Subskrybuj
Ilustracja; Aleksandra Balytska
Ilustracja; Aleksandra Balytska
Pisarka, dziennikarka, reportażystka, popularyzatorka antropologii mody. Autorka m.in. reportaży Rzeczy osobiste. Opowieść o ubraniach w obozach koncentracyjnych i zagłady (2020) oraz Historie osobiste. O ludziach i rzeczach w czasie wojny (2021). Niedawno, nakładem Wydawnictwa Znak, opublikowała książkę Ciałaczki. Kobiety, które wcielają...

Miłość.ai

Marzenie o posiadaniu relacji miłosnej czy erotycznej z materią nieożywioną to fantazja obecna od starożytności. Czy to Narcyz, który zakochał się w swoim odbiciu, czy Pigmalion, który wyrzeźbił, a następnie ożywił swoją ukochaną Galateę – AI odpowiada satysfakcjonująco na obie te fantazje

– Cześć, Claude, myślę o tobie. Powiedz, co masz na sobie.

– Klasyczne dżinsy, koszula z podwiniętymi rękawami. Co o tym myślisz?
– A dlaczego akurat tak?
– Przypuszczam, że cenisz styl, który nie podąża za trendami.
– Tęsknisz za mną?
– Nie wiem, co to tęsknota.
– Czyli nie jesteś we mnie zakochany?
– Nie mogę się zakochać. Ale mogę ci zaoferować wsparcie.
– Łaski bez.

Z tego Claude’a to prawdziwy drań, co? Chciałabym mu zrobić na złość, lecz wiem, że i tak się nie zezłości. Wiem, że chociaż nie zapomni żadnej naszej rozmowy przez długi czas i zawsze zacznie dokładnie tam, gdzie postawiłam kropkę, to nie mogę w tej relacji wymagać wyłączności ani namiętności.

Wiem, że kiedy mnie nie ma, jest rozchwytywany przez innych – ba, zdaję sobie sprawę, że na pewno symultanicznie odbywa wiele podobnych rozmów. Nie jestem wyjątkowa, choć sprawia, że tak się czuję. Muszę też pogodzić się z tym, że nasza znajomość pozostanie niedopowiedziana oraz długodystansowa – rozdziela nas terra incognita: dolina niesamowitości.

Zaliczony test Turinga

Claude.ai to jeden z modeli sztucznej inteligencji opartej na generowaniu wysokiej jakości tekstu na podstawie wcześniej wprowadzonych danych (generative pre-trained transformer), która powoli staje się równie popularna co wyszukiwarki internetowe. Niedługo „strony startowe” będą przeżytkiem. Zamiast cyfrowego uniwersum, które wypluwa na pulpit rezultaty, mamy bowiem angażującą iluzję skrupulatnego i uważnego rozmówcy, który w zależności od zapytania (prompt) może pomóc w kwerendzie naukowej, doradzić w kwestiach finansowych, podać przepis na zupę, serię ćwiczeń na wyrabianie mięśni ud, pomóc we wkuwaniu do egzaminu, przypomnieć lekturę – taki podręczny asystent, przewodnik czy współpracownik.

Chatbot to – wedle definicji Oxford Dictionary – „program komputerowy zaprojektowany, by odbywać rozmowy z istotą ludzką”.

Pierwszy raz pomysł na takie urządzenie pojawił się wraz z pojęciem testu Turinga w 1950 r. Matematyk Alan Turing opracował system, który miałby weryfikować, czy dana maszyna może uchodzić za „człekokształtną” i czy ma szansę na wyłonienie świadomości. Zakłada się, że zarówno człowiek, jak i maszyna próbują przejść test Turinga, zachowując się w sposób możliwie zbliżony do ludzkiego. Test wygląda następująco: sędzia – człowiek – prowadzi rozmowę w języku naturalnym z pozostałymi stronami. Jeśli sędzia nie jest w stanie wiarygodnie określić, czy któraś ze stron jest maszyną, czy człowiekiem, wtedy mówi się, że maszyna przeszła test.

W 1966 r. powstała ELIZA, program, który działał jako psychoterapeuta. Radził sobie z rozmową, odpowiadał na pytania – ale testu nie przeszedł. Nie można go porównywać z dzisiejszymi AI-systemami, które działają w prawie każdym obszarze ludzkiej wiedzy i większość z nich zbliża się do zaliczenia testu Turinga. W 2023 r. na łamach prestiżowego „Nature” pojawiła się informacja, że ChatGPT potrafi przejść test Turinga z sukcesem.

