Subskrybuj
Łukasz Lamża (fot. Adrian Tync, CC BY 4.0 via Wikimedia Commons)
Łukasz Lamża (fot. Adrian Tync, CC BY 4.0 via Wikimedia Commons)
dziennikarz naukowy i filozof, członek redakcji „Tygodnika Powszechnego”, pracownik Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Za książkę Światy równoległe. Czego uczą nas płaskoziemcy, homeopaci i różdżkarze otrzymał Nagrodę Znaku i Hestii im. ks. J. Tischnera...

Co zawdzięczamy sztucznej inteligencji?

Algorytmy kojarzymy często z mechanizmami, które podpowiadają zakup kolejnych produktów albo treści na Facebooku. Tak naprawdę jednak podejmują one za nas dziś miliony decyzji, małych i wielkich.

Milion małych udogodnień

Najprostsze „myślące maszyny” realizują tak banalne procesy decyzyjne, że w zasadzie nawet nie nazywamy ich „myślowymi”. A przecież czajnik samoczynnie wyłączający się po zagotowaniu wody robi za nas coś, co wymagałoby poświęcenia chwili uwagi i pewnej minimalnej aktywności intelektualnej. Ba, coś, co można spaprać!

Technicznie czajnik nie ma w sobie „prawdziwej” sztucznej inteligencji (AI), ale to nieistotne. Ważne, że maszyny i komputery zwalniają nas dzisiaj z milionów drobnych aktów myślenia, zwykle bez naszej wiedzy. Nikt już obecnie nie dziwi się, że auto pomaga nam jeździć, panel fotowoltaiczny sam decyduje, kiedy się uruchomić, komputer poprawia nasze literówki i pamięta nasze hasła, a odkurzacz można „poprosić”, żeby omijał choinkę – i zrozumie!

Czysto teoretycznie każde takie udogodnienie zwalniające nas z pamiętania o kolejnym nudnym drobiazgu daje nam przestrzeń do myślenia o rzeczach ciekawszych. Wciąż jednak nie wiadomo, czy efekt nie jest odwrotny, a my myślimy po prostu coraz mniej.

aut. Tymoteusz Piotrowski aut. Tymoteusz Piotrowski

Zrozumienie umysłu

To niezwykłe, jak rozmijamy się z komputerami. Zadania skrajnie trudne dla człowieka, jak obliczenie pierwiastka z 333 albo zapamiętanie tysiąca debiutów szachowych, dla komputera są trywialne. Odwrotnie: coś, czego uczymy się już jako dzieci – włożenie koszulki albo poprowadzenie krótkiej rozmowy – dla maszyny może stanowić gigantyczne wyzwanie. Próby nauczenia komputerów tego typu „łatwych” czynności pokazują nam, ile w istocie kryje się w nich złożoności.

###banner###

Badacze mózgu uważnie patrzą dziś na ręce programistom AI, ale to relacja biegnąca w obie strony. Kluczowym krokiem w rozwoju tzw. głębokiego uczenia maszynowego było wprowadzenie w algorytmy odpowiednika ludzkiej uwagi. Wszystko po to, aby program komputerowy się nie rozpraszał! W praktyce polega to na tym, że program komputerowy uczy się na własnych błędach, które informacje przydają mu się bardziej, a które mniej – dzięki temu, przykładowo, samochody autonomiczne nie przyglądają się szczegółowo koszom na śmieci. Twórcy algorytmów bez wstydu mówią też dziś, że ich „dzieci” mają swoją osobowość i dziwactwa. Komputerowe „umysły” są oczywiście zupełnie inne od ludzkich, lecz dużo odważniej niż jeszcze 20 lat temu używamy obecnie w rozmowach o AI samego tego słowa: „umysł”.

aut. Tymoteusz Piotrowski aut. Tymoteusz Piotrowski

Przytulny świat miłych treści

Spędzamy godziny dziennie w przestrzeni wirtualnej otoczeni newsami, filmami, memami i zdjęciami z wakacji. Przestrzeń ta jest z każdym rokiem coraz silniej moderowana przez algorytmy, tak więc ostatecznie każdy z nas ma swoją wersję internetu. Dwie osoby wpisujące ten sam termin do wyszukiwarki i uruchamiające tę samą aplikację otrzymają różne strumienie treści, skrojone pod ich zwyczaje i potrzeby, często nieuświadomione – a także pod pragnienia, które dopiero trzeba wygenerować z powodów rynkowych i politycznych.

Przestrzeń ta jest jednak zasadniczo komfortowa i oswojona, my zaś czujemy się dobrze w naszych własnych bańkach. Nikt przecież nie lubi konfrontować się z tym, co obce, głupie, brzydkie albo groźne, a miło jest widzieć coś, z czym się zgadzamy i co sprawia nam przyjemność.

aut. Tymoteusz Piotrowski aut. Tymoteusz Piotrowski

Szlachetne zdrowie

To jeszcze trochę pieśń przyszłości, ale oddalonej raczej o dekadę niż o stulecie. Wiemy już dziś ponad wszelką wątpliwość, że dobry algorytm diagnostyczny jest nieco lepszy od dobrego lekarza – i znacznie lepszy od lekarza przeciętnego, którego spotkamy w najbliższej przychodni. Coraz odważniej testuje się też programy dobierające leki i inne formy terapii: w Kanadzie niedawno po raz pierwszy algorytm zastąpił radiologa przy decydowaniu, jak naświetlać pacjentów z nowotworem prostaty.

Jest bardzo prawdopodobne, że AI będzie w przyszłości pełnić ważną funkcję w medycynie, odciążając lekarzy i optymalizując opiekę zdrowotną. Nawet dzisiaj ogrzewa nas sama wizja: czyż to nie wspaniałe, że w jednym programie można zakląć dostępną dla każdego mądrość miliona artykułów medycznych i tysięcy baz danych?

aut. Tymoteusz Piotrowski aut. Tymoteusz Piotrowski

Pokora i wyzwanie

Padają kolejne bastiony. Już nawet nie chodzi o szachy, go czy gry komputerowe wymagające szybkiego myślenia, intuicji i umiejętności współpracy. Prawdziwą rewolucją są algorytmy piszące newsy (niedawno Microsoft zwolnił sporą grupę dziennikarzy, ponieważ teraz AI pisze dla nich krótkie komunikaty), tłumaczące teksty czy tworzące muzykę. Przyzwyczailiśmy się już, że maszyny mogą zastąpić pracownika fizycznego, ale umysłowego albo wręcz – werble – artystę?

Dziś algorytmy są na tyle rozwinięte, że można je zaganiać do pisania streszczeń książek i raportów technicznych albo komponowania prostej muzyki tła. Co jednak, gdy dojrzeją do pisania niezłych opowiadań lub tworzenia od zera filmów i komponowania utworów? Gdzie wtedy znajdziemy niszę dla człowieka? Im lepsze i bardziej „ludzkie” dzieła wychodzą spod palców mechanizmu, tym bardziej przekonujemy się, jak bardzo my sami bywamy automatyczni. Może to komputery nas, a nie my je, mają pobudzić do rozgrzania w sobie żaru człowieczeństwa?

aut. Tymoteusz Piotrowski aut. Tymoteusz Piotrowski

Artykuł pojawił się w numerze: Co nam dają algorytmy?