To było w Królewcu. Można wyobrazić sobie ranek jesiennego dnia, kiedy za oknami majaczą we mgle drzewa, a na pokojach szmer zegarów pogłębia ciszę. Kant doszedł właśnie do połowy pracy nad pierwszą „Krytyką”, i niespiesznie układa zwrotny rozdział o fenomenach i noumenach. Przywołuje zarazem z nostalgią to, co ma już za sobą: prostą wędrówkę przez ląd czystego rozumu, gdzie rzecz każda poddawała się troskliwemu oglądowi i znajdowała właściwe sobie miejsce. Teraz wszakże trzeba było podjąć trudną decyzję, krok w nieznane. Bo już przebyty kraj jawił mu się jako zbyt mały, za ciasny. „Kraj ten jest jednak wyspą” – pisał. Dieses Land aber ist eine Insel und durch die Natur selbst in unveränderliche Grenzen eingeschlossen…