Subskrybuj
Pisarka i dziennikarka, założycielka Stowarzyszenia Inicjatyw Społeczno--Kulturalnych Stacja Muranów. Stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”, stołeczną „Gazetą Wyborczą” i Muzeum Historii Żydów Polskich.

Życie pod kreską

Pożyczają, by przetrwać do chwili, gdy wreszcie dostaną zapłatę. Albo przestają płacić innym, bo sami się jej nie doczekali. Raczej nie trafią do zestawień dotyczących niespłacalnego zadłużenia, pozostając wiecznie na garnuszku bliskich. Tysiące, a może i miliony Polaków, którzy nauczyli się żyć z długiem na co dzień, jak z żywiołem albo ze śmiertelną chorobą.

Kuba, 32-latek, realizator dźwięku, inżynierię zarządzania długiem – jak określa się to w korporacjach – opanował do perfekcji. Od kilku lat jego podstawowym źródłem dochodu są zarobki wynikające ze stałej współpracy z jednym z teatrów. Szef placówki jest zarazem jej dyrektorem artystycznym, więc ma masę spraw na głowie, włącznie z przelewami dla pracowników. Nie znosi też papierkowej roboty, ot, taka jego właściwość, bo poza tym jest całkiem w porządku. Kuba wie, że jeśli odpowiednio wcześnie nie zacznie do szefa dzwonić i przypominać o terminie płatności, o planach na najbliższy weekend (z racji stanu finansów zazwyczaj funkcjonuje w trybie tygodniowym, czasem miesięcznym, żadnego długoterminowego horyzontu) może zapomnieć. „W teatrze na umowę o dzieło zarabiam czasem kilkaset złotych na miesiąc, czasem nieco więcej, zależnie od liczby wyjazdów i zakresu obowiązków – mówi. – To nie są spore kwoty, dlatego regularność ich wpływu ma duże znaczenie. Przede wszystkim pozwalają zapłacić bieżące rachunki. W tygodniu, kiedy powinna przyjść zapłata, już od poniedziałku zaczynam wydzwaniać, przypominać się, męczyć, żeby udało się puścić przelew najpóźniej w czwartek. Podobnie jest z większością innych zleceniodawców, z którymi współpracuję. To jak praca na drugi etat, w dodatku…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Spieniężone życie