Ojciec czytał o kosmitach. Nie zapomnę kolekcji magazynów „Czwarty Wymiar” i „Nieznany Świat” regularnie kupowanych przez mojego tatę. W domowej biblioteczce obok podróżniczej klasyki: Wyprawy Kon-Tiki i Aku-Aku Thora Heyerdahla, leżały na półce równie białe okładki Ericha von Dänikena, niestrudzonego poszukiwacza wpływu UFO na starożytne cywilizacje. O kolosach z Wyspy Wielkanocnej można powiedzieć zarówno całkiem dużo rzeczy prawdziwych, jak i takich sobie domysłów. Sedno w tym, że w zawodach na rozbudzanie wyobraźni nie ma większego znaczenia, czy jakieś zdarzenia zaszły, czy też są ledwie możliwe: w pewnym sensie rejs tratwą z balsy przez Pacyfik od poszukiwania kosmitów dzieli niewiele – oba takie przedsięwzięcia wymagają brawury i wykraczania poza to, co racjonalne. Okno otwarte na „a co, jeśli” zawsze zaprasza do wspólnej przygody, a mnie nie trzeba prosić dwa razy.
„Antropologia tłumaczy fenomen nawracających fal nadprzyrodzonej aury koniecznością radzenia sobie z niestabilnością otaczającego świata, próbami oswojenia skoku w nieznane, który już czaił się za rogiem, czekając, aż upadnie Wielki Babilon” – pisała Olga Drenda w Duchologii, zastanawiając się nad siłą, z jaką to, co niesamowite, przyciągało powszechną uwagę w zgrzebnych realiach przełomu lat 80. i 90. Patrzymy w niebo, gdy czegoś brakuje na ziemi – nie tylko pieniędzy, ale zwłaszcza pewności osadzenia w świecie, a wstrząsową transformację socjalizmu w kapitalizm trudno przecież określać jako okres stabilności. To, co znajome, nagle stało się czymś obcym, dziwnym. Lęk i fascynacja jutrem dawały dojść do głosu uczuciom zgoła odmiennym od codziennych, trudniejszym do nazwania. Może mój ojciec już widział to, co dziwaczne i osobliwe, a ja przyglądałem się mu, nie rozumiejąc, że te durne gazety to bramy do światów normalniejszych niż ten na ulicy? Może nie był sam w tym spoglądaniu w ciemność?
Albo wolny rynek, albo UFO
Polska percepcja realnego kapitalizmu nie wisiała w próżni, lecz była owocem potężniejszych zmian gospodarczych, jakie dotknęły cały świat. „Nie ma alternatywy” – powtarzała wielokrotnie Margaret Thatcher, cementując zwrot ku turbokapitalizmowi, a slogan znany jako TINA (od there is no alternative) był zaklęciem dekretującym niepodważalność doktryny globalnego neoliberalizmu na przełomie lat 80. i 90. To właśnie te słowa ujmujące niemożność wyobrażenia sobie czegoś poza kapitalizmem są podtytułem legendarnego eseju-manifestu Realizm kapitalistyczny. Czy nie ma żadnej alternatywy? brytyjskiego filozofa i kulturoznawcy Marka Fishera. Kształtowanie polskiego dyskursu doby transformacji znakomicie pokazuje, że ukute przez Fishera sformułowanie głoszące, że „łatwiej wyobrazić sobie koniec świata niż koniec kapitalizmu”, stanowiło mementodla zmian ustrojowych również nad Wisłą. Albo wolny rynek, albo ucieczka w mity – nie ma alternatywy. Realizm kapitalistyczny oznaczał „powszechne odczucie, że kapitalizm jest nie tylko jedynym względnie funkcjonującym systemem polityczno-ekonomiczny, ale, co więcej, nie można nawet sobie wyobrazić jakiejkolwiek sensownej alternatywy względem niego” – pisał Fisher. Opisywał w ten sposób zarówno poznawczy filtr narzucony na percepcję, schemat kategorii porządkujących całe doświadczenie, jak i zestaw praktyk, nawyków i wyborów dokonywanych przez uczestników wolnego rynku („coś w rodzaju perswazyjnej atmosfery, która warunkuje nie tylko produkcję kulturową, lecz również reguły zarządzania pracą i edukacją, działając jak swoista niewidzialna bariera krępująca myśl i działania”).
