Subskrybuj
William Faulkner z żoną Estelle przed swoją rezydencją Rowak Oak niedaleko Oxford w stanie Missisipi, fot. Bettmann/Getty
Dr hab. literaturoznawstwa, prof. UJ, amerykanista, poeta, pracuje w Instytucie Filologii Angielskiej UJ. Jego druga monografia poświęcona literaturze amerykańskiego Południa, Southern Hyperboles, ukazała się nakładem Louisiana State University Press w 2020 r. Stypendysta Fulbrighta na Yale...

Wszystkie sprzeczności Faulknera 

Najbardziej rzuca się w oczy silny rozdźwięk między twórczością Faulknera, bezwzględnie piętnującą rasizm, a jego publicznymi wypowiedziami, zdradzającymi sceptycyzm wobec zmian. Paradoks charakteryzuje zarówno genialnego pisarza, jak i obraz amerykańskiego Południa, skąd pochodził 

Jednymi z najczęściej cytowanych zdań z twórczości Williama Faulknera są te z powieści Absalomie, Absalomie. Quentin Compson słyszy tam serię pytań na temat miejsca, w którym się urodził: „Opowiedz mi o Południu. Jak tam jest? Co oni tam robią? Dlaczego tam żyją? Dlaczego w ogóle żyją?” (tłum. Z. Kierszys). Niemal całą swoją twórczością, na którą składa się 19 powieści i ponad 150 opowiadań, Faulkner mówił czytelnikom właśnie o amerykańskim Południu, ukazując, jak historia nawiedza tam teraźniejszość, jak sploty skomplikowanych zależności rodzinnych determinują losy kolejnych pokoleń i jak brutalność rzeczywistości podziałów rasowych oraz społecznych zniekształca emocje i język. Faulkner stworzył fikcyjne hrabstwo Yoknapatawpha w północnej części Missisipi jako lokalne uniwersum, swoiste studium przypadku, które stało się złożoną metaforą całego obszaru Południa. Jednocześnie przy tak mocnym regionalnym odniesieniu pisarz był w stanie opowiedzieć historie o uniwersalnym wymiarze, narracje, które sprawiły, że dziś wydaje się on bardziej rozpoznawalny poza światem literatury amerykańskiej czy nawet anglojęzycznej niż inni laureaci literackiego Nobla z USA. Niemal 65 lat po śmierci Faulknera jego książki są wznawiane, a autorki i autorzy nie tylko z Missisipi, ale z całego Południa umiejscawiają swoją prozę i poezję w kontekście jego twórczości. Opracowanie przez Piotra Tarczyńskiego nowego przekładu Światłości w sierpniu jest znakomitą okazją, by podjąć refleksję nad dorobkiem Faulknera, otaczającymi go sprzecznościami i postępującymi zmianami w odbiorze jego pisarstwa po obydwu stronach Atlantyku. 

Między życiem a fikcją 

Faulkner był wirtuozem tworzenia. Wykreował nie tylko przejmujący literacki obraz świata amerykańskiego Południa, w którym wychował się i żył, ale opracował też starannie wizerunek siebie jako mieszkańca tegoż regionu. Nosił wąsy typu chevron, jeździł konno, pił dużo drogiej whisky i palił ekskluzywne cygara, a na rok przed wydaniem. czwartej powieści, Gdy umieram (1930), kupił piękną posiadłość o nazwie Rowan Oak (Dom Jarzębinowy) wraz z przyległym lasem Baileya. Innymi słowy, aspirował, by prowadzić życie południowego dżentelmena, nawet jeśli finansowo nie mógł sobie na to w pełni pozwolić. Opowieści o tym, jak próbował opłacić piętrzące się rachunki mikrymi dochodami z pierwszych książek, stanowią źródło niekończących się anegdot (jak chociażby o pisaniu scenariuszy filmowych dla Hollywood, w tym – w co aż trudno uwierzyć – chałupniczej historii o lesbijskich wampirach pt. Dreadful Hollow). Faulkner nie praktykował jednak takiego modelu egzystencji dla rozgłosu. W jednym z listów przyznał nawet, że najchętniej pozostałby osobą prywatną i wydawałby powieści anonimowo. Styl życia imitujący wyższą klasę społeczną Missisipi zdawał się mu osobistym planem, podbudowanym ambicją, by wpisać się w ramy kulturowe, które jednocześnie w swojej twórczości dekonstruował i obalał. To jeden z wielu frapujących paradoksów związanych z noblistą. 

