Subskrybuj
Kopalnia kryptowalut Evobits w Kluż-Napoce w Rumunii, styczeń 2021 r. fot. Akos Stiller / Bloomberg / Getty
Ekonomista zainteresowany problematyką rozwojową, ekonomią polityczną technologii oraz gospodarką cyfrową. Współprzewodniczący Polskiej Sieci Ekonomii i dyrektor programowy CoopTech Hub. Wykładowca, doktorant Akademii Leona Koźmińskiego. Autor książki Kapitalizm Sieci, nominowanej do nagrody Economicus 2020

Kryptomammon, czyli pieniądz urojony

Sygnaliści gwiżdżą: nadszedł czas obalić Big Tech! Z cienia wychodzą innowatorzy i inżynierki tworzące alternatywną gospodarkę cyfrową, ale wśród nich szerzy się swoiste pomylenie języków i niebezpieczny kult. Pod sztandarem „krypto” umysły opanowuje pseudotechniczny okultyzm, oddający cześć planetarnemu kasynu.

Pod wieloma względami nasza cywilizacja znajduje się w kolejnym fin de siècle’u. Towarzyszy nam atmosfera nihilizmu i poczucie końca czasów. Podobnie jak u kresu XIX w., nierówności dochodowe i majątkowe są absurdalnie duże, a światowe rynki opanowały korporacje dążące do imperialnego podboju. Dziś ponownie, skądinąd inteligentni, ludzie ulegają czarowi specyficznej pseudonauki. Tak jak studia nad księgami okultystycznymi, seanse spirytystyczne i badania mitów pobudzały wyobraźnię co zamożniejszych kręgów w XIX w., tak obecnie wśród finansjery i kapitalistów technologicznych krzewi się kult krypto, elektronicznych pieniędzy i obiektów korzystających z kryptografii i technologii blockchain.

Długo wstrzymywałem się z głosem krytyki, ba!, jeszcze w 2021 r. wraz z zespołem CoopTech Hub byłem kuratorem „crypto utopias” – pierwszej w Polsce kolekcji sztuki NFT, zbierającej dzieła kolektywu artystów i artystek. Nie raz i nie dwa inwestowałem w tzw. kryptowaluty, a z nutą nostalgii wspominam, jak w szczycie bańki 2014 r. stawialiśmy koparki bitcoina (BTC) w kuchni przyjaciela matematyka, mózgu naszej operacji. Zatem robiąc ten rachunek sumienia, oceniam coś, czego spróbowałem. Nadal dostrzegam obszary pożytecznych zastosowań połączenia kryptografii i blockchain i je tu opiszę, ale ogólną ekscytację przykrywa coraz częściej obserwacja znacznie bardziej niepokojących trendów ekonomicznych i politycznych. Pytając qui bono, musimy od razu dodać: w jak długim okresie? Czy wczorajsi bitcoinowi milionerzy są dowodem słuszności krypto, niczym milionerzy obligacji zabezpieczonych długiem (CDO) w bankach inwestycyjnych w 2007 r.?

Trend odwrotu od krypto nie pozostaje niezauważony, a swoje zdanie głośno wyrazili niedawno m.in. muzyk Brian Eno („Wreszcie artyści będą mogli stać się małymi kapitalistycznymi dupkami”), twórca Twittera Jack Dorsey (mówiący o krypto jako „scentralizowanym podmiocie z inną metką”) czy ekonomista specjalizujący się w niestabilności finansowej Nassim N. Taleb („blockchain wciąż służy właściwie do niczego”). Badacz Evgeny Morozov uruchomił niedawno nową machinę The Syllabus, swoistą wspólnicę wiedzy, by informować ludzi o zagrożeniach naiwnej wiary w krypto. Wśród samych przedsiębiorców również przebijają się głosy coraz bardziej przytomnych komentatorów, także w Polsce, by wspomnieć choćby legendę sceny startupowej Artura Kurasińskiego. Ze swojej strony dodaję krytykę ekonomii politycznej krypto i sprzeczności w realizacji głoszonych przez tę społeczność haseł: decentralizacji, efektywności i przełamania monopolu Big Techu. Kult krypto ma szansę doczekać prawdziwej gospodarki przyszłości, jednak nic nie będzie takie, jak głoszą jego prorocy.

Krypto, ale czy waluta?

Krypto(waluta) to rozproszona baza danych, w której wymiana danych, czyli transakcja, jest potwierdzana przez węzły (tzw. górników, miners) zabezpieczające jednolity zapis na łańcuchu wszystkich transakcji (tzw. bloków, blockchain). Transakcje przebiegają przy zerowym zaufaniu, stąd aby zabezpieczyć ich strony przed potencjalną różnicą zdań co do statusu transakcji (od błędu po celową manipulację), uzgodnienie poprawności łańcucha opiera się na kryptograficznych obliczeniach i nagradzaniu górników zwiększaniem zawartości ich kont.

Chociaż krypto jest nazywane walutą, nie ma wiele wspólnego z pieniądzem. Nie dlatego, że jest cyfrowe – bo większość pieniądza to dziś elektroniczne zapisy w bazach banków – ale ponieważ nie spełnia jego funkcji. Pieniądz jest bowiem z jednej strony środkiem wymiany i jego użyteczność płynie z cyrkulacji; z drugiej strony służy jako miernik cen i wartości, czyli spełnia funkcję obrachunkową. Krypto nie daje sobie rady z żadnym z tych zadań.

Jak dowodził David Graeber w Długu, pieniądze historycznie wytwarzali władcy i ich armie, obiecując zwrot zużytych w trakcie wojny zasobów z pozyskanych łupów. Nakładając podatki odbierane tylko we własnej walucie, nadawali jej wartość swojego monopolu na przemoc, z biegiem wieków całej gospodarki i systemu prawnego, sankcjonując ją jako legalny środek płatniczy. Współcześnie nawet 30–50% PKB w krajach rozwiniętych jest wytwarzane w sektorze publicznym wydającym pieniądze tylko w uznanej walucie. Pieniądz jest więc przede wszystkim znacznikiem relacji społecznej, który najlepiej określa popularyzowana przez Nowoczesną Teorię Pieniężną fraza IOU: I owe you („jestem ci dłużny”). Cały system finansowy to wielka obietnica spłaty, od obligacji skarbu państwa, przez kredyty w bankach komercyjnych, aż po stuzłotówkę z Jagiełłą. Jeśli rząd jest stabilny, a gospodarka produktywna, to waluta zyskuje na wartości dzięki zaufaniu w możliwość spełnienia obietnic przez płatników tejże waluty.

Kultyści krypto najczęściej powtarzają za tzw. szkołą austriacką, że odejście od standardu złota w Bretton Woods, czyli utrzymywanej wcześniej relacji między wartością amerykańskiego dolara do kruszcu, jest grzechem pierworodnym współczesnego, fiducjarnego pieniądza. Powołują się czasem na prawo Kopernika-Greshama mówiące o tym, że gorszy środek płatniczy (mający mniej cennego kruszcu) wypiera lepszy, a w świecie umownego pieniądza można tak „psuć” walutę do woli. Wynika to z nieznajomości jej historii i funkcji: odejście od parytetu złota to usprawnienie funkcji cyrkulacji, a zatem lepiej cyrkulujący pieniądz wypiera gorzej cyrkulujący. Tymczasem okres stosowania pieniądza „złotego” był jednocześnie okresem regularnych kryzysów płynności, masowych bankructw, na których zyskiwali bankierzy tacy jak Rothschildowie, oraz niestabilności, której kulminacją była I wojna światowa. To właśnie „brak płynności zabija szybko”, mówiąc słowami ekonomisty.

