Przyznanie tegorocznej Nagrody Nobla Robertowi Edwardsowi za opracowanie techniki sztucznego zapłodnienia pozaustrojowego wywołało skrajne reakcje. Zwolennicy in vitro wyróżnienie to uznali za kolejny dowód skuteczności i zasadności jego stosowania. Przeciwnicy przyjęli wiadomość w najlepszym wypadku ze zdziwieniem. Stolica Apostolska wprawdzie nie wydała oficjalnego oświadczenia, ale swoje poglądy wyrazili szefowie watykańskich dykasterii. Przewodniczący Papieskiej Akademii Życia, abp Ignacio Carrasco de Paula przyznał, że „brytyjski uczony nie jest postacią, której można by nie docenić: zapoczątkował on nowy rozdział w dziedzinie ludzkiej reprodukcji, której osiągnięcia wszyscy mogą oglądać, poczynając od Louise Brown, pierwszej dziewczynki urodzonej z probówki”, ale „bez Edwardsa nie byłoby między innymi rynku oocytów, zamrażarek pełnych embrionów czekających na przeniesienie do macicy bądź na wykorzystanie do badań lub na śmierć, w opuszczeniu i zapomnieniu przez wszystkich”. Czy faktycznie Edwards tak wyobrażał sobie konsekwencje swojego wynalazku i czy jego celem było wydanie „milczącego przyzwolenia na darowizny oraz kupno-sprzedaż istot ludzkich” (abp Carrasco)? Trudno wyrokować, tym bardziej że naukowiec nie chce udzielać dziś wywiadów – nawet rodzimej brytyjskiej prasie. Przez dwadzieścia lat badań musiał być świadom moralnej dwuznaczności swoich działań. Od początku bowiem jego pracom sprzeciwiał się Watykan1. Potwierdził to dr Robert Stillman, z Shady Grove Fertility Center, który w latach 70., jak większość ginekologów, marzył o pracy z Edwardsem i u niego się szkolił. W wywiadzie dla jednej z amerykańskich stacji telewizyjnych ginekolog podkreślił, że Edwards „pracował z pasją i nie przejmował się krytyką Kościoła. Jego celem było niesienie nadziei niepłodnym rodzicom”2. Pomijając kwestie motywacji Edwardsa czy zasadności werdyktu komitetu sztokholmskiego (nie każdy Nobel wywołuje entuzjastyczne reakcje, vide chociażby kontrowersje wokół pokojowej nagrody dla Baracka Obamy), w przypadku Nobla za in vitro trudno nie zapytać, dlaczego wyróżnienie dostał tylko Edwards, podczas gdy…