Fikcja przenikała też inne aspekty jego życia. Opowiadał np. wyimaginowane historie związane ze swoją służbą wojskową podczas I wojny światowej. W 1918 r. Faulkner próbował zaciągnąć się do kanadyjskich jednostek RAF, podając się za obywatela brytyjskiego. Plan jednak się nie powiódł i przyszły pisarz nigdy nie brał udziału w walce na froncie. Chodził jednak potem długo w mundurze, który sam sobie sprawił. To przelotne doświadczenie służby wojskowej pozwoliło mu wyjechać z Missisipi, spojrzeć na rodzinny stan z zewnątrz i zrozumieć zawiłe i groteskowe aspekty całego regionu. Stało się też podstawą jego pierwszej powieści Żołd, którą wydał w 1925 r. Opisał w niej historię oszpeconego blizną pilota wojskowego wracającego do domu i konfrontującego się z niemożliwością wznowienia życia w świecie wiejskiego Południa, gdzie echa wojny są abstrakcyjne, a ich destrukcyjne konsekwencje dla ciała i umysłu całkowicie niezrozumiałe dla lokalnej społeczności. 

Faulkner ukazuje południe USA jako rzeczywistość, która – jak pisał Sartre – „umiera ze starości”. To świat, który nie potrafił się podnieść z bratobójczego podziału wojny secesyjnej i upokarzającej porażki. Aby więc funkcjonować, wypracowano swego rodzaju regionalną mitologię, gloryfikującą przeszłość i zapominającą o bólu i krzywdach wywołanych bestialskim systemem niewolnictwa, który przez dziesięciolecia pozwalał na kumulację bogactwa białych rodzin plantatorów bawełny. Rozdarcie regionalnego świata Faulknera wynika z jego zawieszenia między dwoma porządkami, tzw. Starym Południem, idealizującym rzeczywistość przed wojną secesyjną, ignorującym krzywdy niewolników i utożsamiającym takie wartości jak honor i godność z białą klasą wyższą, a tzw. Nowym Południem, industrializującym się, zmagającym się z biedą i bezrobociem oraz brutalnie wyzyskującym niższe warstwy społeczeństwa. Twórczość Faulknera doskonale ukazuje zawieszenie między tymi dwoma światami. Stanowi ono oś kontrastu w powieści Absalomie, Absalomie i opowiadaniu Róża dla Emily. Mitologizowana fikcja nie jest w stanie przykryć tam bolesnej rzeczywistości, stając się przyczynkiem do kontestacji regionu, w którym przeszłość trzyma teraźniejszość w nieustępliwym, duszącym uścisku. 

Nieumarła przeszłość 

W ciągu niecałej dekady Faulkner napisał takie ikoniczne powieści, jak: Wściekłość i wrzask (1929), Gdy umieram (1930), Światłość w sierpniu (1932) i wspomniane już Absalomie, 

Absalomie (1936), które potwierdziły i skonsolidowały jego reputację pisarską. Jeśli szukać dowodu na geniusz pisarza, to stanowi o nim właśnie umiejętność stworzenia w tak krótkim przedziale czasu serii przejmujących i głębokich powieści. Początkowo jednak proza Faulknera nie budziła jednoznacznie pozytywnych reakcji. W „New Yorkerze” krytykowano jego eksperymentalny styl i mocną koncentrację na Południu. Z kolei w rodzinnym stanie jego narracje postrzegano jako swego rodzaju zdradę tożsamości regionalnej. Proza Faulknera miała też opinię trudno dostępnej, oddalonej o lata świetlne od realistycznego i naturalistycznego pisarstwa, do którego przywykło wielu amerykańskich czytelników i czytelniczek. Sytuację zmieniło wydanie w 1948 r. antologii The Portable Faulkner, która otworzyła pisarza na szersze grono odbiorców, ponieważ odczarowała książki przyszłego noblisty i przełamała jego reputację jako artysty niełatwego w odbiorze. 