Idealny pieniądz jest poręczny i tani w użyciu, a jednocześnie ma względnie stabilną i zrozumiałą wartość względem koszyka dóbr, a nie wartości wybranego kruszcu. Jeśli jednak jest towarem cennym albo zyskującym na wartości, to racjonalne jest „chowanie pod materac” i cała cyrkulacja zamiera. Dobra tezauryzacja to zatem lekka utrata siły nabywczej pieniądza, aby zachęcać do cyrkulacji, ale nie tracić przy tym funkcji miernika. Tymczasem krypto jako środek cyrkulacji są dużo droższe i wolniejsze niż istniejący, lekko zakurzony pieniądz elektroniczny. Dla porównania: VISA może przetwarzać ponad 5 tys. razy więcej transakcji na sekundę niż BTC, przy ok. 20 tys. razy niższym koszcie. BTC jest też obecnie najbardziej niestabilnym aktywem w historii świata, przy wahaniach cen sięgających nawet 100% każdego roku. Ponieważ wszystkie transakcje są jawne i zapisane na bloku, każdy „pieniądz” jest znaczony od momentu jego stworzenia i osoby umiejące analizować dane mogą zidentyfikować konkretne przelewy, jak miało to miejsce w przypadku okupu dla hakerów atakujących Colonial Pipeline w 2021 r. Bitcoin ma z góry przewidzianą maksymalną podaż (co oznacza coraz niższe zapłaty dla górników), a inne krypto stosują też „spalanie” (bezpowrotne zniszczenie ułamka transakcji), dlatego w większości są deflacyjne i zniechęcające do cyrkulacji. Na marginesie dodam, że mam doskonałą świadomość istnienia setek eksperymentalnych krypto, oraz bardziej znanych i sprawniejszych niż BTC, jak Ether, Solana czy Cardano. Chociaż ich możliwości często są lepsze niż BTC – tzn. nie są wyjątkowo bezużyteczne – to wciąż daleko im do skali, która pozwalałaby na potraktowanie ich serio jako walut alternatywnych do pieniądza fiducjarnego.

Trudno wobec tego mówić o krypto jako walucie, skoro nie spełnia jej funkcji, a próba skalowania jej do miliardów wykonywanych codziennie na całym świecie transakcji nie jest nawet możliwa. Jak zauważa Taleb, spekulacyjny wzrost wartości nie musi mieć niczego wspólnego z sukcesem „cyfrowej waluty”, jednak wymaga od nas wciąż namysłu nad swoim źródłem. Skąd ta eksplozja popularności i wyceny krypto(walut)?

Zdecentralizowany Mammon i New-krypto-age

Bitcoin jako pierwsze krypto powstał zaraz po kryzysie finansowym 2008 r., w czasie uzasadnionego upadku zaufania do banków żonglujących toksycznymi aktywami finansowymi. Największa utrata wartości BTC miała miejsce na przełomie lat 2014 i 2015, kiedy globalna gospodarka wychodziła ze stagnacji. Ponowne wzrosty notuje w dobie recesji spowodowanej koronawirusem, kiedy kraje zmagają się z ogromną niepewnością.

Niezależnie od swojej nieefektywności i drożyzny krypto wciąż jest wygodnym narzędziem w rękach sprzedawców narkotyków i broni, hakerów, zbrodniarzy objętych sankcjami, przemytników ludzi i przedstawicieli seksbiznesu, a więc wszystkich, którzy nie mogą zawierać oficjalnych transakcji w uznanych walutach. Jednak większość obecnej wartości krypto płynie z jego roli jako aktywa spekulacyjnego. Świat zakwitł tysiącami różnych protokołów krypto, a każdy ma swoich zelotów. I tak na przykład maksymaliści BTC podkreślają prostotę pierwszego krypto mimo jego licznych i dobrze znanych wad. Wyznawcy Ethereum (ETH) wychwalają dostępne dla ich protokołu twórcze możliwości: smart kontrakty, DeFi i NFT. Okultyzm miłośników krypto nie jest moim wymysłem, ale elementem obecnym od początku, by budzić fascynację, uciszać wątpliwości (FUD) i rekrutować kolejne osoby. Mechanizm wspólnego inwestowania, czyli zdecentralizowana organizacja autonomiczna DAO, nawet na poziomie nazwy nawiązuje do taoistycznej energii przenikającej wszechświat. Symbolika dharmy, czyli drogi postępowania, i ośmiu zasad dao miksuje wschodnią duchowość z krypto w oszałamiający eliksir wyzwolenia, podawany na łamach „The New York Timesa” przez kapłankę „gospodarki twórców” Li Jin. New-krypto-age.

###banner###

Nie ma skuteczniejszego sposobu, by ukryć finansową manipulację, niż ubrać ją w szaty technologicznego i parareligijnego bełkotu. Szczególnie w dobie przeładowania informacyjnego możliwe jest żonglowanie analizami technicznymi kursu kolejnych egzotycznych walut, żyrowanych zza anonimowego konta dla szybkiego zysku. Nawet wiodące medium krypto CoinDesk nazywa OlympusDAO, swoistą „zdecentralizowaną rezerwę federalną” w posiadaniu setek milionów dolarów, schematem Ponziego czyli – w dużym uproszczeniu – piramidą finansową. „Jeśli sprawimy, że więcej ludzi to kupi, wartość się podniesie” – mówi kultysta Dogecoina, jednego z bardziej bezużytecznych krypto.

Kultyści krypto trafili na podatny grunt załamania zaufania do klasycznego systemu finansowego oraz słabości edukacji ekonomicznej. Wciąż traktowana zbyt poważnie teoria austriacka usunęła ze swoich rozważań sens wartości, utożsamiając ją z ceną. Mainstreamowa ekonomia przyjęła ten błąd kardynalny przez bezkrytyczną akceptację ideologii szkoły austriackiej ubranej w eleganckie szaty „rewolucji marginalistycznej”. Bez fundamentu w postaci oceny aktywności produktywnej i nieproduktywnej oraz źródeł wartości zostajemy z tautologicznym opisem świata: wartość to cena, cena to wartość. Zbiorowa halucynacja może być motorem gospodarki, tylko kto się nią naje?

Zupełnie trzeźwo patrząc, krypto może być gorsze niż piramidy finansowe.

Ostatecznie schemat Ponziego to gra o sumie zerowej, w której oryginalni „inwestorzy” dostają środki świeżych rekrutów. W przypadku krypto mamy realne koszty elektronicznych odpadów, rosnących cen kart graficznych i marnowanej energii.

Sterowana decentralizacja

Z technologii szukającej problemu do rozwiązania krypto stało się niedawno wygodnym wehikułem do skonstruowania świata antydemokratycznego, rzą­dzonego przez nową elitę finansową. W 2021 r. partnerzy funduszu venture capital a16z ukuli termin „web3” jako propozycję nowego internetu po zdominowanym przez inwigilacyjne platformy Web 2.0. Środki a16z napędzały oczywiście większość Big Techu; dziś obiecują zbawienną decentralizację i władzę oraz własność użytkowników. Jednak nie bez powodu niesie się żart: „Gdzie znaleźć web3? Między a oraz z”. Skoro jako pieniądz krypto nie może wypalić, oferują nową wizję, w której decentralizacja rozwiązuje problemy świata technologii i finansów.

Jednak decentralizacja bazy danych nie oznacza z konieczności rozwiązania problemów politycznych – kontroli, władzy, dystrybucji wartości. Najlepszym dowodem niech będzie fakt, że zaledwie 0,1 promila adresów BTC posiada 27% wartości BTC. Nawet w ekstremalnie nierównych Stanach Zjednoczonych taka sama grupa najzamożniejszych posiada zaledwie 10% majątku. A ponieważ różne adresy krypto mogą należeć do jednej osoby, jest wysoce prawdopodobne, że koncentracja jest jeszcze większa.

Decentralizacja jest technosolucjonistycznym odpowiednikiem realnej demokratyzacji. Jednak tam gdzie demokratyzacja oznacza równość ludzi i ich upodmiotowienie, decentralizacja gwarantuje jedynie wielość podmiotów pilnujących bazy danych lub typowo plutokratyczne rządy tego, kto ma więcej krypto. Oto logika token staking rzekomo progresywnego Ethereum: kto ma tokeny, ten będzie mieć ich jeszcze więcej. Maksymaliści BTC przynajmniej nie ukrywają, że ich protokół nagradza palącego najwięcej energii na największą liczbę kart graficznych.

W świecie decentralizacji nie jest możliwy ratujący gospodarkę w czasie kryzysu pakiet fiskalny. Różnica między 2008 r., gdy stagnacja trwała kilka lat, a zaciskanie pasa obudziło ogromne niepokoje społeczne i przywiało znów widmo biedy, a 2020 r., gdy większość krajów uruchomiła ekspansywną politykę fiskalną, jest jasno widoczna. Kreacja nowego pieniądza i przełamanie negatywnych oczekiwań jest możliwe w instytucjach rządowych czy w bankach centralnych, ale krypto je uniemożliwia. Dla ochrony przed inflacją po kryzysie kultyści są gotowi zgotować kolejną Wielką Depresję.

