Andrzej Brzeziecki: Był czas, gdy gazety pisały, że przynosi Pan pecha, a dawni znajomi pytani o Bartłomieja Sienkiewicza nabierali wody w usta. Ostatnio jednak udziela Pan wywiadów, wydał książkę i nawet Adam Michnik w „Gazecie Wyborczej” przedrukował jej fragment. Nie jest Pan już trędowaty?
Bartłomiej Sienkiewicz: Przeszedłem przez czyściec – to na pewno. Trwało to parę lat i było ciekawym doświadczeniem. Nie wiem, czy czyściec rzeczywiście istnieje, ale jeśli tak, mogę zapewnić, że jest doskonałym miejscem na przemyślenia.
I co teraz?
Dalej zajmuję się sprawami publicznymi. To zawsze było sensem mojego życia. W Polsce, jeśli ktoś był politykiem choćby przez kilkanaście miesięcy, zostaje nim na całe życie.
Zabieranie głosu w sprawach publicznych to dla mnie naturalna działalność. Książka wzięła się z pomysłu, żeby powiedzieć w formie skondensowanej, co myślę.
Zaczyna Pan jednak od afery taśmowej.
Rozdział wstępny dotyczący podsłuchów był konieczny. Co tu dużo mówić: wypadało się z tego wyspowiadać i zaprezentować swój punkt widzenia.
Mówi Pan, że dalej uprawia politykę, ale zaraz po wybuchu afery w programie Moniki Olejnik powiedział Pan też, iż Pana rola w…