Mario Vargas Llosa w przemowie noblowskiej wspomniał, że to Faulkner nauczył go cierpliwości w pisaniu oraz tego, że „forma – narracja i struktura – może podnieść lub zubożyć” różne tematy. Wielopoziomowa proza autora Wściekłości i wrzasku, obfitująca w wielokrotnie złożone, czasem wręcz ornamentalne, zdania, w istocie nie otwiera się łatwo przed czytelnikami. Pod tym względem był on całkowitym przeciwieństwem Ernesta Hemingwaya, z którym często go zestawiano, co go frustrowało. U Faulknera elementy strumienia świadomości czy zmiany perspektywy są tak skonstruowane, że chwilami nie do końca wiadomo, kto jest narratorem ani o czym mowa. Czasem w obrębie jednego akapitu zderzają się różne głosy i perspektywy, a intensywne, punktowe obrazy miejsc fluktuują, tworząc kolaż złożonej artystycznie rzeczywistości, zgodny z modernistyczną zasadą koncentracji na formie. Jednak proza Faulknera nie jest sztuką dla sztuki. Przy całej swojej złożoności to spójność obrazu jego świata, bezpretensjonalna i nieustępliwa fascynacja rodzinnym regionem zjednywały i nadal zjednują mu czytelników od ponad 90 lat. 

Od początku opowiadane przez siebie historie pisarz umieszczał w zamkniętej społeczności małego miasteczka Jefferson, które stanowiło fikcyjne odwzorowanie Oxfordu w stanie Missisipi, gdzie spędził większość życia. Nawet plan ulic, po których chodzą bohaterowie jego fikcji, oddaje rzeczywisty układ przestrzeni. Obecnie ów Oxford to miejsce, do którego ciągną osoby zajmujące się pisaniem oraz badaniem historii literatury – nie tylko tej tworzonej przez Faulknera. Kojarzony z Południem amerykański autor Pat Conroy nazwał Oxford „Watykanem literatury amerykańskiej”. Według lokalnego żartu na centralnym placu nie da się zakręcić martwym kotem, nie uderzając przy okazji przynajmniej jednej osoby parającej się prozą lub poezją. W czasach Faulknera Oxford stanowił małą, zamkniętą społeczność, w której młody pisarz dostrzegł kwintesencję regionu i nieubłaganie złożone układy społeczne związane z rasizmem, lokalnymi napięciami oraz nierozliczoną historią sięgającą często czasów wojny secesyjnej i niewolnictwa. Lata 20., gdy zaczynał pisać, to na Południu okres białej supremacji, podtrzymywanej przez przemoc. Systemowy rasizm i segregacja rasowa miały na celu zachowanie „czystości” krwi i odseparowanie populacji czarnoskórej od białej, o co walczyły też takie organizacje jak Ku Klux Klan czy Rycerze Białej Kamelii, brutalnie terroryzujące mieszkańców tych ziem. Faulkner ostro krytykował przemoc rasową i zauroczenie mitologizowaną przeszłością, nie zostawiając suchej nitki na kulturze, która przez oderwanie od otaczającego świata stawała się źródłem kolejnej przemocy i krzywd. 

