Subskrybuj
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.
Dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Od początku europejskiego kryzysu migracyjnego w 2014 r. zajmuje się głównie tematyką związaną z uchodźcami i migrantami. W latach 2005–2010 redaktor miesięcznika „Znak”.

Między wzniosłością a wykluczeniem

Podczas żałoby narodowej, kiedy tylko czułem, że media swoim nachalnym przesłaniem mnie zatruwają, rezygnowałem z nich. Zaś u tych moich pacjentów, którzy hipnotycznie zastygali w fotelu przed telewizorem, następował proces jakiejś ich wewnętrznej dewastacji.

Panie Profesorze, co się z nami działo w ciągu ostatnich trzech tygodni, jakie mijają właśnie od katastrofy pod Smoleńskiem? Pytamy Pana jako lekarza, terapeutę…Trudno tu o jednoznaczność. Każdy przeżywał ten okres inaczej – i byłoby rzeczą ryzykowną czynić podmiotem tej sytuacji całe społeczeństwo. Łatwiej byłoby spojrzeć na to wszystko z perspektywy żałoby jednostkowej. I tak: pierwszą i najgłębszą reakcją było swego rodzaju porażenie informacją o katastrofie – niedowierzanie, trwoga i osłupienie, które to przeżycia były udziałem wszystkich. Potem nastał czas szczególnie prawdziwy i ważny: autentyczna osobista żałoba, rozpacz bądź smutek – w zależności od „emocjonalnej odległości” pomiędzy nami a ofiarami. Czuliśmy stratę, podobnie jak wtedy, kiedy tracimy kogoś bliskiego. Wprawdzie nie zawsze lubiliśmy tych, których zginęli, były to jednak osoby nam bliskie – w takim sensie, w jakim bliscy są nam ci, którzy codziennie goszczą na ekranach telewizorów w naszych domach. Tak często bywali z nami, że nawet ci, których nie interesuje polityka, poczuli, że odszedł ktoś dla nich ważny. Jeszcze…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Mistyka nadwiślańska