Decentralizacja samego protokołu potwierdzania transakcji nie zapewnia więc bardziej równomiernej ani sprawiedliwej dystrybucji na innych warstwach technicznych czy ekonomicznych. Już teraz widzimy, że zdecentralizowana sztuka NFT najczęściej ląduje na serwerach Amazona. Jak ironizują krytycy: krypto kupujemy na CoinDesku, trzymamy w portfelu MetaMask i następnie wydajemy na NFT od Adidasa. Giełdy krypto nie są cyfrowymi spółdzielniami, tylko korporacjami. Cyfrowi giganci nie znikają – po prostu w nowym rozdaniu wyłaniamy inne korporacje. Analizując trendy związane z Metawersum, zauważyłem, że najsilniej powiązaną kategorią są właśnie krypto i monety. Firma Meta (dawniej Facebook) podejmowała już eksperymenty z krypto (Libra i Diem). Zamiast walczyć z Big Techem, kultyści ustawiają się w kolejce do Zuckerberga.

web3, czyli finansjalizacja wszystkiego

Partnerzy a16z nie ukrywają swoich zamiarów: web3 ma służyć sztucznemu stworzeniu „rzadkości” tokenów w miejsce obfitości cyfrowych treści. Dzięki temu uda się narzucić światu krypto jako nową formę własności prywatnej. Nowe rynki finansowe umożliwią dynamiczną spekulację na wszystkim, bez regulacji, bez zabezpieczeń kapitałowych, bez nadzorców i instytucji zaufania. Ostatecznym rezultatem braku zaufania do systemu bankowego jest internalizacja wszystkich czynności, które system bankowy robił za nas, w tym zabezpieczania środków fizycznie i technicznie, przeciwdziałania wyłudzeniom czy praniu brudnych pieniędzy. Jest to ekstremalnie nieefektywne, ale ponieważ kapitalizm prywatyzuje zyski i uspołecznia straty, kultyści zamykają oczy na ogromne koszty społeczne.

Czar finansjalizacji i rynków zastępuje rozwiązywanie realnych problemów. KlimaDAO, zdecentralizowany fundusz podbijający cenę uprawnień do emisji CO2 (EU ETS), jest przecież przykładem typowej inżynierii finansowej, która kończy się wysokimi cenami energii, co boleśnie odczuły miliony Europejczyków tej zimy. Dla podmiotów takich jak miejskie elektrociepłownie skok kosztów to nie moment na zielone inwestycje, lecz na cięcia wydatków. Rynki finansowe po prostu nie nadają się do długoterminowych inwestycji, nie mogąc nigdy zastąpić dobrego planowania gospodarczego, a na takich bańkach zyskują populiści żądający powrotu do węgla.

Podobnie boom sztuki NFT to raczej finansjalizacja i cyfryzacja dzieł. Przy podziale tortu zyskują nowe elity, a obok galerii i domów aukcyjnych zasiadły platformy OpenSea czy Rarible. Jednak z punktu widzenia twórców wciąż liczy się pośrednik, który zgarnia sowitą marżę, a token potwierdzający pseudowłasność zastępuje bilet na koncert czy tytuł własności do dzieła. Można by to nazwać odrodzeniem mecenatu, gdyby nie to, że odrodził się już w dobie Web 2.0 i platform takich jak Patronite. Czy Dariusz Rosiak potrzebuje swojego NFT, żeby skutecznie prowadzić „Raport o stanie świata”?

Finansjalizacja pożera nie tylko produktywne inwestycje, aktywizm i sztukę: oznacza utowarowienie wszystkiego. Jeśli były jeszcze dane, których Big Techy nie utowarowiły, jak np. genom indywidualnej osoby, to web3 obiecuje zmienić je w kolejne aktywo. Memy i wpisy na Wikipedii będą kosztować, a right-clickerzy (czyli osoby zapisujące zdjęcia prawym guzikiem myszki) będą „automatycznie weryfikowani przez serwisy” Big Tech, jak prognozuje analityk Bartek Pucek. Nie tylko influencerzy, ale każdy z nas otrzyma dynamiczną wycenę DAO własnego nazwiska, swoisty kryptokredyt społeczny. Ponieważ krypto(waluty) są zdecentralizowane, nie będzie żadnego okienka, w którym można negocjować wyjątek od reguły, a każdy błąd zostanie w łańcuchu na zawsze.

