„A przecież znajduję w tym zadowolenie – mikrokosmicznej sytuacji bronię tak makrokosmicznie, jak to tylko możliwe” . Nie ma zatem rady. Skoro autor składa takie oświadczenie, musimy go słuchać i mu wierzyć. Jeśli całe pojęciowe uniwersum ma swe uzasadnienie w drobnych nawet wydarzeniach z prywatnego życia, jeśli makrokosmos filozofii swój kształt zawdzięcza obronie mikrokosmosu konkretnej egzystencji – to owo prywatne życie i owa konkretna egzystencja same muszą, przynajmniej w jakiejś mierze, zostać uwzględnione przez czytelnika.
Jest to jedna z bardziej irytujących cech pisarstwa Sørena Kierkegaarda. Dawanie wiary plotkom, grzebanie się w intymnym dzienniku, kamerdynerski biografizm stanowią, z woli samego autora, integralną część jego antysystemowej filozofii. Zatem aby móc traktować ją serio, musimy zanurzyć się w tych mętnych wodach.
Smutny celebryta
Mroczna, rodzinna tajemnica i klątwa, trzebiąca progeniturę układnego ojca rodziny, nieźle prosperującego w kupieckim mieście Północy? Nieskonsumowany i efemeryczny…