Na przełomie lata i jesieni tego roku w birmańskim kotle znów zawrzało. I za sprawą dramatycznych scen na ulicach Rangunu, gdzie wojsko brutalnie rozpędzało demonstrujących mnichów buddyjskich, a później z równą brutalnością pacyfikowało ich klasztory, świat przypomniał sobie o tym indochińskim kraju, którego mieszkańcy od ponad 40 lat zmagają się z jarzmem wojskowej dyktatury.
Przypomniał sobie na krótko, bo birmańscy generałowie dość szybko i skutecznie ograniczyli obieg informacji o siłowym rozwiązaniu najnowszego kryzysu, w czym nawiasem mówiąc mieli wprawę, ‘przerabiając’ podobne scenariusze już nie raz w przeszłości. Jak więc interpretować i oceniać to, co stało się w ostatnich tygodniach w Birmie, zważywszy, że wiadomości na temat ‘powstania mnichów’ wciąż są niepełne i fragmentaryczne? Do jakiego stopnia…
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum
- Pełny dostęp do wszystkich artykułów
- Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
- Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze:
Homoseksualista mój bliźni