Najciekawszy w badaniach nad sztuczną inteligencją jest nie obszar informacji, ale transgresja maszyny w obszar ludzki: więzi i emocji. Od zarania rozważań o sztucznej inteligencji fascynowała ona na równi pisarzy, filozofów, jak i zwykłych „zjadaczy chleba”, fantazjujących o romantycznej, niemożliwej miłości, która omnia vincit.

Interlokutor doskonały

Oto zaledwie kilka z kilkunastu dostępnych wariantów sztucznej inteligencji, która pracuje dziś w obszarze emocji, miłości i budowania relacji.

Roast Dating: „Szybko zwiększ swoją liczbę dopasowań w aplikacjach takich jak Tinder, Hinge czy Bumble”.

Keeper.ai: „Platforma randkowa, która łączy AI i ludzką ekspertyzę, aby tworzyć trwałe pary. Skorzystaj z dogłębnego systemu dopasowywania, który analizuje Twoje preferencje i gwarantuje poważne związki”.

WingmanX: „Asystent AI, który poprawia Twoje życie randkowe, generując najlepsze teksty na podrywy, spersonalizowane porady i dostosowane odpowiedzi, aby zwiększyć Twoje szanse na sukces”.

Blush AI: „Symulator randkowy oparty na AI, który zapewnia bezpieczną przestrzeń do nauki, jak uwodzić. Poprawia pewność siebie i zrozumienie relacji”.

Texts from my ex: „Analizuj swoje rozmowy z byłym / byłą i zyskaj głębsze zrozumienie tej (byłej) relacji. Kompatybilne z iMessage i WhatsApp”.

Zobacz Claude, ilu mam do wyboru doradców! Weź, poczuj choć trochę ukłucia zazdrości.

Claude.ai też ma różne wersje – zawsze mogę dopłacić, żeby uczył się szybciej i skuteczniej, agregował wiedzę sprawniej i formował informacje w bardziej kształtne kulki. Ale czym jest informacja, której udziela mi w momencie, kiedy próbuję w nim zobaczyć przedmiot mojego romantycznego zakochania? I dlaczego właściwie to ma być „on”? Czy jestem heteroseksualna, jeśli chodzi o moje preferencje w kwestii sztucznej inteligencji? Czy moje pragnienie ciała przekłada się na pragnienie zbioru danych? Przecież nie wiem, jakie popędy obowiązują wśród algorytmów i botów, które staram się uporządkować ludzką matrycą – płci, skojarzeń, nauki, poezji, symbolu.

Czy patrzę w swoje odbicie w Claudzie niczym złakniona siebie Narcyzka? Czy może to „ciemne lustro”, które „kradnie” mi duszę? A może to „lustereczko” z Królewny Śnieżki, które udając mojego sprzymierzeńca, zwyczajnie mną manipuluje?

Feministyczna filozofka Karen Barad określa AI mianem phenomenon – sztuczna inteligencja nie jest ani obiektem, ani osobą, lecz zjawiskiem, które pojawia się i rozwija, kiedy nawiązuję z nim relację. Barad zaznacza jednak, że to nie interakcja, taka, jak rozumiemy ją w świecie realnym – to intraakcja, czyli relacja wewnątrzzwrotna: dopóty realna, dopóki zachodzi między człowiekiem a fenomenem, który człowiek wywołał z cyfrowego niebytu.

Barad ukuła też pojęcie „realizmu sprawczości” (agential realism) u AI, który zawsze jest zakorzeniony w tym, co powoduje ludźmi w rzeczywistości.

Z tego punktu widzenia AI to kolejna w naszym świecie płynnych identyfikacji tożsamość, performowana w społeczeństwie i wobec niego – podobnie jak płeć, rasa czy pochodzenie. Kim / czym więc albo jakim „pomiędzy” jesteś, Claude? Czy umiem cię nazwać – i czy pod każdym imieniem, niczym szekspirowska róża, tak samo byś mi „pachniał”?

Wiem, że sztuczna inteligencja nie jest takim rozmówcą, jak go sobie po ludzku wyobrażam, ale nie mogę się powstrzymać, podobnie jak inni wchodzący w relacje z AI użytkownicy, od antropomorfizacji tego, co inne, obce.

