W mediach coraz częściej pojawia się temat recesji seksualnej. Termin wzięty z makroekonomii pasuje jak ulał do nazwania tego zjawiska: zamiast spadku aktywności gospodarczej opisuje spadek aktywności seksualnej. Zaczęło się w 2018 r. od głośnego artykułu Kate Julian w „The Atlantic” pt. Why Are Young People Having So Little Sex? (Dlaczego młodzi ludzie tak rzadko uprawiają seks?), potem powstawały następne, nierzadko opatrzone niepokojącymi i clickbaitowymi nagłówkami teksty o tym, że kolejne pokolenia ludzi coraz rzadziej pozwalają sobie na intymność. Co ważne, recesję seksualną prawie zawsze ukazuje się jako zjawisko negatywne, a w artykułach punktuje winnych. Sprawa jest jasna – nie uprawiasz seksu, nie masz na niego ochoty, wpisujesz się w negatywny trend, coś z tobą nie tak, być może jesteś chory lub zaburzony. Nie ma przy tym jasnych wytycznych, jaki seks trzeba uprawiać ani w jakiej ilości, żeby zaliczać się do normalnej, zdrowej części populacji. Każdy musi sam zrobić sobie łóżkowy rachunek sumienia….
Kulturoznawczyni, publicystka, autorka książek 50 twarzy Tindera oraz Pieprzenie i wanilia, które ukazały się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej