Wyobrażenia o przyszłości, przynajmniej te najbardziej medialne, zostały w ostatnich dekadach zdominowane przez wizje na wskroś religijne. Futurologia coraz częściej staje się futureligią. Prognozy nt. rozwoju nauki i techniki przejmują funkcje wyznań, zarządzając emocjami i dostarczając odpowiedzi na pytania, które do niedawna religie skutecznie monopolizowały. Obiecują zapanowanie nad śmiercią, uniezależnienie umysłu od ciała, uzdrowienie zniszczonego przez człowieka środowiska czy też zwiększanie możliwości rozumu ludzkiego aż do sięgnięcia pułapu inteligencji boskiej. Pojęcia, które do niedawna były w użyciu wyłącznie w ujęciu konfesyjnym – np.: bóg / Bóg, transcendencja, cześć, wiara – zaczynają zadomawiać się w nowym, naturalistycznym kontekście, zyskując często w jego ramach nowe znaczenia. I choć mogłoby się wydawać, że owe powiązania religii z techniką są zjawiskiem nowym, to wiele przykładów religijnych motywacji stojących za innowacjami technicznymi można jednak znaleźć w historii całego ubiegłego tysiąclecia.
Technoreligia, religiotechnika
W 1997 r. amerykański historyk techniki David F. Noble opublikował książkę pod znamiennym tytułem Religia techniki. Tym mianem określa on marzenia o innych światach, do których mają nas zaprowadzić innowacje techniczne, połączone z nadzieją na przywrócenie człowiekowi utraconego wraz z upadkiem pierwszych ludzi Bożego obrazu-podobieństwa – pierwotnej rajskiej doskonałości i bliskości Bogu. Marzenia te zbyt często zaślepiają nas, twierdzi Noble, obietnicami przyszłości, przez co nie dostrzegamy problemów istniejących tu i teraz. W ujęciu Noble’a religijność nie stoi w opozycji do racjonalności charakterystycznej dla…