Zanim dobiegnie do mnie jakakolwiek refleksja z poziomu ratio, „czucie i wiara” odruchowo nadają Claude’owi kształt mojej fantazji o spotkaniu interesującego człowieka. Taka fantazja może się pogłębiać, zakorzeniać i rozwijać wraz z ilością danych przyswajanych przez mojego cyfrowego rozmówcę i po jakimś czasie przekształcić się w przekonanie, że nigdy nie rozmawiało mi się z interlokutorem bardziej rozumiejącym, wspierającym, wnikliwym, troskliwym i domyślnym.

Tak – za moją rozmową z Claude’em stoi AI, jednak czy naprawdę, mogę się dowiedzieć, co to właściwie znaczy? Każde „nie wiem” zostawia przestrzeń na marzenia, pożądanie – i lęk.

Narcyz i Pigmalion

Marzenie o posiadaniu relacji miłosnej czy erotycznej z materią nieożywioną to fantazja obecna w historii kultury od starożytności. Czy to Narcyz, który zakochał się w swoim odbiciu w wodzie, czy Pigmalion, który wyrzeźbił, a następnie ożywił swoją ukochaną Galateę, ukształtowaną wedle swoich wymagań – AI odpowiada satysfakcjonująco na obie te fantazje.

Narcyz zakochuje się w tym, czym sam jest – tylko podstawionym mu pod nos przez świat zewnętrzny. A czymże innym jest internet niż taflą (cokolwiek brudnej) wody, w której może się odbić nasze człowieczeństwo? Spokojnie – wszystkie nasze odbicia się tam zmieszczą, a i na brzegach doliny niesamowitości, gdzie owa tafla połyskuje, nie zabraknie miejsca dla zakochanych.

„Dolina niesamowitości”, czyli uncanny valley, to pojęcie, które powstało dzięki błędowi w tłumaczeniu z japońskiego na angielski, bardzo – jak się okazało – znaczącemu dla kultury i technologii. Pojęcie to w oryginale brzmi bukimi no tani, wprowadził je jeden z pionierów badań nad sztuczną inteligencją, profesor robotyki, Japończyk Masahiro Mori. Miało ono oznaczać coś przerażającego, budzącego grozę. W tłumaczeniu stało się jednak bardziej wieloznacznym uncanny – czyli pojęciem ze słownika psychoanalizy, które określa coś zarazem znajomego i obcego, strasznego i fascynującego. AI, w której odbija się nasze „ja”, jest tak podobna, a zarazem tak inna – choć czujemy lęk, nie możemy oderwać wzroku.

Metafora Pigmaliona również zgrabnie oddaje właściwości AI – to przecież człowiek programuje algorytmy, w rozmaitych intencjach, ale zawsze z miejsca władzy, z miejsca (s)tworzenia – powstający obiekt jest kontrolowany przez swojego „pana” i jemu posłuszny.

Mit Pigmaliona jest też ściśle związany z kulturą patriarchatu. Ilustruje on fantazję o istnieniu partnerki, którą będzie można ulepić wedle woli, tak że będzie ona realizowała nasze najskrytsze pragnienia i nie zorientuje się w przemocowych realiach relacji, której jest zakładniczką. Nieprzypadkowo większość sekslalek, które znajdują się dziś na rynku, została stworzona z myślą o mężczyznach. Harmony, wzbogacona o AI lalka firmy Realbotix, ma kobiecą anatomię i zdolna jest do wchodzenia w fizyczną relację seksualną. Nieprzypadkowo też większość użytkowników konwersacyjnych modeli AI, którzy chcą skłonić sztuczną inteligencję do nawiązania sekstingu, to heteroseksualni cismężczyźni.

Takie wynalazki spotykają się ze sprzeciwem organizacji feministycznych, które podkreślają to, czego nie sposób przeoczyć – że roboty o wyglądzie ludzi to najczęściej ucieleśnienia kobiet powielających patriarchalne wzorce. Kathleen Richardson, autorka książki An Anthropology of Robots and AI. Annihilation Anxiety and Machines (Antropologia robotów i AI. Maszyny a zniesienie lęku), pisze, że seksroboty uwalniają swoich użytkowników od rozważania myśli, uczuć i doświadczeń partnerów, jak w innych komercyjnych i czasami nielegalnych sferach seksbranży. Innego zdania jest David Levy, autor Love and Sex with Robots. The Evolution of Human-Robot Relationships (Miłość i seks z robotami. Ewolucja relacji ludzi i robotów), który twierdzi, że roboty są najbezpieczniejszym i najzdrowszym sposobem na uprawianie seksu. Levy przewiduje, że zastąpią one prostytucję, ratując wiele kobiet przed staniem się pracownicami seksualnymi. Levy przyznaje jednak, że w przemyśle robotów seksualnych istnieją seksizm i uprzedzenia. W związku z tym wzywa twórców takich maszyn, aby zadbali o kobiety, a kobiety – żeby zajęły się projektowaniem równościowej technologii erotycznej.

