Jeśli świat ma podążać względnie bezpieczną ścieżką ograniczenia globalnego ocieplenia do 1,5°C, wszystkie najwyżej rozwinięte państwa świata zrzeszone w Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) – a więc także Polska – muszą zrezygnować ze spalania węgla do 2030 r. To dane Międzynarodowej Agencji Energetycznej. Mimo to podczas szczytu klimatycznego ONZ w 2018 r. w Warszawie prezydent Andrzej Duda stwierdził, że „nie mamy dziś planów całkowitej rezygnacji z węgla”, a polskie zasoby wystarczą na 200 lat. Dodał, że nie tylko nie będziemy z niego rezygnować, lecz że musimy walczyć na arenie międzynarodowej, by wciąż móc go palić.
Pomimo rozwoju odnawialnych źródeł energii, szczególnie fotowoltaiki, Polska pozostaje najbardziej uzależnioną od węgla gospodarką w Europie. Niewątpliwie trudna sytuacja Polski była argumentem na rzecz taryfy ulgowej w europejskich i globalnych wysiłkach na rzecz ochrony klimatu przez ponad dwie dekady. Czy powyższy punkt wyjścia rzeczywiście tłumaczy ograniczone ambicje klimatyczne, czy może klimatyczny niedasizm bierze się z czegoś innego?
Czarna owca
21 z 27 państw…