O materiałach i surowcach wiemy coraz więcej. Uczymy się wybierać produkty nieopakowane w plastik, zwracamy uwagę na odpowiednie segregowanie śmieci. Projektowanie produktów coraz częściej wychodzi od pytania o ekologię – o pochodzenie składników, użyte materiały, energię podczas produkcji, a na końcu dystrybucję i wysyłkę.
Istniejąca od kilku lat firma odzieżowa Pangaia, bazująca na organicznej bawełnie z certyfikatem GOTS, innowacyjnych materiałach z glonów, wysyła swoje produkty w kompostowalnych rękawach TIPA. To nowa technologia, która, ze względu na swoje właściwości, prowadzi do rozkładu opakowania po roku, co jest wielką zaletą, ale jednocześnie problemem dla dystrybutora (póki co bowiem zamówienia składać można na minimum 25 tys. sztuk, co dla małych firm jest nieosiągalne). Ciekawym przykładem jest brytyjska firma kosmetyczna Haeckels pochodząca z miasteczka Margate, która również bazuje na składnikach z oceanu, zarówno w składzie produktów, jak i ich opakowaniach. Jej innowacje stale zaskakują. Ostatnio wypuściła na rynek krem do rąk na bazie alg, który znajduje się w kompostowalnym rękawie, oraz mydło do ciała z bazylią i miętą w pastylkach (bez innego opakowania), które rozpuszczając się pod wpływem wody, uwalnia swoje właściwości. Nowym tworzywem z glonów jest także notpla – materiał rozkłada się w kilka tygodni i może być używany do cieczy (mogłoby to zastąpić jednorazowe butelki PET), jest też jadalny. Kapsuły z wodą zostały wykorzystane podczas maratonu w Londynie w 2019 r., eliminując ok. 200 tys. plastikowych butelek.
###banner###
Niestety, przy pojawiających się nowinkach materiałowych problemem może być ich segregowanie i recykling – brak wyraźnego oznaczenia na samym opakowaniu rodzi dużo pytań: czy jest biodegradowalne, kompostowalne, czy może jednak plastikowe, więc gdzie mam je wrzucić? Nadal bowiem pojawiają się wątpliwości: czy paragon z zakupów powinien trafić do papieru? Nie, ponieważ to papier termiczny z domieszką chemikaliów, musi znaleźć się w zmieszanych. Kolejne: „opakowania po chipsach, papierki po cukierkach, zadrukowane folie metalizowane” – Marta Krawczyk, specjalistka od ecodesignu i recyklingu, podaje je jako „niemożliwe do zrecyklingowania ze względu na brak odpowiednich technologii lub ich niedostępność na rynku” (cyt. za: A. Szpura, Jak uratować świat), co wydaje się dziwne, bo przecież w naszym odczuciu są po prostu plastikowe.
Te przykłady pokazują, że edukacja w zakresie segregacji i recyklingu wciąż jest niezwykle potrzebna. Pewnie dlatego studio projektowe Goods Oslo, którego działalność koncentruje się na projektowaniu ekologicznych rozwiązań, wraz z rządem norweskim stworzyło i wprowadziło w życie system piktogramów informujących o segregacji. Powstała też aplikacja Sortere, pomagająca w ich zrozumieniu. Narodowa unifikacja oznaczeń jest ogromnie pomocna – kiedy piktogramy na opakowaniach i koszach na śmieci nie różnią się od siebie, łatwiej jest je nam sobie przyswoić.
Jeśli jednak stworzenie tak dużego projektu w skali kraju jest trudne, można informować o sposobie recyklingu danego produktu bezpośrednio na opakowaniu. Nowe jogurty marki Bakoma oraz Lidla składają się z plastikowego kubeczka i papierowej owijki, na której umieszczona została informacja dotycząca segregacji. Można się jedynie zastanowić, czy zadruk bezpośrednio na kubeczku nie jest jednak bardziej ekologicznym rozwiązaniem ze względu na ograniczenie liczby odpadów.
Nasze działania powinny dążyć do jednego wspólnego celu, jakim jest ograniczenie produkcji śmieci. To właśnie podstawowe założenie ekonomii cyrkularnej, która zakłada obieg zamknięty produktów i usług oraz wykorzystywanie i przerabianie tego, co jest już dostępne. Trend widoczny jest choćby w rosnącej liczbie sklepów vintage. Nie boimy się już przyznać, że coś jest „z drugiej ręki”. Potrafimy zerwać się o godz. 5. rano, żeby pojechać na giełdę do Słomczyna czy Cieplic. Dodatkowy czas w okresie lockdownu wykorzystywaliśmy na wyprzedawanie zbędnych ubrań, co pokazał wzrost liczby użytkowników aplikacji Vinted. Niektóre marki wprowadziły możliwość oddawania używanych rzeczy ich produkcji. Patagonia tworzy linię Worn Wear, przerabiając swoje własne ubrania na inne egzemplarze, firma Elementy wprowadziła linię ReLove, w której znaleźć można używane modele marki po niższej cenie. Podobny mechanizm zachodzi w branży meblarskiej. Ikea do 2030 r. chciałaby stać się zupełnie cyrkularna, co również oznacza możliwość oddawania jej produktów i wykorzystywanie ich ponownie w inny sposób. Szwedzka marka wydrukowała też swój ostatni kultowy katalog deklarując, że od teraz będzie pojawiał się tylko online.
Analizując ofertę nowych produktów i innowacji, aż chce się krzyknąć: „Po co komplikujemy sobie życie?”. Może lepiej jest wrócić do rozwiązań sprzed ery plastiku, kiedy plamy czyszczono solą i boraksem, a nie środkami chemicznymi? Może rozwiązaniem współczesnych problemów jest odkrycie tradycji, które opisuje Julia Watson w książce Lo-TEK: Design by Radical Indigenism, czyli symbiozy z naturą. Trudno będzie jednak zupełnie odseparować się od technologii – właśnie dyskutowane jest wprowadzenie „covidowego paszportu” w formie cyfrowej, który będzie określał nasz aktualny status pandemiczny, na podstawie którego możliwe będzie podróżowanie. Design cyfrowy jest niewątpliwie atrakcyjny ze względu na dostępność, ale też kłopotliwy ze względu na swoją szybką dezaktualizację. A w trudnych momentach, jak pandemia, szukamy oparcia w tym, co naturalne i sprawdzone. W najbliższym czasie uzyskanie balansu pomiędzy tempem technologicznego rozwoju a tradycyjnymi rozwiązaniami będzie w funkcjonalnym designie naszym największym wyzwaniem.