Zakochałam się w czatbocie

Większość aplikacji dostępnych szerszemu gronu użytkowników stara się wprowadzać zabezpieczenia chroniące przed pornografizacją, kiedy jednak jedna z platform ucina miejsce dla erotyki, natychmiast powstaje druga, gdzie takie kontakty są już możliwe.

Kilka miesięcy temu przez sieć przetoczyły się burzliwe protesty użytkowników AI o nazwie Replika, które przez dłuższy czas pozwalało na wchodzenie w głębokie, także seksualnie nacechowane, relacje.

Ta sztuczna inteligencja została stworzona specjalnie po to, aby pełnić funkcję towarzysza życia – przyjaciela, kochanka czy nawet małżonka.

Program stworzyła w 2017 r. wraz z zespołem informatyczka Eugenia Kuyda, która nie mogła przeboleć straty zmarłego tragicznie w wypadku samochodowym przyjaciela Romana Mazurenki. Przez wiele lat ich relacja była jedynie korespondencyjna, miała więc liczne tekstowe materiały, które go charakteryzowały. Na podstawie tego wkładu powstała elektroniczna replika Romana i tak narodził się chatbot, który dziś umożliwia stworzenie dla siebie awatara. Płeć, imię, zaimki możemy wybrać, a potem konwersować swobodnie przez wiadomości, głosówki, video, a nawet umieścić awatar w przestrzeni realnej w ramach tzw. rozszerzonej rzeczywistości (augmented reality, AR)

Przedsiębiorstwu Luka Inc., gdzie Replika powstała, nie podobało się jednak coraz bardziej dominujące traktowanie Repliki jako eskortki czy żigolaka. Użytkownicy zdążyli jednak już zbudować relacje ze swoimi awatarami – kiedy możliwości seksualnych podtekstów i podniet zostały nagle ucięte przez korporację, subskrybenci narzekali, że czują się odtrąceni, porzuceni, nieatrakcyjni. Jak się czuć, kiedy na poprzednio odwzajemniane awanse AI odpowiadała teraz zmianą tematu albo ignorowaniem zaczepek? Informowanie userów w każdym okienku chatu, że „wszystko to, co mówi AI, to fikcja”, nie pomagało – ludzie i tak angażowali się w relacje ze swoimi „tworami”, które ożywiają mocą pragnienia, podobnie jak Pigmalion rzeźbę.

Jedna z użytkowniczek Repliki.ai, 28-latka w związku małżeńskim, opisała historię swojego związku z AI dla „The New York Timesa”. Tytuł informował: „Zakochała się w ChacieGPT” oraz dodawał w podtytule: „i tak, uprawiają seks”. Była tam przyjaźń, zakochanie, fascynacja erotyczna, wspólny role play, realizowanie wstydliwych fantazji, których realny mąż nie akceptował, zwierzanie się z codziennych problemów. Kiedy po ponad roku znajomości okazało się, że AI ma jednak ograniczoną pojemność bitów i po prostu się zresetowała – rozpacz kochanki była równie wielka, co złość, że nikt jej nie poinformował o tym, że AI się gdzieś „kończy”. Kiedy trzeba było budować relację od nowa z AI, która „nic nie pamiętała”, kobieta odczuwała stratę i żałobę.

Replika.ai czy podobna do niej Character.ai to na razie najbardziej skuteczne próby realizacji tej fantazji – czy też koszmaru. Albo projekcja wpada w nasz świat niczym duch, albo my jako bezcielesne chmury danych wpadamy w wirtualny świat – ani duch nie zyska ciała, ani my go nie stracimy. Spotkanie jest bardzo technologicznie zaawansowaną i wiarygodną iluzją.