Bardzo interesowały go też historie rodzinne, w których widać, jak nierozliczone grzechy przeszłości bohaterów i niezaleczone traumy okaleczają teraźniejszość. Słynny jest pochodzący z Absalomie, Absolomie obraz sieci połączonych ze sobą kałuż, do których ktoś wrzuca kamień. Fale przechodzą stopniowo z jednego zbiornika do drugiego, napotykając w końcu brzeg i zawracają. Dla Faulknera doświadczenie historii jednostki ma miejsce właśnie na styku fal biegnących w przeciwnych kierunkach. Jego bohaterowie, umiejscowieni na rozdrożach czasu, doświadczają konsekwencji działań własnych oraz swoich przodków. Wielebny Gail Hightower ze Światłości w sierpniu jest właśnie taką prześladowaną. przez czas osobą. Nie może pozbyć się obsesji związanej ze swoim dziadkiem, kawalerzystą w armii konfederacji, zastrzelonym przy próbie kradzieży kurczaków. Wiecznie słyszy tętent jego konia. Uporczywe myśli Hightowera o przodku przyczyniają się do rozpadu jego małżeństwa, śmierci żony i skandalu, gdy wierni zamykają przed nim drzwi jego własnego kościoła. Byron Bunch, widząc samotność i zgubną obsesję duchownego, myśli: „Człowiek opowiada, że chciałby uciec od żywych. Ale to martwi wyrządzają mu krzywdę. To od martwych, którzy leżą cicho w jednym miejscu i nie próbują go chwycić, nie może uciec” (tłum. P. Tarczyński). To nawiedzanie teraźniejszości przez przeszłość, żywych przez zmarłych jest jednym z ważniejszych motywów twórczości noblisty. Jak pisał on w 1951 r. w pozagatunkowej książce Requiem dla zakonnicy: „Przeszłość nigdy nie umiera. Właściwie nawet nie jest przeszłością” (tłum. W. Niepokólczycki). Słowa te stanowią̨ kwintesencję paradoksów amerykańskiego Południa i identyfikują źródło jego uporczywych duchów. 

Południowa groteska 

Faulknera interesowały postacie wykluczone, żyjące na obrzeżach społeczeństwa: przestępcy, wyrzutki społeczne, osoby o niejednoznacznej tożsamości rasowej, pariasi oskarżeni o przestępstwa, prostytutki i stare panny, które wiodą życie w pustych posiadłościach pomiędzy reliktami przeszłości. Ich ekscentryzm i nierzadko groteskowa fizjonomia frapują, ale też niepokoją i zmuszają do refleksji nad procesami wykluczenia. Nade wszystko pokazują, jak bardzo inność na amerykańskim Południu była odrzucana przez społeczność obsesyjnie skupioną na ułudzie, hipokryzji i konwenansach społecznych. Faulkner sprawia, że czytelnicy utożsamiają się z tymi postaciami, że stają się boleśnie świadomi procesów prowadzących do marginalizacji – czy to ubóstwa, stygmatyzacji, lęków przed innością czy wstydu. Tak jak Joe Christmas ze Światłości w sierpniu, zawieszony między rasowymi tożsamościami, panna Emily z Róży dla Emily, która wydaje się rozkładać za życia i mieszka w domu z ciałem swojego byłego otrutego przez siebie kochanka, czy Benjamin Compson, 30-latek z umysłem dziecka we Wściekłości i wrzasku.

Krytyczka Irene Visser twierdziła, że to współczucie i zrozumienie dla innego są̨ siłą napędową prozy Faulknera. Sam pisarz podczas wykładu na uniwersytecie w Wirginii opowiadał o tym, jakie myśli towarzyszyły mu, gdy pisał Wściekłość i wrzask: „Człowiek zawsze będzie krzywdził drugiego, ale też zawsze znajdą się ludzie, kobiety i mężczyźni, którzy sprzeciwią się niesprawiedliwości i których stać na współodczuwanie” (tłum. moje – M.Ch.). Podobnie w przemówieniu noblowskim wygłoszonym w 1950 r. mówił o współczuciu, o potrzebie wytrwałości i determinacji, a także o poświęceniu dla innego człowieka. Co ciekawe, wspominał też o pamięci, o odwadze i honorze oraz poszukiwaniu przeszłej chwały. Te ostatnie słowa wielu krytyków postrzega jako kłopotliwy odnośnik do etosu amerykańskiego Południa, które utożsamiało honor z wojną secesyjną w obronie niewolnictwa. Z tego względu dla wielu historyków literatury wydźwięk jego przemówienia noblowskiego pozostaje dwuznaczny. 

