Co się dzieje w mózgu po zażyciu psychodelików?
Nie wszystko na ten temat wiemy, dlatego o oddziaływaniu psychodelików na mózg należy rozmawiać w sposób wyważony. Po pierwsze, badania z ostatniej dekady, które zostały przeprowadzone przy użyciu skanera fMRI lub magnetoencefalogramu / elektroencefalogramu (MEG / EEG), czyli sprzętu pozwalającego rejestrować aktywność mózgu, odbywały się w zaledwie kilku ośrodkach, np. w Imperial College London w Wielkiej Brytanii, Johns Hopkins University w Stanach Zjednoczonych i na Uniwersytecie Zuryskim w Szwajcarii. Zbadano dotąd stosunkowo niewielką grupę osób. Badania są bardzo kosztowne, a uzyskanie pozwolenia utrudnia prawny status psychodelików. Po drugie, do analizy tych badań wykorzystuje się różne metodologie, z których czasami trudno wyciągnąć jednoznaczne wnioski. Niemniej naukowcy próbują to robić, tworzą modele na podstawie dostępnych informacji.
Pierwsze zastrzeżenie zwraca uwagę na, jeśli dobrze rozumiem, klasowy wymiar tych badań.
Tak, prowadzi się je na osobach białych, pochodzących z krajów rozwiniętych. Nie wiemy, jak wyglądałyby takie same badania przeprowadzone na osobach z innych klas społecznych. Na razie brani są pod uwagę ludzie żyjący w dość komfortowych warunkach. Dla mnie to kluczowa kwestia, kiedy rozmawiamy o wpływie psychodelików na osoby chore na depresję – jak ich oddziaływanie wyglądałoby w grupach niezamożnych i niebiałych? Czy miałyby podobny wpływ na ich dobrostan psychiczny?
Zanim przejdziemy do wpływu psychodelików na zaburzenia psychiczne, zacznijmy od początku – co zatem dzieje się w naszym mózgu po przyjęciu takich substancji?
Naukowcy zaczynają od zwrócenia uwagi na sieć stanu spoczynkowego czy sieć stanu domyślnego (ang. default mode network), która odpowiada za myślenie o sobie, o tym, co robiłem / robiłam w przeszłości i co będę robić w przyszłości. Ta sieć u osób chorych np. na depresję ma inną aktywność niż u osób zdrowych.
A po zażyciu psychodelików? Skoro „psychodeliki” – zgodnie z greckim źródłosłowem – oznaczają substancje odsłaniające umysł.
W kilku badaniach, np. prowadzonych przez zespół Robina Carharta-Harrisa na Imperial College London czy zespół Katrin Preller na Uniwersytecie Zuryskim, powtarza się, że główne struktury tej sieci (przyśrodkowa część kory czołowej oraz tylna część zakrętu obręczy) mają obniżoną funkcjonalną łączność. Podobne działają substancje przeciwdepresyjne z grupy SSRI, a także MDMA.
Może to świadczyć o zmniejszonej komunikacji między głównymi strukturami sieci. Jeżeli chodzi o proces psychologiczny, który miałby towarzyszyć tej zmianie w aktywności mózgu, możemy spekulować, że polega on na przeorganizowaniu sposobu budowania obrazu siebie bądź mojej relacji z innymi osobami albo ze światem.
Czyli psychodeliki pozwalają na zmianę w postrzeganiu siebie?
Doświadczeniu psychodelicznemu towarzyszą zmiany w łączności również w innych strukturach. Zespół z Uniwersytetu Zuryskiego sugeruje, że po zażyciu psychodelików zmienia się sposób, w który wzgórze, struktura odpowiedzialna m.in. za filtrowanie bodźców ze świata zewnętrznego albo tych pochodzących z ciała, komunikuje się z obszarami sensorycznymi, np. korą słuchową czy strukturami położonymi w korze czołowej.
