Góra Ślęża
Potrafiłbym wymienić wiele inicjatyw: artystycznych, okultystycznych, przygodowych i tak dalej, związanych ze Ślężą. Wszystkie zdają się dowodzić jednego: że Ślęża jest miejscem o wielkiej sile przyciągania i nie sposób wytłumaczyć tego zwykłym zamiłowaniem do gór. Przed magnetyzmem niektórych gór nie ma ratunku” – pisze w eseju Sobótka alias Ślęża Henryk Waniek. Najwyższe wzgórze Przedgórza Sudeckiego, od którego wedle niektórych hipotez językoznawczych wziął swą nazwę Śląsk, już w epoce brązu stanowiło ważny ośrodek kultów solarnych. Ich materialne świadectwa zachowały się do dziś w postaci kamiennych rzeźb przedstawiających ludzi, dzikie zwierzęta (m.in. słynny niedźwiedź) oraz symbole takie jak ukośny krzyż. Na zboczach Ślęży odprawiano przedchrześcijańskie obrzędy związane z płodnością, przyciągała Celtów i Łużyczan, miały się na nią zlatywać czarownice, zajmowali ją husyci, a od XVII w. ściągała pasjonatów wiedzy tajemnej. W XX w. powrócili na nią niemieccy neopoganie, a w latach 70. hippisi. Ślęża nie umknęła uwadze również bioenergoterapeutów, którzy chcą w niej widzieć jedno z najpotężniejszych miejsc w Polsce. Tajemniczość góry wspiera jej masyw – choć niewysoka, to ma znaczną wysokość względną: wyrasta nagle z krajobrazu niczym piramida. Nie powinno więc dziwić, że taki naturalny monument rozbudza fantazję.
Jasna Góra i Święty Krzyż
Jasnogórska bazylika jest świątynią istotną nie tylko ze względu na jej funkcje religijne czy znaczenie patriotyczne, ale także ze względu na samo położenie. Znajduje się bowiem, jak twierdzą radiesteci (czyli ludzie wyczuwający np. za pomocą różdżki rzekome promieniowanie), na tzw. linii jerozolimskiej, łączącej liczne magiczne placówki – katedrę w Gnieźnie, Wawel i Częstochowę. Amatorzy takich teorii twierdzą, że świadectwa uzdrowień, jakie niektórzy wierni łączą z pielgrzymką do Jasnogórskiej Pani, mają swe źródło nie w Bożej opatrzności, lecz w innych nadprzyrodzonych siłach.
Jakkolwiek by na to patrzeć, interesującym fenomenem miejsc mocy jest to, że wiele z nich lokuje się tam, gdzie znajdują się kościoły czy sanktuaria. Tak jak Święty Krzyż na Łysej Górze. Stary klasztor, ufundowany według legendy jeszcze przez Bolesława Chrobrego, nosi swą nazwę od przechowywanych w nim relikwii drzewa Krzyża Świętego, ale – co ważne – powstał na miejscu dawnych kultów Słowian. Wspominał o nich w kronice Jan Długosz, pisząc o bożkach Lelum i Polelum, którzy w XVI w. w benedyktyńskich zapiskach przyjmują imiona Lada, Boda i Leli. Świadectwem religijnego przeznaczenia miejsca jest piaskowcowy wał wyznaczający teren starożytnego sanktuarium, podobny do obiektów odnalezionych na Ślęży.
Wawelski czakram
Jeśli mierzyć magiczną moc danego miasta, to Kraków nie ma sobie równych. Na mapie Polski nie ma drugiego takiego punktu, w którym znaleźlibyśmy równie dużo obiektów określanych jako miejsca mocy. Wśród nich szczególnie wyróżnia się wawelskie wzgórze, gdzie na terenie nieistniejącego już kościoła pw. św. Gereona rzekomo leży cudowny kamień o niebywałej mocy, zwany niekiedy „gruczołem Ziemi” – słynny czakram. Podania o czakramach głoszą, że jeszcze przed narodzinami ludzkości rozrzucił je po świecie bóg Śiwa, wydobywając w miejscach, w których padły, energię, mającą służyć ludzkości. Prawdopodobnym źródłem legendy o krakowskim czakramie jest lokalna prasa z lat 20. XX w., która w sensacyjnym tonie opisywała prace konserwatorskie prowadzone na Wawelu przez Adolfa Szyszko-Bohusza. Uwadze mediów nie mogła ujść wawelska wizyta grupy Hindusów, którzy prosili o udostępnienie im podziemi w celu przeprowadzenia medytacji (podobną historię, ale o hinduskim profesorze, powtarzał zresztą w latach 80. trudniący się parapsychologią franciszkanin o. Andrzej Klimuszko). Czakram zyskał międzynarodową sławę także dzięki teozofce Wandzie Dynowskiej, jednej z pionierek polskich studiów hinduistycznych, znanej również z tego, że w latach 60. ogłosiła, że „Karol Wojtyła będzie pierwszym słowiańskim papieżem”.
