Ósmego marca – to była niedziela – zadzwoniłam do mamy, że jestem chora i czy mogłabym u niej dojść do zdrowia. Dziećmi miał się zająć ich ojciec, do którego też wykonałam telefon. Moja mama oczekiwała, że przyjadę z gorączką, zapaleniem oskrzeli, jakąś chorobą, na którą pomagają kompoty z malin i inhalacje. Pościeliła mi łóżko i naszykowała piżamę. Pożegnałam się z dziećmi, którym udzieliłam bardzo zwięzłych informacji na temat tego, co się dzieje, wsiadłam do taksówki, pojechałam do rodziców. Owszem, udało mi się z tej taksówki wysiąść. Usiadłam na schodach ganku domu rodziców, do łóżka, które przygotowała mama, musiał praktycznie przenieść mnie tata. Przetaszczyć. Byłam 10 kg lżejsza niż dwa miesiące wcześniej, nadal jednak moje legendarnie ciężkie kości stanowiły dla taty wyzwanie, zresztą całość sytuacji była co najmniej niezrozumiała, jeśli nie pełna grozy: wiedzieli, że od lat się leczę psychiatrycznie, ale ponieważ pierwszą diagnozę dostałam już po wyprowadzeniu się z domu, nie…
Poetka, prozaiczka. Dwukrotnie otrzymała Nagrodę Literacką Gdynia – za tom Dwa fiaty (2009) oraz książkę prozatorską Obsoletki (2010). Ostatnio opublikowała Pij ze mną kompot (2021)