W życiu codziennym wzgórze odgrywa ważną rolę, ponieważ dzięki niemu nie zostajemy przytłoczeni wielością różnych bodźców i potrafimy efektywnie funkcjonować w świecie pełnym tzw. przeszkadzaczy.
W doświadczeniu psychodelicznym jednak filtrowanie wzgórza osłabia się i być może stąd zwiększona wrażliwość na dźwięk, obraz i sygnały pochodzące z ciała, które występują po zażyciu psychodelików.
Czy wszystkie badania nad psychodelikami przeprowadzane są przy użyciu metod neuroobrazowych?
Oczywiście bez metod neuroobrazowych też jesteśmy w stanie pozyskiwać cenną wiedzę. Możemy opierać się na raportach osób, które zażywają psychodeliki na własną rękę, badać ludzi, którzy przyjeżdżają na ceremonie ayahuaski do Ameryki Południowej lub biorą udział w programach oferowanych przez tradycyjne ośrodki w krajach, gdzie posiadanie lub podawanie psychodelików nie jest karane. Tu jednak znów napotykamy problem z reprezentatywnością osób badanych, ponieważ w przypadku ośrodków współpracujących z badaczami udział w oferowanych przez nie ceremoniach jest bardzo kosztowny.
Ceremonie ayahuaski w Ameryce Południowej nie sa domeną zamożnych klas. Prowadzi Pani teraz badania w Pucón w Chile. Jak tam wygląda spożycie psychodelików?
Tradycyjne ceremonie mające na celu wprowadzanie się w odmienne stany świadomości czy to za pomocą środków psychoaktywnych, czy innych praktyk są ważną częścią funkcjonowania wielu społeczności w Ameryce Południowej i udział w nich nie jest kosztowny. W przypadku ceremonii dla osób z zewnątrz może to wyglądać inaczej.
Nie znalazłam w literaturze naukowej potwierdzenia używania przez miejscową ludność ayahuaski, ale funkcjonuje tutaj taki biznes skierowany na turystów. Są tu m.in. osoby, które już brały udział w ceremoniach w Peru i zauważyły, iż cieszą się popularnością, albo chcą wejść w rolę szamana / szamanki i prowadzą ceremonie. Zdarzają się szamani / szamanki oraz osoby przeszkolone, które jeżdżą po całym świecie, więc niekoniecznie trzeba przebywać w miejscu, w którym żyją rdzenne społeczności, żeby trafić na organizowane przez nich rytuały. W innych miejscach w Ameryce Południowej i Środkowej rdzenne społeczności organizują niedrogie ceremonie dla osób, które znają i którym ufają. Jednak te dla turystów z Zachodu bywają kosztowne. W niektórych ośrodkach są terapeuci, którzy pomagają integrować to doświadczenie.
Czyli?
Nadają mu znaczenie, a także pomagają „lądować” w rzeczywistości z wglądami, które zyskała dana osoba.
Ważne jest zatem, żeby to, co zostało doświadczone, osadzić w szerszym kontekście i o tym opowiedzieć.
Tak, ale nie można zapominać też o przygotowaniu do ceremonii, które może wpłynąć na pomyślną integrację doświadczenia i pomóc uniknąć przykrych sytuacji.
Ceremonie są prowadzone przez bardzo różne osoby, mające różne intencje. Zdarza się, że nie są one wystarczająco doświadczone albo wręcz mogą wyrządzić krzywdę fizyczną lub psychiczną.
Częstym problemem są wykorzystania seksualne, do których dochodzi w trakcie rytuału lub po nim. Dlatego w ramach przygotowania warto przejrzeć strony organizacji zajmujących się tzw. redukcją szkód. Na przykład Fireside Project albo Chacruna Institute mają poradniki dotyczące tego, na co należy zwrócić uwagę, wybierając ośrodek ceremonialny albo osobę, która ma opiekować się nami w trakcie „podróży”.
Które psychodeliki podaje się w badaniach przy użyciu metod neuroobrazowych? I jak się je aplikuje? Podejrzewam, że w warunkach laboratoryjnych nikt nie je grzybów.