Realizm kapitalistyczny został opublikowany w 2009 r., lecz stanowi efekt wieloletnich rozważań tego filozofa, na którego refleksję olbrzymi wpływ miało klasowe pochodzenie. Mark Fisher urodził się 11 lipca 1968 r. w Leicester w rodzinie z klasy robotniczej. Region East Midlands, w którym wychował się brytyjski myśliciel, jest znanym zagłębiem technologicznym, znajduje się tam m.in. słynny młyn wodny Cromford, uznawany za pierwszą fabrykę na świecie, a cała okolica specjalizuje się w przemyśle tekstylnym i motoryzacyjnym. Bliskie Fisherowi okolice stanowiły bufor dla politycznych napięć między bogatszym, biznesowym południem Anglii a drenowaną przez kapitalistów robotniczą północą, co od samego początku stanowiło przedmiot zainteresowań badawczych Fishera. Studia i późniejsza praca na wymykającym się klasycznym akademickim standardom uniwersytecie w Warwick zbliżyły Fishera do grupy Cybernetic Culture Research Unit (CCRU, Centrum Badawcze Kultury Cybernetycznej) działającej na tamtejszym wydziale filozoficznym, którą kierowali cyberfeministka Sadie Plant i Nick Land, nazywany ojcem akceleracjonizmu. Grupa, w której znaleźli się także Ray Brassier, jeden z twórców realizmu spekulatywnego, i Hari Kunzru, koncentrowała się w swojej refleksji nad nurtami nowego myślenia w zakresie kultury masowej. Badacze z CCRU interesowali się cybernetyką i okultyzmem, debatowali nad rozkwitającą w Wielkiej Brytanii muzyką dance i drum’n’bassami, a sam Fisher był fanem Joy Division – nic dziwnego, skoro podzielał klasowe doświadczenia z ich wokalistą Ianem Curtisem. Pasje Fishera znajdowały ujście również poza rygorami akademii, bo filozof pisał Wire”, a najszerszą rozpoznawalność przyniósł mu blog k-punk. Teksty na nim publikowane dotyczyły zarówno Spinozy i Derridy, jak i analiz popularnego serialu science fiction Doctor Who, muzyki techno czy opowiadań H.P. Lovecrafta. Autor w umiejętny sposób lawirował między tym, co uznawano za kulturę niską, a uniwersytetem, pokazując, że powierzchowne klasyfikacje nie mają wiele wspólnego z bogactwem treści obecnym w rozrywce, a muzyka popularna może lepiej wyrażać stosunki polityczne niż wykwintna publicystyka. W ten sposób Fisher zasłużył sobie na tytuł, którym określa go Jakub Majmurek w portrecie pisanym dla „Tygodnika Powszechnego”: był „pierwszym intelektualistą blogosfery”.
Przywiązanie do kultury masowej było wyrazem nie tylko zainteresowań badawczych, ale i gestem politycznym.
Fisher żywił przekonanie, że aby zrozumieć „zwykłego człowieka”, trzeba znać to, co dla niego ważne. Sam nie podchodził do rozrywki z zewnątrz, pochylając się z namaszczeniem szkiełka i oka nad fenomenami ludowości, ale przemawiał z samego środka – jako jej uczestnik, człowiek świadomy klasy, do której przynależy i której dana kultura służy. Widać to zwłaszcza, jeśli pomyśli się o szczególnej pasji Fishera, jaką był futbol – sport uznawany za synonim niskiej rozrywki. Ogromnie ważne i przejmujące doświadczenie z życia Fishera stanowiło obserwowanie tragedii na Hillsborough, gdy 15 kwietnia 1989 r. przed meczem Pucharu Anglii między Liverpoolem i Nottingham Forrest w wyniku złej organizacji spotkania ze strony służb bezpieczeństwa i funkcjonariuszy policji zginęło 97 kibiców zgniecionych na bramkach wejściowych na stadion (aż 766 osób było rannych). Dopiero po trwającym kilka dekad procesie w 2012 r. władze państwowe uznały, że odpowiedzialność za wypadek spoczywa na organizatorach meczu i policji. Wcześniej przez wiele lat dyskredytowano ofiary oraz dążące do sprawiedliwości ich rodziny w potężnej kampanii medialnej podsycanej przez prawicowe media oraz gabinet i bliskich doradców premier Margaret Thatcher. Sprawa tragedii na Hillsborough do dziś zresztą stanowi kość niezgody między angielską prawicą i lewicą, jest także symbolem wykluczenia klasowego ofiar pochodzących z warstw niższych kibiców. Tak właśnie Fisher widział swoje miejsce w filozofii – jako filozofa zwykłego człowieka.
