanna Fornalska, należąca do niedużej, 13-procentowej grupy polskich bieżeńców. Co ciekawe, w odróżnieniu od religijno-romantycznych metafor „wielkiego uchodźstwa”, po jakie sięgają najczęściej ziemianie i bogatsi chłopi, sama nie mityzuje cierpienia, które staje się jej udziałem. Utrwala jego obrazy – śmierć ludzi, zwierząt, przyrody, rozpacz, niepokój, panikę, głód, dezorientację – ale opisuje też akty wzajemnej pomocy, różne strategie przetrwania oraz gesty solidarności ze strony gospodarzy, którzy oszołomieni skalą zjawiska, przyjmują uchodźców pod swój dach. Często to kozackie rodziny z terenów dzisiejszej Ukrainy, przez którą prowadzą bieżeńcze trakty aż do linii Wołgi, a czasem jeszcze dalej.
W Rosji zastaje Fornalską wybuch rewolucji październikowej, do której stopniowo, będąc już dojrzałą, niemal 50-letnią kobietą, przystępuje, głównie za sprawą zaangażowanych w politykę antycarską dzieci. Mimo tradycjonalistycznego tytułu (trudno o bardziej udomowiony mit kobiecości w polskiej kulturze niż wizerunek matki-Polki) Pamiętnik matki jest zapisem politycznego doświadczenia polskiej chłopki, uchodźczyni, rewolucjonistki, wreszcie komunistki i pionierki ruchu robotniczego. Ciekawi zatem również obraz samej rewolucji tak, jak ją widzieć mogła osoba zwykle przedstawiana nie jako podmiot, ale przedmiot historii.
Opowieść Marcjanny Fornalskiej rozgrywa się gdzieś pomiędzy mitem „świętej rewolucji” a kontrmitem, w którym widzimy jej bezmyślne, brudne i brutalne oblicze. W tym „pomiędzy” odsłaniają się klasowe, materialne, historyczne korzenie rewolucyjnego buntu, który przestaje być jakimś pozahistorycznym żywiołem niszczycielskim czy nagłym wybuchem złości klasowej podsycanej przez ideologów. Pozwala ona zrozumieć, dlaczego dla polskiej chłopki utrata mienia i dachu nad głową oraz przechodniość dóbr (dziś masz – jutro nie, wczoraj to był pałac – dziś przedszkole) nie były czymś niewyobrażalnym czy hańbiącym – poznała ona zasadę materialnej kruchości już w dzieciństwie. Gdy rodzina Fornalskich przenosi się na jakiś czas do pustego chlewu po świniach, nikt nie odbiera tego jako czegoś poniżającego – to po prostu jedyne schronienie, jakie udaje się w tym momencie znaleźć. Dla niektórych rewolucja nie oznaczała końca „starego, wspaniałego świata”, lecz przynosiła nadzieję, że nędza dotychczasowego życia stanie się mniej dotkliwa.
Fornalska ukazała rewolucyjny świat bez eisensteinowskiego patosu i wzniosłości. Z pewnością również dlatego, że w wyniku obu wojen, uchodźstwa, rewolucji oraz późniejszego wielkiego terroru straciła męża, zięcia, wnuka i czworo swoich dzieci. Przez to, że jej perspektywa koncentrowała się na losie tych najsłabszych – wojennych sierot trafiających do przytułków i domów dziecka – Pamiętnik matki z trudem wpisywał się w optymistyczną i socjalistyczną utopię postępu. Być może „obronił go” etos pracy – niekończącej się, oddolnej, społecznej, jaką aż do śmierci w 1963 r. podejmuje Fornalska. Jej wspomnienia są dla mnie jednak w pierwszej kolejności świadectwem sprawczości historycznej chłopki, która angażując się w wielką politykę, „etykę bohaterską” zastąpiła „etyką troski”. To jej wspólnotowa i regenerująca siła pozwoliła bieżence przetrwać i udzielać też wsparcia innym.
Marcjanna Fornalska Pamiętnik matki Książka i Wiedza, Warszawa 1960, s. 760