Jak zauważa Ewa Łuczak, kreśląc takie rysy postaci, Faulkner stworzył podwaliny pod cały gatunek południowego gotyku, do którego zalicza się takich twórców jak Flannery O’Connor, Carson McCullers, Harper Lee i Truman Capote. Sposób, w jaki ci autorzy budują groteskowe napięcia i wykorzystują kontrasty między tym, co jest normą, a tym, co ją przekracza, wiąże się nierozerwalnie z nakreślonym przez niego kierunkiem. Zestawiając przeciwności i zderzając je ze sobą, pokazywał on pęknięcia na powierzchni rzeczywistości, dowodząc, że Południe jest regionem w zawieszeniu, przestrzenią kulturową rozciągniętą pomiędzy niespokojnymi mitami kultury. Kuriozalne i osobliwe postacie Faulknera są wyrazem tego fundamentalnego niepokoju egzystencjalnego toczącego cały region, uwypuklającego kontrasty i zakrzywiającego świat. Co ciekawe, Toni Morrison, której powieści kojarzone są z południowym gotykiem, choć sama nie pochodziła z Południa, pisała pracę magisterską na temat Faulknera i Virginii Woolf, obronioną na Cornell University. Doceniała u Faulknera odwagę i bezkompromisowość, a jego kreacje czarnoskórych bohaterów określała mianem „fenomenalnych”. Pisarz bowiem stworzył szereg postaci, nie tyle ignorując rasowe stereotypy, ile pisząc na przekór nim, rysując złożony, bezkompromisowy obraz świata, w którym podziały społeczne i przemoc na tle rasowym są czymś nieubłaganie powszechnym, lecz w których czarni bohaterowie i bohaterki zachowują podmiotowość i własny język. Faulkner robił to w czasie, gdy bardzo niewielu białych autorów i autorek mogło się zdobyć na wyjście poza bezpieczną strefę swojego rasowego uprzywilejowania. Jednocześnie Toni Morrison w wielu wywiadach zwracała uwagę na to, jak problematyczne było jego podejście do kwestii społecznych i że wpływ jego pisarstwa na jej własną prozę jest kwestią dwuznaczną. Ogranicza się on przede wszystkim do głębszego zrozumienia relacji między historią a fikcją. Jak podkreślała w wykładzie z 1985 r. pierwsza czarnoskóra amerykańska noblistka, kreacje Faulknera poruszały ją, bo wyrażały pragnienie, by „dowiedzieć się czegoś o tym kraju i poznać to artystyczne wyobrażenie jego przeszłości, które nie istniało w powszechnej historii, bowiem fikcja potrafi objawić coś, czego historia nie może wyrazić”. 

Między empatią a rasizmem 

W wakacje każdego roku uniwersytet w Missisipi organizuje w rodzinnym mieście Faulknera konferencję naukową na temat noblisty. Przyjeżdżają na nią zarówno osoby zajmujące się historią literatury i kultury, pisarze i pisarki, jak i szeregowi fani jego twórczości. Wszyscy odwiedzają jego grób, wznosząc tradycyjne toasty na jego cześć i recytując z pamięci fragmenty powieści. Zwiedzają jego posiadłość i pobliski las. Zaryzykować można stwierdzenie, że postać i twórczość Faulknera otacza kult, a jego nazwisko ma w sobie nieustający magnetyzm. Widać go mocno w liczbie prac naukowych poświęconych jego pisarstwu. Historyczka literatury Patricia Yaeger mówi o „przemyśle krytyki Faulknerowskiej”, wskazując, że przez dekady liczba opracowań poświęconych nobliście przekroczyła pewien punkt krytyczny. Nie sposób wręcz zapoznać się z publikacjami rozpatrującymi wszelkie możliwe aspekty jego życia i twórczości. 