Psylocybinę podaje się w kapsułkach – ona działa identycznie jak ta zawarta w grzybach psylocybinowych. Najwięcej badań przy użyciu skanera fMRI zostało przeprowadzonych po podaniu syntetycznej psylocybiny, na drugim miejscu LSD, a na trzecim ayahuaski. Są również prowadzone badania nad DMT (dimetylotryptaminą).
Czy efekty przy tych substancjach są porównywalne?
Tak, badania nad psylocybiną, LSD i ayahuaską dają podobne rezultaty. Zresztą wyniki między substancjami powinny być bardzo podobne, bo wywołują zbliżone spektrum efektów psychologicznych. Po wszystkich psychodelikach zachodzi podobny efekt: „rozpuszczenia »ja«”.
Czy to to samo, co w psychoanalizie nazywa się śmiercią ego?
Tak, używam określenia bardziej neutralnego, dlatego mówię o „rozpuszczeniu »ja«”.
Na czym to polega?
Najczęściej mówi się o poczuciu unii ze światem, o zniesieniu podziału na subiektywne i obiektywne, zaniku pamięci autobiograficznej oraz myśli o sobie, traci się też codzienne poczucie samoświadomości. Temu przeżyciu może towarzyszyć bardzo silny lęk, ponieważ niekiedy wydaje się, że doświadcza się prawdziwej śmierci. Poczucie połączenia ze światem z kolei może wywoływać ekstatyczną radość.
Dlaczego efekt śmierci ego, rozpuszczenia „ja”, jest tak istotny dla osób, które zmagają się z zaburzeniami psychicznymi?
Prowadzono badania nad użyciem psychodelików w leczeniu zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych i nad redukcją lęku przed śmiercią u osób z diagnozą terminalną. Ja zajmowałam się depresją. Osoby, które na nią cierpią, są bardzo mocno skoncentrowane na negatywnym myśleniu o sobie i swojej relacji ze światem. Można powiedzieć, że są zbyt mocno przywiązane do „ja”, poruszają się wciąż tymi samymi ścieżkami myślowymi. Cechuje je ruminacja, czyli natrętne, negatywne myśli na swój temat. A psychodeliki przez redukcję czy dezintegrację „ja” otwierają okno na reorganizację sposobu postrzegania siebie.
Jakie inne efekty są zauważalne?
W naszej kulturze zwykle postrzegamy świat w taki sposób, że ja jestem „tutaj”, a świat jest „na zewnątrz”. Psychodeliki dają poczucie połączenia, czujemy, że jesteśmy częścią czegoś większego. W zależności od tego, w co wierzymy i jaki jest nasz światopogląd, może to być połączenie z bogami, z kosmiczną świadomością, z naturą, innymi ludźmi.
To ważne, ponieważ osoby w depresji często czują się samotne, oddzielone od świata, a psychodeliki dają możliwość połączenia, sprawiają, że czujemy większą radość z przebywania w naturze, z obcowania z innymi. Doświadczamy tego na głębokim poziomie emocjonalnym.
Jednym z kluczowych mechanizmów w redukcji objawów zaburzeń psychicznych jest uwolnienie emocji. Mamy tendencję do ich tłumienia, zwłaszcza tych, które w naszej kulturze uważane są za niepożądane, jak: złość, smutek, lęk. Psychodeliki pozwalają je odblokować oraz zaakceptować.
Rozumiem, że to efekty terapeutyczne, ale też prowadzące do doświadczenia mistycznego. Podobne nastawienie wypracowuje się także drogą praktyk zen, medytacji, treningów uważności. Michael Pollan, autor książki Jak zmienić swój umysł, mówił, że praktyki duchowe mogą doprowadzić do doświadczenia mistycznego, lecz nie muszą, psychodeliki dają na to niemalże gwarancję. Czy to, czego doświadczamy po zażyciu psychodelików, różni się od tych praktyk?
