Dzisiaj nie tylko chętnie opowiadam o tym miejscu, ale też próbuję stawiać pytania o jego przeszłość – niestety, czasem za późno. Nie żyją już niektórzy świadkowie, tym starszym mieszają się wersje wydarzeń. Podole (od 2009 r. Podole-Górowa) jednak pulsuje we mnie ze zdwojoną siłą. Mimo że moi rodzice należą już do tzw. klasy średniej (to kiedyś był wygodny argument, by powiedzieć, że nie jestem „aż tak bardzo ze wsi”), nie wstydzę się mówić o tym, że jestem nie tylko dziewczyną ze wsi, ale też po prostu babą, potomkinią chłopów. Wnuczką Emilii, prawnuczką Ludwiki oraz wnuczką Zofii i prawnuczką Marii. Płynie we mnie ich chłopska krew. Co zmieniło się przez tę dekadę, że wreszcie opowiadam o tym otwarcie?
Oczywiście można powiedzieć po prostu: dorastam. Dobrze taki proces dojrzewania opisuje chociażby Sławomir Mrożek w opowiadaniu Prowincja: „Tymczasem każdy człowiek, z prowincji czy nie, jest prowincją. (…) trzeba być z prowincji i trzeba się z niej wydostać. Znowu paradoks: można mieć to, co się straciło”. Wydaje mi się jednak, że moje dojrzewanie przypada…