Nieregulowana finansjalizacja tworzy własne regulacje, jednak nie podług demokratycznych praw, tylko według logiki kapitalizmu. Posłużę się słowami znajomego kultysty: „Mogę tworzyć prawa, których nie da się oszukać i które nie wymagają ludzi przy egzekucji”. To świat całkowitego automatyzmu, nieskrępowanego przepływu pieniędzy między anonimowymi adresami o zerowym zaufaniu względem siebie, gdzie, jak prorokuje tenże znajomy na LinkedInie, „cena jedzenia będzie zmieniać się przy każdej transakcji”. Spełni się wówczas marzenie aspołecznej, żyjącej z zasiłków Ayn Rand o kapitalizmie odosobnionych indywiduów, gdzie talent techniczny i kapitał trwale posegregują ludzi.

Początkowo otwarty internet, dziś pozamykany przez strażników dostępu Big Techu, już wkrótce zamieni się w enklawy posiadaczy drogich krypto i giełdy dzikiej spekulacji. Istotnie, to pewna innowacja, ale z zakresu inżynierii finansowej i ekspansji kapitalistycznych grodzeń, a nie rozwoju czy wolności dla twórców.

Przyszłość pieniądza

Kult krypto jest reakcją na kryzys zaufania do instytucji, w  tym instytucji pieniężnych. Bailouty w 2008 r., luzowanie ilościowe dla korporacji czy nawet pakiety pomocowe z 2020 r. były niezrozumiałymi decyzjami w świecie, w którym neoliberalna demagogia uniemożliwiła ludziom zrozumienie natury pieniędzy. Wiele z tych decyzji było błędnych – jak bailouty – lub wykonanych po omacku – jak pakiety pomocowe, które bez regulacji rynku nieruchomości i dobrego kanału dotarcia lądowały w prywatnych rękach zamożnych. Nie ma też co ukrywać, że reżim kapitalistyczny daje moc kreacji pieniądza prywatnym bankom, a banki centralne celowo usuwa spod demokratycznej kontroli, co nazywamy eufemistycznie „niezależnością”. Ale większość krypto(walut) jest jeszcze bardziej pusta niż pieniądz prosto z drukarki.

Sedno problemu leży bowiem w braku zaufania. Brak zaufania zrodził więc wirusa krypto, a pandemia pozwoliła jego chciwym kultystom zarazić kolejne miliony ludzi i nakłaniać do oddawania realnego i cennego pieniądza fiducjarnego w zamian za kryptograficzne paciorki. Odwrót od polityki monetarnej i fiskalnej prowadzonej w stylu technokratycznym, za zamkniętymi drzwiami gabinetów, okazuje się konieczny, jeśli kultyści mają stracić główny oręż, jakim jest, paradoksalnie, szerzenie strachu (FUD) do pieniądza fiducjarnego. Póki pieniądz nie jest tematem otwartej dyskusji publicznej i polityki dobra wspólnego, klasa średnia będzie uciekać przed inflacją skuszona magiczną mocą technologii rzekomo chroniącej oszczędności.

Jeszcze do niedawna kultyści utrzymywali, że krypto przynajmniej mogą być wyzwoleniem dla krajów niestabilnych i biednych, zmagających się z hiperinflacją. Ale od czasu gdy prezentowano Nigerię jako przykład adopcji krypto, tamtejszy bank centralny uruchomił eNairę, niwelując potrzebę korzystania z niestabilnych krypto. Z kolei na ulicach Salwadoru trwają protesty po tym, jak prezydent kultysta Nayib Bukele, nazywający siebie „dyktatorem” i „CEO” kraju, wyprowadził ze skarbu państwa miliony dolarów na zakup bitcoinów i w ten sposób ściągnął na Salwador uwagę światowej śmietanki hakerów. Ponownie krypto okazują się nieefektywną odpowiedzią na klasyczny problem słabych instytucji finansowych. Wystarczy sięgnąć po rozwiązania w stylu kenijskiego mPeso, opartego na infrastrukturze telefonii komórkowej i płatnych SMS-ach, by zobaczyć, jak można go rozwiązać lepszą technologią i ekonomiką.

Demokratyczna wspólnota własności

Wbrew temu, co twierdzą kultyści krypto, decentralizacja nie jest niczym nowym w internecie Ruch P2P (peer-to-peer) i tzw. torrenty umożliwiły masowe piractwo filmów, muzyki i gier, zwiększając ich dostępność i, paradoksalnie, podnosząc w ten sposób rozpoznawalność oraz przychody artystów. Z kolei Library Genesis i Sci-Hub otwierają dostęp do książek i tekstów naukowych niczym współczesna Biblioteka Aleksandryjska. Jednak decentralizacja nie jest celem, tylko sposobem do realizacji wartościowych społecznie celów. I to te cele muszą być przedmiotem dyskusji i projektowania.

