Wyobrażam sobie, że biolog i ekolog po wybuchu pandemii miał pełne prawo powiedzieć: „A nie mówiłem?”. Globalny problem z nieuleczalną chorobą to przecież skutek zachłanności człowieka, m.in. zagarniania miejsc dzikiej przyrody.
Mój pesymizm w ocenie przyszłości homo sapiensfaktycznie wyprzedził to, z czym świat boryka się co najmniej od wiosny 2020 r. Nie budzi to mojej satysfakcji. Przypomnę jednak kilka faktów, które wciąż są aktualne, więc cokolwiek planujemy jeszcze zrobić na Ziemi, miejmy je na uwadze. Przede wszystkim na świecie żyje blisko 8 mld ludzi i liczba ta rośnie na tyle dynamicznie, że do 2050 r. powiększy się o kolejne 2 mld. Jak w przypadku każdego gatunku, który swoimi osobnikami zapełnia coraz szczelniej ograniczoną przestrzeń życiową, w pewnym momencie pojawią się problemy z zasobami, m.in. wody…