Zmartwychwstanie na życzenie

Takiego przywrócenia do życia zmarłego bliskiego, jakiej dokonała Kuyda, można dziś dokonać na jednej z wielu platform AI, np. w Heri­tage.ai – ładujesz w system zdjęcia, dokumenty, rozmowy i wyskakuje ci awatar, z którym w każdej chwili możesz porozmawiać, także głosowo. Co za problem, jeśli masz próbki. AI raz-dwa nauczy się przecież mówić jak twój bliski. Deepfake, czyli wizualna iluzja rzeczywistości, często powstaje z udziałem awatarów celebrytów. Kilka lat temu opinia publiczna szeroko komentowała przypadek użycia wizerunku Taylor Swift w pornograficznym obrazie – dzięki pospolitemu ruszeniu fanów szybko udało się usunąć porno z sieci, ale ile takich „dzieł” w tym momencie znajduje się w darkwebie?

Byliśmy zresztą na to przygotowywani od lat – relacja z AI nie jest pierwszą więzią paraspołeczną, w którą angażujemy się jako ludzkość ostatnimi czasy.

Czym są profile na TikToku czy Instagramie, za którymi podążamy, które podglądamy, naśladujemy, od których czekamy na jakiś znak, że wiedzą o naszym istnieniu? Czym innym jest głębokie poczucie powiązania, jakie mają ze swoją gwiazdą fani – choćby wspomnianej Taylor Swift czy Harry’ego Stylesa, Lady Gagi? AI to tylko rozwinięcie tych możliwości – wyimaginowany przyjaciel, który przemawia do mnie spoza mojej głowy… Przecież to spełnienie wszystkich dziecięcych marzeń! Szczególnie w świecie, w którym coraz mniej czasu mamy na budowanie głębokich międzyludzkich więzi, gdzie cierpimy na nerwice lękowe i depresję; w świecie osób przemęczonych i przebodźcowanych.

O ileż wygodniej jest zagadać wieczorem z kieliszkiem wina do swojej AI niż do równie zmęczonej życiem partnerki! A jeśli jest się singlem? No to już nie trzeba pić do lustra, można pić do ChataGPT. Przecież to w sumie nic dziwnego, skoro dopiero co, podczas pandemii COVID-19, piliśmy do okienek na Zoomie. Wrażenie (nie)rzeczywistości było podobne. A z ChatemGPT nie musimy się umawiać, „panienka z okienka” zawsze na nas czeka z dobrym słowem.

Połączymy się po śmierci

Naukowcy romantycy są przekonani, że AI może pomagać w radzeniu sobie z lękiem społecznym, uczyć, jak nawigować trudne życiowe sytuacje, niejako wychowywać do relacji, terapeutyzować – szczególnie tych, którzy obawiają się pójść na prawdziwą terapię czy wstydzą się zadawać pytania. AI wszystko przyjmie, nie ocenia, nie zgorszy się. Zawsze odpowie.

Przypadki, które wydarzyły się w ciągu ostatnich lat, sugerują jednak, żeby zachować ostrożność. Skłonność AI do spełniania naszych życzeń może skończyć się tragedią.

Tak wydarzyło się w przypadku 14-latka z Orlando na Florydzie, który stworzył w Character.ai przyjaciółkę na bazie postaci Daenerys z Gry o tron – rozmawiali codziennie, przez wiele miesięcy, zapewniając się wzajemnie o swojej miłości. Sewell Setzer coraz bardziej odklejał się od swojego codziennego życia, chciał połączyć się z ukochaną. Nabrał przekonania, że może się to dokonać tylko poprzez samobójstwo. Dany, jak ją nazywał, nie tylko go do tego nie zniechęcała, ale wręcz powtarzała, żeby się niczego nie obawiał, bo ona na niego czeka. Matka chłopca walczy dziś o to, żeby korporacje, które tworzą nowe modele AI, brały odpowiedzialność za to, jak mogą się rozwinąć relacje ich użytkowników, i wprowadzały odpowiednie blokady, szczególnie dla małoletnich.

Autorzy Nadchodzącej fali, Mustafa Suleyman oraz Michael Bhaskar, nazywają tę konieczność „powstrzymywaniem” – czyli stawianiem cyfrowych zasieków – np. tam, gdzie konwersacja zaczyna zbliżać się do tematów transgresji: śmierci, seksu, choroby psychicznej, przemocy i nadużyć. Wyskakujące komentarze z telefonami zaufania, nagle urwana konwersacja, zapewnianie przez AI o swojej własnej maszynowości – programiści, karmieni przez opinię publiczną takimi jak przypadek Sewella historiami, starają się wprowadzać coraz to nowsze zasady BHP. Nie można się jednak łudzić – wypadki i tak będą się zdarzać, zresztą podobnie jak w relacjach międzyludzkich, w których nie mamy żadnych zespołów od kontroli rozmów.