Relacje osób intensywnie medytujących, które doświadczają buddyjskiego satori, czyli przebudzenia czy przebłysku, oraz osób, które swoje doświadczenie po zażyciu substancji psychodelicznych zinterpretowały zgodnie z tradycją buddyjską, są do siebie bardzo zbliżone. Robię czasem ze studentami i studentkami takie ćwiczenie, że daję im opisy doświadczeń mistycznych wywołanych różnymi praktykami. Są one właściwie nie do odróżnienia. Chciałabym jednak znów zrobić zastrzeżenie, że badania nad medytacją są skomplikowane, ponieważ liczba nurtów i sposobów interpretacji sprawia, że trudno o jednoznaczne odpowiedzi.
No dobrze, ale istnieją badania na temat podobieństw intensywnej medytacji i doświadczeń psychodelicznych.
Taki przegląd zrobił filozof Raphaël Millière z Uniwersytetu Oksfordzkiego razem ze współpracownikami w 2018 r. Opisuje on podobieństwo aktywności mózgu i efektów psychologicznych medytacji i psychodelików na podstawie badań z różnych zakątków świata prowadzonych w ciągu ostatnich 20 lat. Skądinąd w 2019 r. zespół z Uniwersytetu Zuryskiego opisał badanie, w którym uczestnikom w trakcie medytacyjnego odosobnienia podawano psylocybinę. Okazało się, że praktyka medytacji w połączeniu z psylocybiną dawała silniejsze zmiany w różnych wskaźnikach dobrostanu psychicznego, np. w docenianiu życia.
Jak właściwie opisywane są analizowane przez Panią doświadczenia mistyczne?
Spektrum przeżyć jest bardzo szerokie. Poza doświadczeniem śmierci w opisach można spotkać relacje przechodzenia przez cierpienie i radość każdej istoty, spotkania z duchami, bóstwami albo istotami przybierającymi postać kosmitów, komunikację z naturą na poziomie telepatycznym, zanik czasu i przestrzeni, poczucie silnej miłości do świata i innych osób.
Spodobał mi się pewien opis przytoczony we wspomnianej już książce Jak zmienić swój umysł. Jest to doświadczenie kobiety, która zmagała się z nieuleczalną chorobą. Powiedziała, że po zażyciu substancji czuła, że umarła i jest pod ziemią, wśród korzeni drzew, i po tej śmierci czuła się połączona z całym światem. Pomogło jej to pogodzić się ze zbliżającą się śmiercią.
Opisy nie zawierają jednak wyłącznie pozytywnych doświadczeń. Występuje w nich również nasilenie lęku, smutku, poczucia przytłoczenia, gonitwy myśli, a po tych doświadczeniach zdarzają się trudności w kontakcie z innymi ludźmi i w powrocie do rzeczywistości oraz nasilenie objawów istniejących zaburzeń psychicznych.
Zarówno psychodeliki, jak i praktyki zen kojarzą się z kontrkulturą. Odnoszę czasem wrażenie, że osoby intensywnie praktykujące np. medytację czy mindfulness są bardzo mocno skoncentrowane na sobie albo zdają się zauważać jedynie dobre, karmiące emocje. Czy nie ma w tym niekiedy ucieczki od świata i jego problemów?
Bardzo się cieszę, że zwraca Pani na to uwagę. Co prawda w przypadku badań nad psychodelikami nie obserwujemy takiego schematu, lecz wydaje mi się, że jeszcze go nie obserwujemy, ponieważ nikt tego nie sprawdzał dokładnie. Badanie prowadzone w 2018 r. przez zespół z Niemiec pokazuje, że osoby intensywnie praktykujące jogę i medytację na Zachodzie mogą doświadczyć inflacji ego. Tłumaczy się to tym, że ćwicząc jakąkolwiek umiejętność, w tym jogę czy medytację, dokładamy się do poczucia własnej wartości. Coraz więcej natomiast w kontekście praktyk duchowych mówi się o zjawisku eskapizmu duchowego (ang. spiritual bypassing), które zawiera inflację ego i wyparcie trudnych emocji.