Najsłynniejszy wkład Fishera w rozwój myśli społecznej stanowi wspomniany już Realizm kapitalistyczny, będący do niedawna jedyną wydaną po polsku książką Brytyjczyka. Choć tłumaczenie Andrzeja Karalusa ukazało się dopiero w 2020 r., esej nie traci na aktualności – nadal doskonale diagnozuje patologie myślenia, które znaturalizowało ten przygodny sposób myślenia o gospodarce do tego stopnia, że dziś traktowany bywa jako gospodarcze optimum. Nie zastanawiamy się nad tym, czy system rynkowy, w którym funkcjonujemy, jest czymś dobrym, złym, ostatecznym albo tylko czasowym – codzienność i powszechność kapitalizmu zasypuje załamania i luki, nie dopuszcza anomalii, a Fisher w znakomity sposób to wypunktowuje.
Teraz dzięki wydawnictwu słowo/obraz terytoria polscy czytelnicy mogą uzupełnić portret brytyjskiego myśliciela o rejestry nie mniej ważne. Bo to w Dziwacznym i osobliwym Fisher pokazuje, że świat taki, jaki znamy – a zatem również uwarunkowany gospodarczo w swojski dla nas sposób – jest tylko możliwością.
Poza realne
Badania prowadzone przez Fishera w zakresie kultury masowej pozwoliły mu na odsłonięcie przestrzeni wręcz odwrotnej wobec tej zdominowanej przez realizm kapitalistyczny. Wystarczy zadać pytanie: a co, jeśli alternatywa jest pojmowalna? Co, jeśli może być inaczej niż za oknem? Dla filozofa Davida Chalmersa pojmowalność stanowi o logicznej możliwości zajścia jakiejś sytuacji, a dla Fishera – o poszerzeniu granic wyobraźni. Narzędziami, które pozwalają tego dokonać, jest para pojęć: „dziwaczne” (weird) oraz „osobliwe” (eerie). Podstawowa trudność w uchwyceniu natury tych dwóch pojęć polega na ich granicznym charakterze: doświadczenie dziwacznego zasadza się na uchwyceniu radykalnej obcości, czegoś tak bardzo różnego od tego, co już znane, że absolutnie zewnętrznego. Takie doświadczenie może cechować szok w zetknięciu z niespodziewanym, czymś, „co nie pasuje”, czyli „wnosi w to, co znane, coś, co zazwyczaj znajduje się poza nim i nie da się pogodzić z tym, co »swojskie«”.
Sól eseju Fishera stanowią odniesienia kulturowe, a emblematycznym przykładem dla uświadomienia, na czym zasadza się pojęcie dziwacznego, jest twórczość H.P. Lovecrafta, ojca gatunku weird fiction. Rzeczy dziwaczne nie dzieją się w życiu psychicznym bohaterów, lecz są czymś względem nich zewnętrznym i sam ten fakt ma ogromnie doniosłe znaczenie. Świat Lovecrafta jest materialny: potwory są realne, a groza pochodzi z innych wymiarów, również czasowych (np. z przeszłości). Doświadczenie tego, co obce, wywołuje jednak poczucie fascynacji – jak zauważa Fisher, wykorzystując swoistą grę słów: to, co dziwaczne, może nas zarówno odpychać (repel) od czegoś, jak i do czegoś pchać (compel). Posłużenie się fizyką świata materialnego, przy jednoczesnym łamaniu jej praw, ma na celu poszerzenie „rozumienia tego, co kosmos zawiera w sobie w sensie materialnym”. Przy tym Lovecraft uruchamia intrygującą grę z czytelnikami: za każdym razem gdy zaznacza, że jakiś stwór jest nieopisywalny, przystępuje do odzwierciedlenia w detalach jego budowy, dokonując ścisłej aproksymacji wizerunku. Nawet jeśli potwory pochodzą „nie z tego świata”, do czego Lovecraft nawiązuje w tytule jednego z utworów, to jednak są skądś i z kiedyś.
Lovecraft operuje zatem na kantowskich warunkach doświadczenia – czasie i przestrzeni – które są przedstawione kompletnie na opak. „Zrównując ontologiczny status istniejących zjawisk oraz wytworów wyobraźni, Lovecraft odrealnia to, co prawdziwe, i urealnia to, co fikcyjne” – pisze Fisher.