Większość problemów Web 2.0 można rozwiązać nie decentralizacją platform, lecz ich demokratyzacją. Sukcesy ruchu cyfrowej spółdzielczości (tzw. platformowego kooperatyzmu) są tego dobitnym dowodem. Drivers Coop pomaga realnym kierowcom, Resonate materialnym muzykom, a Fairbnb finansuje prawdziwe miasta i żadne z powyższych narzędzi nie potrzebuje do tego krypto, lecz jedynie zaufania partnerów i wspólnej własności gwarantującej demokrację ekonomiczną. Blockchain może być środkiem, ale zwykle wystarczy wspólna własność bazy danych – i dobry backup. Technologię trzeba oceniać po jej użyteczności w rozwiązywaniu problemów, a nie stopniu skomplikowania.

Oparcie bitcoina i  innych krypto(walut) na zerowym zaufaniu stron prowadzi do astronomicznych kosztów energetycznych, powolnego działania sieci i nieefektywności. Brak zaufania oznacza, że koszty transakcyjne rosną dramatycznie. Prawdziwa jest zatem też odwrotność – rosnące zaufanie do stron obniża koszty transakcyjne, usprawnia działanie sieci przez delegowanie do krytycznych węzłów pewnych zadań. Demokratyzacja własności nad tymi węzłami, aby zabezpieczyć się przed wyzyskiem czy nieuczciwością, jest ważniejsza niż decentralizacja liczby węzłów.

System finansowy z kolei wymaga demokratycznego nadzoru i odebrania przywilejów bankom komercyjnym na rzecz banków centralnych. Często jest z nim łączony postulat dochodu gwarantowanego. Zamiast kreować pieniądze i umieszczać je w rękach korporacji, moglibyśmy przekazywać je bezpośrednio ludziom, dokonując swoistego „ludowego luzowania ilościowego”. Cyfrowa waluta banku centralnego (CBDC) jak nigeryjska eNaira umożliwia alternatywne, publiczne sposoby kreacji pieniędzy, tworząc transparentne i godne zaufania zasady dla działań, jakie obserwowaliśmy w 2020 r. Ostatecznie decyzja, aby postojowe wypłacać przez firmy, a nie do rąk pracowników, doprowadziła do niejednej patologii. Zamiast piramidalnych systemów wnioskowych w tarczach antykryzysowych czy rozważań, jak skłonić firmy do pożyczania od prywatnych banków w recesji, można stworzyć dużo efektywniejszy system bezpośredniej kreacji i dystrybucji pieniądza. Wszystkie te wybory są z gruntu polityczne, a samo krypto ich nie rozwiązuje.

Spróbujmy zajrzeć w  przyszłość pieniądza. W książce Kapitalizm Sieci proponuję, aby gospodarka postkapitalistyczna brała pod uwagę dualną cyrkulację: towarów oraz informacji. Historycznie, jak choćby w analizach kapitalizmu przemysłowego prowadzonych przez Karola Marksa, były to dobra materialne i pieniądze, ale już dziś coraz częściej oznaczają one dobra i usługi czy pieniądze i dane. Technologie cyfrowe pozwalają na przesyłanie i przechowywanie coraz bardziej złożonych sygnałów – dużo bardziej niż prosta informacja o cenie lub stanie konta – i dlatego możemy tworzyć coraz bardziej złożone systemy. Mogą nieść ze sobą wagę lub jakościową informację o nadawcy, lepiej sygnalizując potrzeby społeczne i gospodarcze. Pieniądz przyszłości może być emitowany bezpośrednio do naszego portfela w 18. urodziny jako „dochód na start” albo być cyfrową walutą lokalną czy bonem towarowym (stosowane szeroko na świecie „kartki”) lub punktem oceny jakości. Jeśli to brzmi utopijnie, to znaczy, że jest prawdziwym wyzwaniem rozwojowym, a nie grą pozorów planetarnego kasyna.

Artykuł pojawił się w numerze: Uchodźców w dom przyjąć