Subskrybuj
Fotografia z projektu „Przenikanie. Twarzą do ściany", którego celem było ukazanie stanu przejścia w medytacji: z chaosu w porządek, z hałasu w ciszę, z jasności w ciemność i na odwrót fot. dzięki uprzejmości Joanny Jurgi
Fotografia z projektu „Przenikanie. Twarzą do ściany", którego celem było ukazanie stanu przejścia w medytacji: z chaosu w porządek, z hałasu w ciszę, z jasności w ciemność i na odwrót fot. dzięki uprzejmości Joanny Jurgi
dziennikarka zajmująca się tematyką społeczną. Publikuje m.in. na Więź.pl, a także w „Zwierciadle”, „Dwutygodniku”, „Przeglądzie”

W nieustającej kakofonii

Jeżeli systemowo zaczniemy obniżać poziom hałasu w naszym otoczeniu, to zrobi nam się ciszej również w środku. Zaczniemy mówić ciszej, krzyk dzieci stanie się mniej uciążliwy. Kluczowe jest wprowadzenie odpowiedniego prawa

Mam wrażenie, że bardzo często myślimy dychotomicznie: cisza jest cudowna i dobroczynna, a hałas zły i szkodliwy.

Jeżeli spojrzymy na to zagadnienie filozoficznie, myśląc o tym, że cisza jest też stanem umysłu – brakiem możliwości interakcji czy rozwoju, osamotnieniem, a co za tym idzie, wykluczeniem gigantycznych grup społecznych: od migrantów, przez seniorów, po osoby z niepełnosprawnością – to oczywiście nie można powiedzieć, że hałas jest zawsze zły. Z całą pewnością zdarzają się momenty, w których cisza jest niewłaściwa. Tak jak nie chcielibyśmy, żeby na naszym weselu wszyscy zamilkli, tak wówczas kiedy tracimy kogoś bliskiego, nie chcemy, aby inny z naszych przyjaciół robił imprezę, żeby nas rozweselić. Tutaj – jak zresztą we wszystkim w życiu – potrzebna jest tzw. buddyjska droga środka, czyli dostosowywanie konkretnych sytuacji do ilości tworzonych przez siebie dźwięków. Przy czym gdy przyglądam się ciszy z perspektywy projektantki i badaczki, dostrzegam, że większość z nas jednak nie ma do niej dostępu. Nasze polskie miasta nie spełniają warunków akustycznych, nie mamy w zwyczaju dbania o nasz komfort dźwiękowy.

Czyli idealizacja ciszy jest dziś jak najbardziej na miejscu?

Rzecz nie polega na idealizowaniu, tylko na przywróceniu prawa do dostępu do ciszy. Współcześnie borykamy się z ogromną dysproporcją w otoczeniu: mamy za mało ciszy, a za dużo permanentnego hałasu.

W związku z czym – według raportu WHO z 2018 r. – 30% mieszkańców dużych miast będzie żyło dekadę krócej.

Bo aż tak daleko sięgają konsekwencje ciągłego wystawienia na hałas. Obecnie jest on drugą, po smogu, najważniejszą przyczyną środowiskową złego stanu zdrowia Europejczyków.

Na czym polega jego negatywne oddziaływanie na nasze organizmy?

Hałas mocno wpływa na nasze codzienne funkcjonowanie. Od zaburzeń z koncentracją, które potem diagnozowane są jako ADHD, po pogłębianie się stanów lękowych i depresji czy chociażby problemy z wysławianiem się. Bo jesteśmy tak przebodźcowani liczbą komunikatów dźwiękowych, że nie umiemy zebrać myśli i się frustrujemy, a potem zwyczajnie boimy się mówić do ludzi. Badania pokazują też, że natężenie hałasu powyżej 55 dB osłabia naszą percepcję oraz wzmaga zmęczenie i problemy z zasypianiem. To jest bardzo ważna kwestia, bo słuch działa bez użycia naszej woli również we śnie. Oznacza to, że nieustający hałas, szczególnie w otoczeniu miejskim, nas wybudza. Przez to jesteśmy notorycznie niewyspani, a co za tym idzie – znerwicowani, niemili.

Warto podkreślić, że z zaburzeniami snu zmaga się dzisiaj 1,4 mln Polaków.

Ekspozycja na hałas powyżej 75 dB powoduje również rozmaite uszkodzenia i choroby, m.in. nadciśnienie tętnicze, zaburzenia pracy żołądka, wzrost wydzielania adrenaliny, przyspieszenie procesu starzenia.

Wspomniałam o idealizacji, bo wydaje się, iż większość z nas – zwłaszcza osoby, które żyją w dużych rodzinach – deklaratywnie bardzo tej ciszy pragnie, jednak w momentach, w których zostajemy naprawdę sami, zaczynamy odczuwać niepokój. Powiedziałabym nawet, że bez tych hałasów i wiecznych szumów trochę wariujemy.