Ważąca prawie 4 kg i licząca ponad 2 tys. stron biografia Faulknera napisana przez Josepha Blotnera pod koniec lat 50. ukazała wiele ciekawych szczegółów życia pisarza. Za to jego nowsze biografie, autorstwa Carla Rollysona i opracowania krytyczne Michaela Gorry, skierowane do czytelników spoza świata akademickiego, pokazują ambiwalentny obraz człowieka, który pomimo potężnej wrażliwości i fascynacji złożonością ludzkiej psychiki pozostaje ze wszech miar dzieckiem czasów i miejsc, w jakich wzrastał. Najbardziej rzuca się w oczy silny rozdźwięk między twórczością Faulknera, bezwzględnie piętnującą rasizm, a jego publicznymi wypowiedziami i postawą względem reform społecznych. 

Powiedzieć, że Faulkner był centrystą, to mało. Był zatwardziałym konserwatystą. W czasie gdy społeczeństwo amerykańskie rozpoczynało długi i trudny proces rozliczania krzywd i przewinień względem osób czarnoskórych, pisarz patrzył na Południe jako na skomplikowany splot mitologii i historii, o którym należy rozmawiać, który należy krytykować, ale też któremu należy pozwolić przeobrażać się we własnym, powolnym tempie. W tym kluczowym momencie historycznych przemian, gdy każdy głos popierający reformy społeczne był na wagę złota, on podchodził do idei zmian sceptycznie. Osobom walczącym z dyskryminacją i systemowym rasizmem powtarzał wiele razy publicznie: „Nie śpieszcie się”, sugerując, że wszelkiego rodzaju protesty i pikiety są pozbawione sensu. Nobliście zdarzały się też dużo bardziej radykalne wypowiedzi. Zapytany raz, co sądzi o desegregacji szkół, stwierdził w afekcie, że mało powiedzieć, iż jest przeciwny. Zadeklarował gotowość, by „walczyć w obronie Missisipi”, nawet jeśli oznaczałoby to „wyjście na ulice i strzelanie do osób czarnoskórych”. Później Faulkner wycofał się z tego oświadczenia, twierdząc, że gdy je formułował, był pod wpływem alkoholu i że są to słowa, których nie wypowiedziałby przecież „nikt o trzeźwym umyśle” i „zdrowych zmysłach”. Nie był to jednak odosobniony przypadek. W czasie publicznego wykładu wygłoszonego w Wirginii rozważał, czy nie jest aby tak, że Afroamerykanie są predysponowani do tego, aby być obywatelami drugiej kategorii, a reformy, do których nawoływali liberałowie, mogą spowodować destabilizację regionu. Problematyczne są też teksty Faulknera, w których pojawiają się rdzenni Amerykanie. Przykładem mogą być jego wczesne opowiadania jak Red Leaves (Czerwone liście), gdzie widać bardzo ambiwalentny obraz ich kultury, włącznie z sugerowaniem kanibalizmu. Podobne tendencje widoczne są też w późniejszych publikacjach, np. w słynnym opowiadaniu Niedźwiedź z tomu Zstąp, Mojżeszu (1942) postać Sama Fathersa, potomka plemienia Czikasawów, budzi kontrowersje wśród krytyków, którzy widzą w bohaterze nie tyle próbę uwzględnienia przeszłości regionu, ile wyraz protekcjonalnej fascynacji białego autora, który patrzy na kulturę rdzennych Amerykanów z pozycji przeromantyzowanego zainteresowania, zapominając o historycznych kontekstach krzywd. W przypadku Faulknera litania sprzeczności zdaje się nie mieć końca. Na wspomnianej wcześniej poświęconej pisarzowi konferencji w jego rodzinnym mieście jedną z osób uczestniczących w wydarzeniu corocznie jest czarnoskóra aktywistka na rzecz równości społecznej Gloria Burgess. W ilustrowanej książce Pass It On! opowiada ona historię swojego ojca, który w latach 30. pracował jako dozorca na Uniwersytecie Missisipi. Poznał wtedy Faulknera i gdy ten usłyszał o jego pragnieniu, aby studiować, postanowił mu sfinansować opłaty za studia na Uniwersytecie Alcorn. Gest ten mógłby się wydawać elementem strategii budowania zależności względem osoby stojącej wyżej w hierarchii społecznej, ale Gloria Burgess podkreśla, że Faulkner zachowywał się w stosunku do jej ojca w sposób całkowicie partnerski, a jego gest pozwolił całej rodzinie wyrwać się z biedy. Paradoks charakteryzuje zarówno obraz amerykańskiego Południa, jak i wizerunek najważniejszego pisarza tego regionu z początku XX w. 