Ucieczka w dziwaczne
Dziwaczne, choć różne, niekoniecznie musi być odległe. „Nawet swojski duży pokój może stać się przestrzenią dziwaczną, zaskakującą i straszną – jeśli tylko zmieni się perspektywę” – twierdzi Fisher. Pomyślmy o przejściu do Narnii, które mieści się w zwykłej szafie. Czytelnik zostaje zaskoczony nie tylko tym, że za płaszczami śmierdzącymi naftaliną znajduje się zimowy las, z kręcącym się po nim faunem, ale zwłaszcza faktem, że w samym centrum tego lasu jest uliczna latarnia – element kompletnie nieprzystający, bo znany. Wejście do Narnii to po prostu kolaż. Tak też widzi dziwaczne Fisher: przestrzeń stanowi dziedzinę tego, co rozciągłe, przy czym jest czymś plastycznym do tego stopnia, że dopuszcza wszelkie możliwości, wpuszczając je przejściami czy portalami.
W swoim eseju Fisher przytacza liczne miejsca styku między światami, których radykalnym przypadkiem jest konstrukcja świata przedstawionego w Inland Empire Davida Lyncha. Właściwie cały film stanowi jedną „dziurawą przestrzeń”, czyli „ontologiczną króliczą norę złożoną z punktów przejścia pomiędzy światami”. Zagęszczenie punktów przejścia doprowadza jednak do zamachu na ciągłość: co będzie istotą statku Tezeusza, jeśli wymienimy w nim wszystkie deski? Czym jest ser, gdy się patrzy od strony dziur? Naruszenie ciągłości świata przez wyrwy luki prowadzi do podważenia tego, co realne. Fisher opisuje świat przedstawiony w powieści Czas poza czasem Philipa K. Dicka, gdzie miasteczko, w którym dzieje się akcja książki, w rzeczywistości okazuje się labiryntem kartonowych obiektów. „Świat realistyczny – po tym jak został zdegradowany do roli symulacji – zostaje nie tyle naruszony, ile raczej wymazany” – pisze Fisher, by zaraz dodać: „Cała ta powieściowa małomiasteczkowa sceneria to fortel, wygodna inscenizacja”. Przestrzeń nie jest pewnikiem, lecz pozostaje skonwencjonalizowana, dopuszczając do głosu prawa fikcji. Jeśli tekst fikcyjny w założeniu ma opisywać krajobraz realistyczny, to naruszenie tego urządzenia otwiera na wątki metafikcyjne, wrzucając bohaterów w sytuację niepewności. Nie inaczej jest z czytelnikiem, a także przecież autorem takiego eseju jak Dziwaczne i osobliwe.
Ucieczka w niepewność tego, co dziwaczne, może być jednak paradoksalnym ratunkiem dla podmiotu uwikłanego w realizm kapitalistyczny.
Sytuacja ciągłej gotowości do działania, codzienne bycie na uwięzi, które opisuje Fisher w swojej fundamentalnej pracy, nie mają w sobie nic z eschatologicznej nadziei, ale przypominają kafkowskie zawieszenie. W Procesie nie ma szans na uniewinnienie, możliwe są tylko dwie alternatywy – albo błyskawiczne skazanie, albo nieskończone przewleczenie. Realizm kapitalistyczny przez swój usypiający aspekt sprzyja temu drugiemu rozwiązaniu, co z kolei skutkuje stanem depresji. „Osoba z depresją nie doświadcza melancholii jako patologicznej lub nienormalnej: depresyjne przeświadczenie o tym, że działanie jest bezużyteczne, że pod przejawem cnoty kryje się tylko podłość, uderza w cierpiących jako odkryta przez nich prawda, której inni nie mogą pojąć, bo są zbyt obłudni” – pisze Fisher, ilustrując pejzaż choroby, z jaką sam mierzył się przez całe swoje życie.
