Kolekcje książek nieistniejących to zjawisko nienowe. Ponoć pierwszą powołał do życia Rabelais swym katalogiem księgarni Świętego Wiktora w Paryżu, w której pośród mnóstwa innych pism można było znaleźć dzieła takie jak Blekot biskupi czy Łajnalia de małpibus et dudkis (jak ich tytuły oddał w swym niezrównanym przekładzie Gargantui i PantagruelaTadeusz Boy-Żeleński), a minister Ludwika XVI Anne Robert Turgot miał w swej intendenturze w Limoges regał kryjący wejście do tajemnego korytarzyka, wypełniony atrapami książek, których tytuły sam wymyślił. Jeśli rzeczywiście ministrowi chodziło o zamaskowanie owych drzwi, nie był to najmądrzejszy pomysł, bo przecież książki nieistniejące mogą wzbudzić zainteresowanie większe niż te wszystkim znane – któż by chciał wyciągać…
Germanista, tłumacz, publicysta. Autor bloga "Brulion bez linii" - www.brulionbezlinii.net