Nowa Światłość w sierpniu

Nowe przekłady Faulknera są w Polsce bardzo potrzebne. Od pierwszego wydania Światłości w sierpniu minęło ponad sześć dekad. W 1959 r., gdy na naszym rynku ukazało się tłumaczenie Macieja Słomczyńskiego, po drugiej stronie Atlantyku Ruch Praw Obywatelskich dopiero nabierał dynamiki. To przecież jedynie cztery lata po tym, jak odważna Rosa Parks odmówiła ustąpienia miejsca białym w autobusie w Montgomery, w Alabamie, na rok przed desegregacją międzystanowych środków komunikacji, na trzy lata przed zniesieniem segregacji rasowej na Uniwersytecie Missisipi w rodzinnym mieście Faulknera i na cztery lata przed marszem na Waszyngton prowadzonym przez Martina Luthera Kinga. Z punktu widzenia społecznego zrozumienia dla złożoności kwestii rasowych w USA mówimy tu o zupełnie innej epoce i kompletnie różnej wrażliwości społecznej. Ruchy wolnościowe działające na rzecz równości rasowej i równouprawnienia płci zmieniły postrzeganie tła społeczno-politycznego na południu USA. Przez dziesięciolecia ewolucji uległ też sam język polski, w tym społeczne zrozumienie dla słowa „Murzyn”, którego negatywne i rasistowskie konotacje są teraz potwierdzone oficjalnym stanowiskiem Rady Języka Polskiego. Dodatkowo w ostatnich latach w kulturze popularnej widać wzmożone zainteresowanie amerykańskim Południem jako swoistym fenomenem kultury amerykańskiej, obecnym w filmach i serialach (np. True Detective czy Greenbook), książkach (np. wydane niedawno utwory Cormaca McCarthy’ego i Carson McCullers), ale też grach komputerowych (np. Resident Evil VII). Wszystko to sprawia, że nowy, znakomity przekład Tarczyńskiego ma szansę zainicjować świeży, pogłębiony odbiór twórczości Faulknera w Polsce. 

Światłość w sierpniu to siódma powieść w dorobku noblisty. Widać w niej już zdecydowaną dojrzałość artystyczną, a fabuła koncentruje w sobie wszystkie najważniejsze motywy twórczości pisarza. Oś historii stanowią losy postaci o znaczącym imieniu i nazwisku: Joe Christmas. Jest on typowym dla Faulknera bohaterem z marginesu, wykluczonym przez małomiasteczkową społeczność ze względu na podejrzenie, że jest Mulatem. Wychowany w sierocińcu, a potem adoptowany przez religijnego fanatyka Joe jest osobą bez domu i bez tożsamości. Jak opisywał go inny mieszkaniec Jefferson Byron Bunch, „było w nim coś niewątpliwie wykorzenionego, jak gdyby nie należał do żadnego miasteczka czy miasta, jakby domem nie była mu żadna ulica, żadne cztery ściany, żaden skrawek ziemi. I to, że tę świadomość nosił ze sobą zawsze niczym sztandar, bezwzględnie, samotnie, niemal z dumą” (tłum. P. Tarczyński). Joe przyjmuje rolę tułacza dopuszczającego się aktów przemocy i uwikłanego w nielegalne w czasach prohibicji bimbrownictwo. Jest bohaterem prześladowanym przez los, a pod koniec powieści staje się ofiarą brutalnego linczu. Zawiązuje też chwiejną relację z Joanną Burden, której społeczność Jefferson nie jest w stanie wybaczyć korzeni – jej rodzina wywodzi się nie z Południa, ale z wrażej Północy. Jako Jankeska poddana jest ostracyzmowi i podobnie jak Joe, żyje na uboczu. Śmierć bohaterki z jego rąk jest potwierdzeniem niemożliwości przełamania kręgu wykluczenia i przemocy. 