Podmiot cierpiący na depresję ulega popędowi śmierci, który Fisher rozumie po lacanowsku jako pragnienie podsycane „poprzez ciągłą nieobecność upragnionego przedmiotu”. To siła nostalgii różnej od tej, którą zdążył skolonizować realizm kapitalistyczny w postaci retromańskich komercyjnych hitów. Badania Fishera wyrażały sprzeciw wobec hegemonii kapitalizmu, tego, czego końca wyobrazić się nie da, stąd próby przywołania granic wyobrażalnego. Bo choć łatwiej wyobrazić sobie koniec świata niż koniec kapitalizmu, to jednak „niekiedy przebijają przezeń stłumione i zniekształcone ślady tego, co inne. Nawiedzają go duchy” – piszą Andrzej Karalus z Tymonem Adamczewskim w posłowiu do Dziwacznego i osobliwego. Podmiot depresyjny potrzebuje tęsknoty za tym, co mogłoby być. Rzeczywistość widm ukazuje zdarzenia, które nie zaszły, choć mogłyby zajść – stanowią to, co wyparte, uznane za nierealne. Choć oddziałują, są doświadczane, to jednak lądują poza nawiasem normy. Należą do nieporządku porządków alternatywnych. I choć Fisher pisze o literaturze science fiction czy grozy, to sama możliwość zajścia świata innego niż ten, który znamy, stanowi zwierciadło dla problemów przemilczanych, zlekceważonych. Fishera interesują duchy światów, jakie zniknęły, jeszcze zanim mogły nastąpić, a dziś powracają jako widmo, co pozwala mu na ukucie pojęcia „nostalgii za teraźniejszością”. Analizowana przez Fishera Wellsowska Furtka w murze i Piknik pod Wiszącą Skałą Joan Lindsay stanowią obietnicę światów, które mogłyby być, skoro warunki ich zajścia nie różnią się od świata nas otaczającego. Dzieła fantastyczne są przecież projekcjami tęsknot i lęków rzutowanych w przyszłość, czego znakomity przykład stanowi uznawany za profetyczny film Alfonso Cuaróna Ludzkie dzieci.
Świat pozbawiony pewników zostaje utracony i ulega rozkładowi, przeistaczając się w coś radykalnie obcego – wprowadzając to, co dziwaczne, w miejsce znajomego. Lecz jeśli znajome jest więzieniem, wtedy siła nostalgicznego pożądania tego, co obce, oferuje paradoksalną drogę ucieczki. To szczególnie intrygujący element myśli Fishera: o ile w Realizmie kapitalistycznym wskazywał na siłę nostalgii czy snu, pętających podmiot i wikłających go w maszynę rynku, o tyle w Dziwacznym i osobliwym używa tych samych narzędzi, by poprowadzić podmiot w inny świat. Fisher przywołuje przykład Mullholand Drive Lyncha, gdzie rzeczywistość „osuwa się w marzenie”. Niezrozumienie filmu wiąże się często z nieświadomością widza, że to, co ogląda, jest de facto snem. Jednak nawet to odkrycie nie unieważnia poważniejszego pytania, jakie zadaje Fisher: „O czyich snach i marzeniach jest tu mowa?”.
To, czyj sen śni depresyjny podmiot, jest areną walki o jego duszę. Świat złożony z dziur pozwala na przejście do nostalgii utraconych przeszłości, jak w analizowanym opowiadaniu Wellsa Furtka w murze, ale również stanowi bramę dla demonów. Cytując Dicka, pisze Fisher: „Pustką ziejące oczodoły spoglądają na świat… Przestrzeń zamiast oczu. Cały świat można przejrzeć na przestrzał. Jestem tu, wewnątrz, i patrzę poza siebie. Przebijam się przez szczelinę. Widzę pustkę. Patrzę jej prosto w oczy”. Pustka jest mrocznym odbiciem, dopełnieniem dziwacznego.
To, co wypełnia luki
Tym, co odróżnia dziwaczne od osobliwego, jest nieobecność. Fisher podkreśla, że „dziwaczne jest konstytuowane przez obecność – obecność czegoś, co nie pasuje. (…) Osobliwe zaś konstytuuje się w deficycie nieobecności albo deficycie obecności”. Osobliwe odsłania to, co nieprzystające, poprzez brak – „coś jest tam, gdzie nie powinno być niczego, albo kiedy nie ma czegoś tam, gdzie powinno być”. Innymi słowy: osobliwe jest w lukach, które tworzy dziwaczne. Oba pojęcia są ze sobą ściśle spięte, co wyraźnie wpływa na ich nieostrość. Pisząc o dziwacznym, Fisher podkreśla, że towarzyszy mu „szczególnego rodzaju zakłócenie”, które „obejmuje poczucie bycia niewłaściwym: wydaje nam się, że dziwaczna istota lub przedmiot nie powinny istnieć albo przynajmniej nie w tym miejscu. Jeśli ta istota albo przedmiot się tutaj znajduje, to kategorie, których dotychczas używaliśmy, żeby rozumieć świat, mogą już nie obowiązywać”.
