„Jutro to dziś, tyle że jutro” – to przypisywane Sławomirowi Mrożkowi powiedzenie w futurologii stosuje się tylko na krótkie dystanse. Im dalej w przyszłość, tym bardziej jego użyteczność maleje. Kiedy na początku lat 60. ubiegłego wieku musiałem w wypracowaniu szkolnym opisywać świat po roku 2000 pamiętam, że rok ten wydał mi się wtedy odległą przyszłością, w której może zdarzyć się wszystko. Lecz gdy ów mityczny rok 2000 nastał, okazało się, że żyjemy podobnie jak w roku 1960: to samo z grubsza myślimy, tak samo śpimy w łóżkach i to samo, mniej więcej, jemy. Są oczywiście i różnice: ludzie chodzili po Księżycu, Polska odzyskała niepodległość, społeczeństwo stało się zamożniejsze. Z prostego porównania dystansu czasowego pomiędzy rokiem 1960 a 2000 oraz pomiędzy rokiem 2009 a 2025 wynikałoby jednak, że zaskakujących zmian w 2025 roku powinno być o wiele mniej. Ale w futurologii prognozowanie polegające na ekstrapolacji obecnych trendów obarczone jest największą liczbą błędów. Krótko po II wojnie światowej Rand Corporation zorganizowała spotkanie największych autorytetów w dziedzinie elektroniki, mające zaowocować prognozą jej postępów w najbliższych dekadach. Nie widziałem wyprodukowanego przez dostojne gremium raportu,…