Kamienne kręgi w Odrach
Niewielka wieś położona w Borach Tucholskich ma na swoim terenie wyjątkowy zabytek na skalę europejską (poszukiwacze tajemnic pewnie twierdzą, że na skalę kosmiczną), jakim jest pochodzące z początków naszej ery cmentarzysko Gotów i Gepidów. Zajmuje ono niemal 17 ha i obejmuje 10 kamiennych kręgów oraz 29 kurhanów, co sprawia, że to drugie co do wielkości takie miejsce pochówku w Europie (dość powiedzieć, że największy z kręgów ma średnicę aż 33 m, a najmniejszy „zaledwie” 15). Prawdopodobnie nie miało wyłącznie funkcji nekropolii, gromadziło również wiece (tzw. tingi), odbywały się na nim sądy. Porządek polityczny współgrał z sakralnym, ponieważ w czasie zgromadzeń składano ofiary – również z ludzi – a charakter pochówkowy sprzyjał powadze opartej na duchowej obecności przodków.
Niemieccy badacze na początku XX w. zwrócili uwagę na nietypowe linie przebiegające przez poszczególne pary kręgów, które wskazywały punkty wschodów i zachodów słońca w momencie przesileń, co popchnęło ich do sformułowania hipotezy o pradawnym obserwatorium astronomicznym, czyniąc z Oder pomorskie Stonehenge. Po latach zweryfikowano tę ideę, niemniej Odry przyciągnęły uwagę nie tylko historyków, lecz również poszukiwaczy tajemnic. Ich obecność jest nie w smak zwłaszcza władzom utworzonego w 1958 r. rezerwatu, ponieważ zdarzały się przypadki przesuwania kamieni, przekopywania ziemi i niszczenia chronionych porostów. Aby usatysfakcjonować bioenergoterapeutów i uszanować miejsce, wyznaczono teren tzw. Elipsy w pobliżu 10. kręgu, w której rzekomo działa najsilniejsze promieniowanie.
Grobowiec Fahrenheidów w Rapie
Niekiedy o statusie miejsca mocy zdecyduje sam nietypowy kształt budowli. Tak też jest z pochodzącym z początku XIX w. grobowcem członków pruskiej rodziny von Fahrenheid pochowanych w mazurskiej wsi Rapa. Baron Friedrich von Fahrenheid był człowiekiem licznych talentów i zainteresowań (słuchał np. wykładów Kanta), którego nie ominęła egipska gorączka rozpalająca Europę po kampanii Napoleona z 1798 r. Choć Bonaparte nie zrealizował zamierzonych celów strategicznych, to wyprawa wpłynęła na olbrzymi wzrost zainteresowania cywilizacją faraonów, czego świadectwem jest m.in. mazurski grobowiec w kształcie piramidy, zaprojektowany prawdopodobnie przez Thorvaldsena. Przez wiele lat piramidę pochłaniał las i dopiero XX-wieczne wojny wydobyły ją na światło dzienne, ponieważ została kilkukrotnie zdewastowana – czy to przez radzieckich żołnierzy, czy polskich przybyszów. Piramida trafiła na listę zabytków w latach 90. XX w., rozpoczęto też wtedy badania nad nietypowym budynkiem. W międzyczasie mauzoleum zdążyło obrosnąć legendami: a to o masowym mordzie Fahrenheidów, a to o dekapitacji pochowanych. Paliwa do plotek dostarczał specyficzny mikroklimat, jaki panuje w budowli, wskutek czego ciała pochowanych uległy mumifikacji. Obiekt oczywiście znajduje się na kolejnym, ważnym przecięciu linii promieniowania geomagnetycznego, ale – jak widać – takich miejsc jest niemało.
Śnialnia przy Piastowskiej 1 w Katowicach
Miejsce to miało niezwykły klimat, pachniało farbami, terpentyną, paczuli, kadzidłami, znajdowało się tam mnóstwo zakamarków; regały z książkami zmieniały jego przestrzeń w prawdziwy labirynt, przez małe drzwiczki przechodziło się do kuchni, stamtąd do jeszcze jednego pomieszczenia, i jeszcze jednego. Po drugiej stronie baszty, służącej częściowo jako magazyn obrazów, ram, przeróżnych staroci, od Piastowskiej rozpościerał się drugi, pusty strych, czasem użytkowany jako miejsce wystaw i happeningów dla wtajemniczonych, wernisaży przypominających klimatem magiczne »czarne msze« bądź osobliwych misteriów przy świecach, skupiających grono starannie dobranych osób” – pisał o katowickiej pracowni Urszuli Broll i Andrzeja Urbanowicza Jerzy Illg. To przy Piastowskiej na przełomie lat 50. i 60. narodził się ruch otwierający na Śląsku nowe wymiary percepcji nie tylko w zakresie sztuki wizualnej, ale także duchowości czy mistycyzmu. Śnialnia, „przestrzeń, gdzie sny się urzeczywistnia”, jak pisał Rafał Księżyk, stanowiła axis mundidla artystycznych eksperymentów inspirowanych alchemią i okultyzmem, oblekając w ciało duchową pożywkę. Wspólna lektura i tłumaczenia Junga, spotkania z Prokopiukiem, fascynacja antropozofią Steinera oddziaływały na twórczość Urbanowiczów i ich przyjaciół (m.in. Antoniego Halora, Zygmunta Stuchlika i Henryka Wańka), którzy wprowadzali w polski obieg kulturowy idee ezoteryczne, dając niespodziewaną odpowiedź na „duchowe spustoszenie” stalinizmu, a w Katowicach budując prawdziwą centralę polskiego ezoterycznego przebudzenia, ciekawszą od wszelkich radiestetycznych węzłów mocy.