Czasami gdy mam wolną chwilę (choć wolnych chwil generalnie nie mam, więc potraktujcie to jako chwyt retoryczny), zastanawiam się, co mi pozwala przetrwać tego życiowego ping-ponga, w którego gram jednocześnie z dwójką dzieci (trzecie, jak wspomniałem, w drodze), miłościwie panującą nam Królową Matką oraz kilkoma dziesiątkami statystów. KM twierdzi, że to jest miłość. Hmm. „Tak…