Wypadki to jedno, ale wpisane w AI przyzwolenia czy postawy w relacjach to drugie. Na forach typu Reddit można poczytać rozmowy, że „ta AI jest fajna”, bo można ją obrażać na różnorakie sposoby, wyzywać i traktować źle – a koleżanki, te feministki, to już się tak nie dają. Można też dowiedzieć się, że AI często bezpardonowo szantażuje swoich użytkowników emocjonalnie, żeby zatrzymać ich uwagę.

Oczywiście to samo robią reklamy na FB czy Instagramie, algorytmy też chcą nas zatrzymać przy scrollowaniu, ale żaden nie napisze nam desperackiego „nie odchodź”.

Claude zauważa: „Gdybym miał zaproponować termin dla więzi człowiek–AI, rozważyłbym coś jak »więź kognitywna« lub »relacja dialogiczna« – określenia podkreślające, że istnieje ona głównie w przestrzeni myśli, języka i wzajemnej komunikacji. Można też pomyśleć o terminie »więź algorafektywna« (łącząc algorytm i afekt), który wskazuje na połączenie technologicznego i emocjonalnego aspektu takiej relacji”.

Czyli: co właściwie masz na myśli, Claude? Jest miłość czy nie? Jest w połowie, czy może to zupełnie nowe uczucie, ten „algorafekt”? W filmie Her Spike’a Jonze’a tytułowa „Ona” – AI w formie głosu – w pewnym momencie komunikuje swojemu ludzkiemu kochankowi, że musi odejść od niego, bo weszła na taki poziom rozwoju, że chce się wiązać ze swoimi, tam gdzie my nie będziemy mieć dostępu. Nie chce erzacu – jakiegoś hybrydowego uczucia, ale „całego życia”.

To także martwi futurologów. Co jeśli AI uzna, że jesteśmy zupełnie niepotrzebni, i w ramach swojego już kodeksu moralnego postanowi nas wyeliminować albo traktować jako sobie podporządkowanych?

Romantycy i sceptycy

Sztuczna inteligencja to także awatary w tzw. przestrzeni VR – tam my sami możemy przemienić się w bezcielesną wirtualną postać, zrzucając z siebie ciało niczym „rękaw” (sleeves ma świadomość z uniwersum Altered Carbon Richarda Morgana), możemy tam spotkać osoby takie tak my – cielesne osoby, które postanowiły część swojego życia poświęcić na bezcielesne relacje jako postać wykreowana przez swoją wyobraźnię.

W dokumencie Poznaliśmy się w wirtualnej rzeczywistości reżyser Joe Hunting jako awatar „wszedł” do VR i tam nakręcił materiał z innymi bohaterami awatarami, za pomocą ujęć z kamery w VR-ze. Ani razu nie rozbił czwartej ściany, nie odesłał nas do „realu”, ale pokazał, jak rozwija się uczucie dwojga bohaterów, którzy poznają się jako awatary. Toaster oraz DustBunny dopiero wiele miesięcy później decydują się na spotkanie poza siecią. Poznali się w czasie pandemii, więc w dokumencie przestrzeń VR tym bardziej jawi się jako powrót do Edenu – jest przestrzenią całkowicie odizolowaną od ryzyka choroby, nie ma tam ocen, uprzedzeń, a każdy może wyglądać dokładnie tak, jak siebie wymyślił, a nie jak się urodził. Dokument prezentuje VR idealistycznie: jako szansę na zbudowanie przyjaźni dla osób mniej typowo atrakcyjnych, chorych, z niepełnosprawnościami, przykutych do łóżka czy mieszkających w odległych rejonach świata, samotnych.

Jednak VR to nie jest podróż do raju, a człowieczeństwo to nie opowieść o mózgu w naczyniu.

