Subskrybuj

McSława – narkotyk dla mas

Amerykanie, ktόrym trzeba oddać sprawiedliwość za ich dynamizm i ciekawość badawczą, podejmują wielką liczbę badań w każdym zakresie. Nie bez znaczenia jest też oczywiście fakt, że dysponują funduszami i widzą znaczenie naukowych dociekań nie tylko w aspekcie teoretycznym. Jake Halpern w swojej ciekawej książce o nieprzetłumaczalnym tytule Fame junkies (Houghton Mifflin Company, Boston, New York 2007) postanowił dać przegląd badań mogących rzucić więcej światła na typowo amerykańską, jego zdaniem, fascynację sławą.

Ale nie od dziś i nie tylko w Stanach Zjednoczonych sława jest wartością pożądaną. Fama czyli wieść, rozgłos, czasem jednak nawet plotka, już w łacinie nieco myliła się ze sławą. W pierwszym znaczeniu sławę rozumiemy jako „wielki rozgłos zdobyty talentem, wielkimi czynami, zasługami”. Dawniej sławę się zyskiwało, sławą można było zasłynąć, bywała wiekopomna. Istniała też niesława, zła sława. W zasadzie sławę odrόżniano od chwały, glorii. To chwała podążała za cnotą, gdyż gloria virtus umbra. Dziś wraz „chwałą” do lamusa wydają się odchodzić „bohaterowie i ich wielkie czyny”. Zmieniły się czasy – wspomnimy może przy okazji pogrzebu o jakimś „wielkim człowieku”, ale na co dzień otaczają nas celebrities, czyli osoby znane głόwnie z przemysłu rozrywkowego. Szkoda, że nie oddajemy tego określenia polskim zwrotem „osoby sławetne”. Znaczyłoby to, że nie oczekujemy od…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Czy Pan Bóg sprowadza deszcz?