Kiedy w moje pierwsze urodziny zaczynałem chodzić, samotność wprawnie trzymała mnie pod pachami, żeby pomóc mi dźwigać ciężką zasikaną pieluchę. Pokazywała, jak wygląda równowaga. Dzięki niej upadałem tak, żeby uszczerbki na zdrowiu były jak najmniejsze. Dlatego nigdy nie miałem wstrząsu mózgu, tylko lekkie zadrapania, nie poparzyłem się wrzątkiem i nie złamałem ręki, spadając z osiemnastu stromych kamiennych schodów w domu mojego kuzyna. Dzięki niej dorastałem w przekonaniu, że jestem twardszy od skały. Rodzice lubili moją samotność, bo od momentu, w którym ją poznałem, mieli więcej spokoju. Czasami, kiedy wyciągałem plastikowe żołnierzyki i bardzo cicho bawiłem się z nią w wojnę, stawali w drzwiach dziecinnego pokoju i…
Pisarz, muzyk, fotograf i rysownik ziemniaków. Za prozy Psy pociągowe (2011) i Pod słońce było (2014) był nominowany do nagród Gdynia oraz Silesius. Grał w zespołach AGD, Pustki i Indigo Tree. Książka pt. Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek zawędrowała...