Nieobecność – lub obecność tego, co zajść nie powinno – tworzy wyrwy w materii świata, przynosi niepokój zrodzony z działania nieprzejrzystych dla bohatera czy podmiotu sił.
Jak to się stało, że doszło do tego pęknięcia? Jaka cywilizacja porzuciła te budynki przyozdobione tajemniczymi rysunkami? – mógłby pytać badacz osobliwego. W analizowanych przez Fishera Ptakach Hitchcocka źródłem grozy jest nie tylko fizyczne zagrożenie, lecz również świadomość nieporządku w świecie, który winien być ułożony w inny, określony sposób. Ptaki, w optyce Fishera, „zagrażają więc narracjom, które dotąd pozwalały nam odnaleźć w świecie jakikolwiek sens”. Podobną funkcję spełniają widzenia, jakich doświadcza bohater Nie oglądaj się teraz, którego teraźniejszość zaczynają wypełniać zdarzenia z przyszłości, co nakręca spiralę nieuchronnie prowadzącą do wypełnienia fatum, przed jakim stoi; „możliwość wglądu w przyszłość wprost przyczynia się do zdarzenia, które było tego wglądu przedmiotem”. To, czego nie ma, to również treści wyparte, pułapki zastawiane przez pamięć. Fisher pisze dalej, że „nieświadomość – coś, co samo w sobie jest luką, czymś niewidzialnym – jest również źródłem braków, których nie widać”. Działanie osobliwego z perspektywy realizmu kapitalistycznego jest zatem wprost wywrotowe: podważa opowieść o niepodważalnym porządku ekonomiczno-społecznym.
Porzucenie ontologii
Osobliwe przedstawia świat na opak, nie obowiązuje go ontologia świata rzeczywistego. Podobnie jak w dziwacznym załamuje się przestrzeń, tak w osobliwym może załamać się czas. Przykład, który przywołuje Fisher, pochodzi z książki Red Shift Alana Garnera. Złożona fabuła powieści składa się z trzech porządków czasowych, które nie tyle się przenikają, ile nawet więcej – nachodzą na siebie aż do nieodróżnialności. Czas zastosowany przez Garnera jest umowny, ponieważ sekwencja zdarzeń przedstawionych w książce w rzeczywistości odgrywa się w czasie mitycznym przekraczającym wszystkich bohaterów. Powieść zrodzona z historycznych inspiracji autora uzyskała swój ostateczny impuls, gdy Garner natrafił w metrze na graffiti: „ani teraz ani już w ogóle nigdy”, w którym zastosowany błąd interpunkcyjny generuje osobliwość przechodzenia od przeszłości do przyszłości, poprzez zanurzenie w wiecznym teraz. Tam, gdzie znika przeszłość i przyszłość, znika też czas.
Fisher, zastanawiając się nad osobliwym rozumieniem czasu, interpretuje je jako przejaw fatalizmu. „Żadnego »teraz«, nigdy więcej, naprawdę nie. Czy to oznacza, że teraźniejszość została zatarta (…)? Czy jesteśmy w czasie jako czymś na zawsze już danym, gdzie przyszłość została zawczasu określona – a więc w tym przypadku nie ma już przyszłości? Naprawdę nie?” – pyta filozof, określając czas osobliwego jako „czas straumatyzowany”. Jeżeli próbowalibyśmy zaaplikować tradycyjne rozumienie czasu jako miary zmiany dla świata osobliwego, to widzimy, że zostaje tu zaburzony cały kontekst, warunki przedstawienia doświadczenia. Rzeczy dzieją się naraz, a zatem nie ma następczości – osobliwe ją zawiesza. Sformatowana zostaje cała infrastruktura doświadczenia, skoro osobliwe – w parze z dziwacznym – dokonuje operacji na jego warunkach.
