Subskrybuj
redaktor naczelna miesięcznika „Znak”, dr nauk humanistycznych w zakresie filozofii, publicystka. Specjalizuje się w tematach dotyczących społecznych przemian religijności, sporów światopoglądowych, relacji państwo-­Kościół, wielokulturowości i problemów mniejszości. Członkini Rady Fundacji na rzecz Chrześcijańskiej Kultury Społecznej...

Nie będzie innych elit

Epoka, gdy polskie elity jednoczyły naród przeszła już do historii. To normalne: demokracja potrzebuje twardych technologów władzy, zawodowych polityków, a nie duchowych przywódców.

Mówiąc dziś o elitach, najczęściej mamy na myśli klasę polityczną; pragmatycznych, zawodowych polityków, coraz sprawniejszych w zdobywaniu i utrzymywaniu władzy, ale pozbawionych głębszej wizji. Czy jest to proces nieodwracalny?Pojęciem elita najczęściej posługujemy się w znaczeniu potocznym, nadając mu bądź to bardziej staroświecki, bądź nowoczesny sens. Aspekt staroświecki podkreśla, że są to ludzie o odpowiednim poziomie kulturalnym, obyczajowym. Być elitą to umieć zachować się przy stole, prowadzić konwersację, być zorientowanym w trendach artystycznych, literackich, muzycznych. Należą do niej ludzie dobrze wychowani, wykształceni. Drugie znaczenie to elita ducha, elita przywódcza w rozumieniu moralno-kulturowym: Krzysztof Penderecki, Andrzej Wajda i inni wielcy reprezentanci świata kultury i intelektu. Takie osobowości odegrały istotną rolę w warunkach zniewolenia. Do 1989 roku potrzebowaliśmy ludzi ducha, misjonarzy, zdolnych do stworzenia wizji, która scali rozbity i pozbawiony nadziei naród. Po 1989 roku dość szybko zorientowaliśmy się, że problemów ekonomicznych nie da się rozwiązywać na wiecach w hali Oliwii czy w czasie nocnych dyskusji. Elita ducha spełniła swoje zadanie i musiała ustąpić miejsca nowej – politycznej: Mazowiecki –…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Piękni dwudziestoletni idą po władzę