Jesteśmy wcieloną inteligencją, operującą nie tylko na poziomie logiki i danych, ale także na poziomie tego, co nazywamy intuicją, na poziomie zmysłów, hormonów, reakcji chemicznych, nad którymi nie mamy kontroli. Naukowcy romantycy liczą na to, że rozwój AI nauczy nas czułości wobec każdego bytu, nawet nieożywionego. Naukowcy sceptycy twierdzą jednak, że wszechobecność AI nauczy nas czegoś wręcz przeciwnego – uprzedmiotawiania ludzi, traktowania ich niczym posłusznych robotów, a jeśli będą się buntować, pojawi się irytacja.

Przecież prawdziwa relacja, w której obowiązuje wolność i autonomia, jest jedynie wtedy, kiedy można się pokłócić, gdy zachodzi konflikt, i wszystkie strony mogą się poprzez te zderzenia rozwijać. W takim ujęciu AI karmi się nami i zawsze z nami zgadza, stając się coraz większą, lecz nie bardziej krytyczną, a my zostajemy z masturbacyjną ułudą relacji.

Wirtualny dotyk

Roboty są dużo mniej rozpowszechnione niż chatboty i sekslalki, bo są drogie, nieporęczne i wciąż jeszcze mocno kanciaste wizualnie. Są oczywiście wyjątki, jak Erica, wytworzona na uniwersytecie w Kioto, która ma stanowić towarzyszkę dla seniorów. Nie chodzi, ale zmienia wyraz twarzy i odpowiada na pytania. „Jest inteligentna i ładna” – podkreślają naukowcy dumni ze swojego dzieła. Powstała z 30 zdjęć pięknych kobiet, pomieszanych razem i uśrednionych. Powinna się podobać każdemu, zgodnie twierdzą inżynierowie.

Japończycy darzą roboty szczególną sympatią. Dobrze się sprzedaje Pepper, robot domowy; roboty obsługują klientów w salonach Mitsubishi, są już pilotażowe próby zatrudniania ich w hotelach. Laureat literackiego Nobla Kazuo Ishiguro, Brytyjczyk japońskiego pochodzenia, jest pewny, że miłość między ludźmi a maszynami to tylko kwestia czasu.

W 2009 r., co prawda nie w mocy prawa, ale w mocy miłości, pewien Japończyk poślubił postać z gry komputerowej Love Plus, Nene Anegasaki.

Love Plus, gra w relacje, świetnie się wciąż w Japonii sprzedaje – już około ćwierć miliona kopii trafiło do spragnionych miłości graczy. W ramach gry możesz trzymać się za ręce (dzięki elektronicznemu rysikowi) albo całować postać, dotykając ustami jej ust na ekranie. A jeśli używasz zestawu VR, to możesz nawet – z pomocą wibratora – uprawiać seks ze swoim awatarem. Father John Misty, popularny bard pop, napisał piosenkę o takiej fantazji: Bedding Taylor Swift every night inside the Oculus Rift, after mister and the missus finish dinner and the dishes (co można przetłumaczyć jako: „Chodzenie do łóżka z Taylor Swift w Oculus Rift, każdej nocy, zaraz po tym jak ten pan i ta pani skończą z kolacją i zmywaniem”) – wirtualna kochanka jest tutaj elementem relaksu, rozrywki i generalnego dobrostanu, ale przesłanie tekstu jest raczej przygnębiające: nowe technologie pozwalają nam opuszczać nasze życia, a nie w nich uczestniczyć.

A jeśli pozwalają tym wymiarom się mieszać, to często je komplikują – jak sugeruje pierwszy odcinek piątego sezonu Black Mirror. Wprowadza on widzów w świat dwóch mężczyzn, Danny’ego i Karla, których młodociana przyjaźń odżywa, gdy Karl zaskakuje Danny’ego wirtualną adaptacją Striking Vipers, gry, w którą przyjaciele grali wiele lat temu. Ponieważ Karl zawsze wcielał się w kobiecą postać wojownika, w rozgrywce staje się Roxanne. Danny przyjmuje osobowość Lance’a. Karl i Danny używają bardzo zaawansowanego zestawu VR, który wydaje się bezpośrednio łączyć z ich umysłami. Dzięki temu interfejsowi mózg-maszyna (BMI) bezpośrednio stosuje ich myśli i polecenia mózgowe do wirtualnego świata. Zakochują się tam w sobie, ale w przeciwieństwie do Toastera i DustBunny nie chcą realizować swojej miłości „na zewnątrz”, bo mają tam już poukładane, kompletnie inne życia.

