To, co się potocznie widzi jako anioła, jest skrzyżowaniem grubej baby z gęsią” – oznajmił kiedyś o. Jan Andrzej Kłoczowski OP[1]. Może nie jest aż tak źle; na popularnych obrazkach anioła często reprezentuje nie tyle „gruba baba”, ile raczej młoda osoba nieokreślonej płci, za to cudnej urody, przyodziana w powłóczystą białą szatę, z parą różowozłotych skrzydeł na plecach. Tego rodzaju ikonograficzny archetyp, najbardziej chyba rozpowszechniony, jest bardzo sędziwy, znają go już mozaiki raweńskie z VI w., skąd przeniknął do malarstwa włoskiego. Weźmy choćby obrazy Fra Angelico lub freski pędzla Benozza Gozzoli we florenckim pałacu Medici-Riccardi: oglądamy na nich uskrzydlone chłopięta (?) w różnokolorowych giezłach, z aureolami w formie talerzy z trybowanej złotej blachy. Zatrzymajmy się na chwilę przy tej „ludowej” ikonografii anioła, gdyż, mimo całej swej naiwności – a może dzięki niej? –…
Tłumacz i poliglota, autor przekładów z kilkunastu języków – w tym z sanskrytu, tybetańskiego i pali. Specjalista w dziedzinie buddyzmu i kabały. Autor zbioru esejów Ścieżka nocy (Znak, 2001)