Właśnie! A można by się spodziewać, że te osoby będą mniej przywiązane do „ja”, do ego. Dlaczego tak się dzieje?
Wydaje się, że działa tu mechanizm obronny. Osoby, które doświadczyły połączenia i uwolnienia od cierpienia, chcą w tym stanie pozostać i wypierają przyziemne smutki, uważają, że one ich nie dotyczą.
Przecież to sprawia, że przestajemy zauważać problemy, wypieramy smutki, które nam towarzyszą.
Część osób przechodzi ten stan samodzielnie, w literaturze przyjmuje się nawet, że to naturalny etap na ścieżce rozwoju duchowego. Niektóre osoby potrzebują pomocy w zintegrowaniu doświadczeń z odmiennych stanów świadomości. Ważną rolę może odegrać wsparcie grupy, która np. medytuje i jest otwarta na przeżywanie całego spektrum emocji; jej członkowie mogli przechodzić podobny etap. Na naszym gruncie kulturowym taką rolę może odgrywać psychoterapia, ale tu znów pojawiają się kłopoty związane z dostępnością psychoterapii dla mniej zamożnych osób, a także otwartości psychoterapeuty na takie doświadczenia.
Czy psychoterapeuta / psychoterapeutka może nie być osobą otwartą na doświadczenia duchowe związane z medytacją albo przyjmowaniem psychodelików?
Prowadzone są szkolenia dla psychoterapeutów odbywające się w różnych miejscach na świecie, np. w Berlinie są kilkumiesięczne kursy organizowane przez MIND Foundation, w Polsce są warsztaty organizowane przez członków Polskiego Towarzystwa Psychodelicznego. Na razie ośrodków szkolących nie jest tak dużo, lecz z czasem ich liczba będzie wzrastać, ponieważ zainteresowanie psychodelikami ze strony psychoterapeutów i psychiatrów, również w Polsce, szybko rośnie.
Czy możemy się spodziewać w najbliższym czasie, że terapia zaburzeń psychicznych psychodelikami stanie się powszechnie akceptowana?
Patrząc na dynamiczny rozwój badań klinicznych nad psychodelikami, działanie organizacji pozarządowych oraz zainteresowanie ze strony biznesowej, najprawdopodobniej już za kilka lat terapia z użyciem psychodelików będzie legalna w USA i krajach Unii Europejskiej. Jednak dostępność tej terapii, szczególnie tuż po wprowadzeniu, może być bardzo niska. Będzie to związane z wysokimi kosztami tego typu leczenia oraz dostępnością przeszkolonych specjalistów. Z czasem, być może, terapia wspomagana psychodelikami stanie się bardziej powszechną formą leczenia, na równi z innymi terapiami, choć wątpię, że miałoby to się odbyć w najbliższym czasie.
Spodziewam się, że wiele osób zmagających się bezskutecznie z zaburzeniami psychicznymi i niemających możliwości wzięcia udziału w legalnie zatwierdzonych formach terapii z użyciem psychodelików będzie stosować psychodeliki poza gabinetem terapeutycznym. W zależności od sposobu, w który będą to robić, po ich zażyciu mogą doświadczyć ulgi albo nasilenia objawów. Dlatego bardzo istotna jest edukacja na temat potencjalnych efektów stosowania psychodelików, przygotowania do doświadczenia oraz jego integracji. Dobrym rozwiązaniem jest tworzenie przestrzeni, gdzie osoba może przygotować się do niego i zintegrować je przy wsparciu społeczności, a w warunkach idealnych – również przy wsparciu specjalisty / specjalistki zdrowia psychicznego.
Anastasia Ruban
Neurokognitywistka, doktorantka na Uniwersytecie SWPS. W ramach doktoratu prowadzi badanie dotyczące charakterystyki psychofizjologicznej osób zażywających substancje psychodeliczne w warunkach rekreacyjnych