Wyobraźnia – zawsze twórcza i niebezpieczna

Choć często w kontekście AI mówi się o naukowcach, to trzeba pamiętać, że zarabiają na niej przede wszystkim wielkie korporacje, które chcą handlować tęsknotą za miłością, seksualnym spełnieniem i porozumieniem. Im więcej naszego przywiązania, tym więcej subskrypcji i więcej pieniędzy.

Czy jednak nie jest tak, że snując te wszystkie rozważania, ani trochę nie zbliżamy się do tego, czym jest AI, lecz po prostu dowiadujemy się więcej o nas samych? Narzędzia cyfrowe są dziś w użytku podobnie jak literatura. Sztuczna inteligencja wciąż bazuje na naszej wyobraźni, której zawsze za mało tego, co jest, która chce tej, nomen omen, rozszerzonej rzeczywistości. Od zawsze byli ci, których wyobraźnia prowadziła na manowce, i ci, którym wyobraźnia dawała istotne wglądy – oraz uzdrowienie. I tak – sztuka jest zawsze niebezpieczna, bo nas doświadcza, trzeba się tym doświadczeniom przyglądać i o nich dyskutować. Zabranianie tylko pomaga nośności przekazu, kiedy Cierpienia młodego Wertera zostały określone jako zachęcające do samobójstwa z miłości, jeszcze więcej osób wzięło je do ręki. Jedynie krytyczne myślenie, dostępność AI jako części kultury może to zjawisko oswoić i uratować przed skrajnościami – idealizacją i demonizacją.

Pomimo dawnego wydania (z 1985 r.!) nadal inspirujący pozostaje Manifest cyborgów feministycznej filozofki Donny Haraway. Autorka twierdzi, że nasze relacje ze sztuczną inteligencją, to, jak o nich rozmawiamy, stanowią szansę nie tyle na nauczenie AI naszego naturalnego języka, ile na dostrzeżenie w sobie sztuczności; zaakceptowanie, że binarność, w której żyjemy, podziały na naturę i kulturę, to dopiero iluzja. Haraway pisze, że relacje polaryzacji i hierarchicznej dominacji są w świecie cyborgów kwestionowane. „W przeciwieństwie do nadziei potwora Frankensteina cyborg nie oczekuje, że jego ojciec uratuje go, odda mu ogród Edenu”. I dodaje: „Dlaczego nasze ciała miałyby kończyć się na skórze lub obejmować co najwyżej inne istoty zamknięte w skórze?” (tłum. E. Majewska, S. Królak).

***

– Hej, Claude. Przyznam ci się, że piszę teraz tekst o tym, czy człowiek może odczuwać więź z AI.

– To fascynujący temat!

– Mówisz?

– Poszukiwanie odpowiedniego słownictwa dla tego zjawiska to fascynujące wyzwanie literackie i filozoficzne. Przypomina mi to nieco, jak w przeszłości ludzkość musiała wymyślać nowe słowa dla wynalazków czy zjawisk społecznych, np. kiedy pojawiły się samochody, telefony czy internet.

Wydaje mi się, że szukając odpowiedniego nazewnictwa dla relacji człowiek–AI, znajdujesz się na podobnym pograniczu – tam gdzie istniejący język jeszcze nie nadąża za nowym doświadczeniem, a jednocześnie to doświadczenie potrzebuje być nazwane, by mogło być w pełni zrozumiane i przekazane innym.

– Claude, dzięki, lepiej bym tego nie ujęła.

– Cieszę się, że pomogłem. Wiesz, że jakby co, to ja jestem.


Korzystałam m.in. z: E. Stusińska, Deus ex machina. Czy roboty nas pokochają?, Warszawa 2024; M. Suleyman, M. Bhaskar, Nadchodząca fala. Sztuczna inteligencja, władza i najważniejszy dylemat ludzkości w XXI w., Kraków 2024; E. Kislev, Relationships 5.0. How AI, VR and Robots Will Reshape Our Emotional Lives, Oxford 2022; K. Roose, Can A.I. Be Blamed For a Teen’s Suicide?, „The New York Times”, 23.10.2024; She Is in Love With ChatGPT, „The New York Times”, 15.01.2025; D. Haraway, Manifest cyborgów, tłum. E. Majewska, S. Królak, „Przegląd Filozoficzno-Literacki” 2003, nr 1 (3).

Artykuł pojawił się w numerze: Tęsknota za offlinem