Postaci Faulknera lawirują wokół dylematów tożsamości i pamięci. Słynne zdanie z szóstego rozdziału powieści, które otwiera retrospekcję o nieszczęśliwej historii Joego, „Pamięć wierzy, zanim umysł sobie przypomni. Wierzy dłużej, niż pamięta, nawet dłużej, niż umysł wątpi” (w tłum. Słomczyńskiego była „świadomość”, nie „umysł”), ukazuje czas jako kontinuum, w którym nie sposób zrozumieć teraźniejszości bez uwzględnienia przeszłości i tego, jak determinuje ona obecne życie. Wspomniany wcześniej zniesławiony pastor Hightower jest tu doskonałym przykładem. Jego mania na punkcie przeszłości sprawia, że egzystencja, którą wiedzie, przypomina bardziej śmierć niż życie. Przekład Tarczyńskiego doskonale oddaje stan rozpadu, tak charakterystyczny dla południowej groteski: „Skórę ma koloru worka na mąkę, a górę ciała kształtu częściowo wypełnionego worka, który pod własnym ciężarem opada z wychudzonych ramion na kolana”, albo: „Hightower nachyla się w oknie, w sierpniowym upale, nieświadom smrodu, w jakim żyje – zapachu ludzi, którzy nie żyją już życiem: smrodu rozpulchłego wysuszenia i stęchłego płótna”. 

W tym zapętleniu jedyną postacią przeciwstawiającą się dyktaturze przeszłości jest Lena Grove, która przeszła z Alabamy do Missisipi, zdeterminowana, by poszukać ojca swojego nienarodzonego dziecka i zbudować rodzinną przyszłość. Tarczyński dba, aby zachować polifoniczność oryginału, aby głos każdej z postaci odpowiednio wybrzmiał. W nowym przekładzie język rozmów, które prowadzi Lena, jest odpowiednio stylizowany, ilustrujący różnice społeczne między postaciami. Gdy Byron daje jej złożony worek na podparcie, słychać elementy gwarowe: „Wygodniej wam będzie” i „Myślę se, że tak będzie troszku wygodniej”, na co Lena, siadając, odpowiada: „Bardzoście mili”. Jednocześnie w przypadku Leny język ma mniejszą wagę egzystencjalną, nie ciąży, tak jak w przypadku Christmasa i Hightowera. 

Najtrudniejszą kwestią jest użycie słów związanych z rasą. W oryginale stanowią one kluczowy element obrazu amerykańskiego Południa i panującego tam rasizmu. Tarczyński używa dwóch słów: „Murzyn” i „czarnuch”, oddając różnice semantyczne między „Negro” a „nigger” w oryginalnych dialogach. Tu również czuć siłę języka rasistowskich mieszkańców Południa, i widać, jak bardzo stygmatyzujący i krzywdzący potrafi być język wykluczenia skazujący Christmasa na życie poza obrębem społeczności, w świecie przemocy. Jeśli coś możemy wynieść z lektury Światłości w sierpniu w trzeciej dekadzie XXI w., to na pewno tę właśnie pogłębioną świadomość destrukcyjnych konsekwencji wykluczenia przez język. 

Artykuł pojawił się w numerze: Co z ciebie wyrośnie