Zostałam zaszczepiona przeciw kosmopolityzmowi w młodym wieku1. Tuż po wybuchu II wojny światowej w ramach kursu historii dla pierwszoroczniaków nasz profesor wyjaśniał, że obserwujemy przedśmiertne drgawki nacjonalizmu. Nacjonalizm miał być fenomenem dziewiętnastowiecznym, romantycznym produktem ubocznym państwa narodowego w jego rozkwicie. Ledwo co przetrwał pierwszą wojnę światową, a druga miała nieuchronnie doprowadzić do jego końca, dając początek porządkowi kosmopolitycznemu, wiernemu uniwersalistycznym ideałom Oświecenia. Ów profesor, znakomity uczony, mówił przekonująco, gdyż dysponował osobistą i naukową wiedzą na ten temat. Jako świeży niemiecki emigrant posiadł intymne, tragiczne doświadczenie tego anachronizmu zwanego nacjonalizmem.
Ale nawet wtedy, jako szesnastolatka, wiedziałam,…