Omawiam tutaj perspektywę zewnętrzną względem podmiotu, ale wiemy już, że sama podmiotowość ulega rozkładowi poprzez kategorie dziwacznego i osobliwego. Fisher analizuje ten proces na przykładzie filmu Pod skórą Jonathana Glazera. Tajemnicza główna bohaterka jest istotą obcą, nieodróżnialną fizycznie od ludzi, lecz właściwie trudno powiedzieć, co się dzieje pod jej skórą. Fisher zauważa, że „natura jej życia wewnętrznego pozostaje niedopowiedziana; nie wiadomo nawet, czy bohaterka w ogóle ma życie wewnętrzne”, co wskazuje na ekstremalny przypadek osobliwości: zachowuje się jak człowiek, ale po ukazaniu prawdziwego „ja” widzimy, że nie ma w niej tego, czego się spodziewamy – nie wiemy, czy wypowiedziałaby kartezjańskie cogito ergo sum. Przykład ten stanowi naturalną pożywkę dla pytań: czy możemy przypisać jej jakąkolwiek świadomość, skoro jest tak osobliwie różna od nas, choć fizycznie z nami identyczna? Czy grana przez Scarlett Johansson istota może zapytać: „Czy jestem mózgiem w naczyniu?”, skoro nie uczestniczy w naszej wspólnocie językowej? I czy w ogóle istnieje, skoro nie wiemy, co stanowi o jej byciu?
Autor Dziwacznego i osobliwego kieruje te pytania wprost do nas: na co patrzę, gdy spoglądam w lustro? Widzę siebie czy ciało, w które jestem ubrany? „Istnieją duchy w maszynie i to my nimi jesteśmy – a one nami” – wyznaje Fisher, lecz takie podsumowanie tylko dodaje niepokoju wywołanego spotkaniem ze swym odbiciem. Odkrycie, że to ja jestem tym, kogo widzę w lustrze, bywa przełomem (jak w historii Ernsta Macha, który nie rozpoznał się w odbiciu w szybie), dlatego proponowany przez Fishera eksperyment z oddzieleniem od zewnętrznych warunków doświadczenia – wyobrażenie siebie jako dziwacznie doświadczających bez ciała czy osobliwie bez czasu – jest czymś trudnym do przedstawienia. Cały esej stanowi złożoną próbę ukazania, jak te graniczne (a jakże bliskie wyobraźni!) kategorie oddziałują na czytelników. Jeżeli możliwe są rzeczy funkcjonujące poza zakresem możliwości, to kim właściwie jest podmiot, który ich doświadcza, i co mnie z nim łączy?
Po drugiej stronie
Łatwo byłoby zbagatelizować te pytania prostą psychologizacją Fishera, która sprowadziłaby pojęcie osobliwego do sedna doświadczenia depresji sięgającej aż po deprywację podmiotu. Jednak autor Dziwacznego i osobliwego pozostawia miejsce dla nadziei. Dziewczęta z Pikniku pod Wiszącą Skałąprzechodzą na – czymkolwiek jest – drugą stronę, luzując gorsety świata, który je krępował. „Wydaje się, że wypełnia je osobliwy spokój, który pojawia się wszędzie tam, gdzie można przezwyciężyć namiętności wiążące nas z tym, co znajome. Dziewczęta zniknęły, a ich zniknięcie pozostawiło niepokojące luki, osobliwe oznaki zewnętrza” – pisze Fisher.
„Fisher próbował przede wszystkim odzyskać utraconą przyszłość” – twierdzą Karalus z Adamczewskim w posłowiu, a jego badania nie są pustą rozrywką, ale „trampoliną”, która wywołuje w czytelniku pragnienie inności, otwiera na zgrzyty w materii zastanego świata. Uczy wolności. Bo ostatecznie poprzez rozpoznanie siebie w tym, co absolutnie, radykalnie zewnętrzne i obce, mogę odnaleźć narzędzia do odrzucenia tego, co spowszedniało tak bardzo, że nie umiem myśleć poza tym. To, co konieczne, okazuje się zaledwie przygodne, a ten fakt niesie ze sobą emancypację od spętania świadomości. „Wnętrze jest zaledwie fałdą na tym, co zewnętrzne: lustro pęka i nagle jestem kimś innym, kim zawsze byłem. Dreszcz, który wstrząsa nami w takich momentach, przynależy do tego, co osobliwe, a nie niesamowite” – napisze Fisher.
Z niepokojem przechodząc przez lustro, spotykam siebie. Staję się kimś, kim zawsze byłem.
Mark Fisher Dziwaczne i osobliwe tłum. Andrzej Karalus, Tymon Adamczewski, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2023, s. 192