Subskrybuj
fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl
fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl
Redaktorka miesięcznika „Znak”, recenzentka, absolwentka krytyki literackiej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Opiekunka rubryki "Wśród możliwości"

Psychoterapeuta nie jest nauczycielem życia

Psychoterapeuta nie ma być dla swojego pacjenta najwyższym autorytetem. Ma pomóc pacjentowi dotrzeć do jego wewnętrznego konfliktu, nie może go zniewalać.

Niektórzy twierdzą, że jeśli zadajesz sobie pytanie, czy potrzebujesz konsultacji z terapeutą, to znaczy, że już powinieneś zwrócić się po pomoc do specjalisty.

Takie myślenie to efekt medykalizacji i psychoterapeutyzacji naszej kultury. To zjawisko ma oczywiście pozytywne aspekty, gdyż sprawia, że przeciętny człowiek jest obecnie znacznie bardziej niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu zaciekawiony swoją psychiką. Gdy pod koniec lat 80. przebywałem w Stanach Zjednoczonych i oglądałem w telewizji popularne seriale, zdumiewało mnie, jak sprawnie ich bohaterowie używali języka, jakim na co dzień posługują się w swojej pracy psychologowie. Dzisiaj ten trend dotarł także do nas i w polskich filmach często przemycane są wątki psychologiczne. To zachęca odbiorców do większej refleksyjności i namysłu nad własnymi konfliktami emocjonalnymi.

Ta wiedza jest jednak często pełna uproszczeń.

Tak często bywa. Pułapką psychologizującego stylu może być swoisty redukcjonizm nie zawsze sprzyjający pogłębieniu świadomości, promujący postawy hedonistyczne i narcystyczne. To, co ludzie dawniej zyskiwali dzięki czytaniu poezji lub chociażby poprzez niebanalne rozmowy z przyjaciółmi, dzisiaj otrzymują…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: W kulturze ciągłej terapii