Polskę, podobnie jak inne kraje z byłego bloku państw socjalistycznych, które przeszły transformację ustrojową, charakteryzują niskie wskaźniki dzietności. Statystyczna kobieta w wieku reprodukcyjnym powinna urodzić średnio 2,14 nowych obywateli. Tymczasem przeciętna Polka od wielu lat rodzi tylko 1,2–1,4 dzieci i można się spodziewać, że przez następne kilkanaście lat wskaźnik ten będzie się utrzymywał w dolnych granicach tego przedziału. Nie zachęcają jej marchewki w postaci becikowego, wydłużonego urlopu macierzyńskiego ani karty dużej rodziny. Polka rodzi swoje jedyne dziecko coraz później lub wcale. Tradycjonaliści upatrują przyczyn spadku dzietności we wzrastającej liczbie rozwodów, częstszych związkach kohabitacyjnych i nieformalnych. Tradycyjna rodzina zapewniająca stabilną opiekę jest według nich zastępowana przez niestabilne związki, których tymczasowość nie sprzyja prokreacji. Tego typu rozważania ujmują tylko pewien aspekt zjawiska. Jeśli nieformalne związki są zawierane coraz częściej, a trwałość związku nie zależy już wprost od tego, czy ma on charakter formalny czy nieformalny, siłą rzeczy rosnąć musi akceptacja społeczna dla nowych form relacji. Co…
Społeczny psycholog kliniczny, prof. w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Opolskiego, zainteresowania naukowe – psychopatologia, konsekwencje przeżywania katastrof i kataklizmów w wymiarze społecznym i personalnym, pozafarmakologiczne wyznaczniki skuteczności leczenia oraz psychologia prokreacji (szczególnie problematyka bezdzietności i jej...