Masz rację. Większość ludzi, gdy zostaje sama w domu, czuje się nieswojo, bo nagle panuje pustka. To wynika z faktu, że my nie jesteśmy socjalizowani do bycia w ciszy. W naszych domach rodzinnych na okrągło słychać było włączony telewizor lub radio. W szkole towarzyszyła nam nieustanna kakofonia dźwięków. Zakładając później własne rodziny, jesteśmy już przyzwyczajeni do ciągłych odgłosów w tle, a jeżeli żyjemy samotnie, to często zagłuszamy czymś swoją ciszę. Choć bez znalezienia ciszy w sobie, czyli autentycznego spotkania z własnym „ja”, nie jesteśmy przecież w stanie się dowiedzieć, kim jesteśmy i czego chcemy.

Nieświadomie cały czas próbujemy przebrnąć przez zewnętrzny hałas, który rodzi wewnętrzny chaos?

Zwróćmy uwagę na to, że początki medytowania – pierwsze miesiące, a nawet lata – to bynajmniej nie euforia i oświecenie, ale zderzenie się z rozpaczą, smutkiem i całą sałatką jarzynową, którą mamy w środku. Bo gdy już się zatrzymamy i zajrzymy w głąb siebie, na ogół okazuje się, że wcale się nie znamy. Że nasze stany emocjonalne zupełnie nie odpowiadają naszym profilom w social mediach ani że nie realizujemy się w rolach, o które walczyliśmy całe życie. Ponieważ właściwie każdy aspekt naszego życia zanurzony jest w kulturze hałasu, bardzo trudno jest nam być w ciszy i często te pierwsze zderzenia z nią, tak przecież upragnioną i poszukiwaną, są granicznymi, trudnymi doświadczeniami.

Choć bywają też piękne! Uwielbiam te chwile, gdy chodzę sama po górach i jest tak cicho, że słyszę odgłos stóp dotykających ziemi…

…gdy nagle zdajesz sobie sprawę, ile zajmujesz miejsca w przestrzeni, że w ogóle jesteś przestrzenna. To bardzo fizyczne zderzenia z człowieczeństwem. Możemy wówczas poczuć własny oddech czy usłyszeć burczenie w brzuchu. Dla mnie te momenty świadczą o jestestwie, o byciu z własnymi myślami. Dają możliwość zatrzymania się, zastanowienia się nad tym, gdzie jesteśmy i kim jesteśmy. Dlaczego się cieszymy albo co nas dziś uwiera.

Może pierwszym krokiem w kierunku poszukiwania ciszy powinno być znalezienie jej w sobie?

Jeżeli systemowo zaczniemy obniżać poziom hałasu w naszym otoczeniu, to zrobi nam się ciszej również w środku. Przestaniemy niepotrzebnie podnosić głos, krzyk dzieci stanie się mniej uciążliwy. Kluczowe jest wprowadzenie odpowiedniego prawa. To ono powoduje, że nasze zachowanie się zmienia. Jeżeli dostaniemy wysoki mandat za szybką jazdę miejskimi uliczkami, to następnym razem zwolnimy, bo nie będziemy chcieli znów płacić. Analogicznie więc: jeśli groziłby nam mandat za przekroczenie dopuszczalnego poziomu decybeli, zaczęlibyśmy wykonywać pewne czynności ciszej. A to przyniosłoby szereg korzyści dla nas samych: mniejsze napięcie nerwowe, niższy poziom kortyzolu, lepsze wysypianie się. Moim zdaniem przerzucanie odpowiedzialności na jednostki na zasadzie: „Pan sobie odnajdzie tę ciszę w sobie, to wszystkim będzie ciszej”, nie ma sensu.

Dlaczego?

Ponieważ nie mamy ku temu systemowej edukacji. Jeżeli będziemy mieli cichsze miasta plus będziemy wiedzieli, do czego ta cisza ma nam służyć, zaczniemy zauważać, że w świecie ciągle bombardującym nas informacjami to właśnie ona daje szansę na adaptację do nieustającej zmiany. Wtedy ludzie sami będą chcieli jej pilnować. Ale nie możemy wymagać od społeczeństwa, żeby było od razu wyedukowane.

Co rozumiesz przez stwierdzenie, że cisza adaptuje nas do zmiany?

Cisza daje nam możliwość skupienia się. A trzeba zaznaczyć, że nasza uważność działa jak żarówka starego typu.

Sama koncentracja kosztuje nasz mózg bardzo dużo prądu, lecz już zachowanie tego skupienia jest dużo prostsze.

Zatem jeżeli cały czas towarzyszą nam dystraktory – tu hałas zza okna, tam powiadomienie w telefonie – to nie potrafimy utrzymać uwagi, co skutkuje tym, że spalamy bardzo dużo prądu na samo włączanie uważności. To tak, jakbyśmy na okrągło odpalali samochód – przecież to właśnie najbardziej niszczące dla silnika. Jeśli przeto nieustająco walczymy o skupienie, nie jesteśmy w stanie zrozumieć i przetrawić w sobie, jak zmienia się nasz świat.

Bo żyjemy w ciągłym napięciu?

Tak, w znerwicowaniu, niezrozumieniu, na niedoczasie. Wspomniałam już o wpływie hałasu na sen.

Człowiek w drugiej dobie bez snu zachowuje się tak, jakby miał 1,5 ‰ alkoholu we krwi.

Jest niebezpieczny dla siebie i dla otoczenia. Jeżeli cały czas funkcjonujemy w dźwiękowym przebodźcowaniu, to nie jesteśmy w stanie zrozumieć najprostszych komunikatów, nie mówiąc już o analizowaniu tego, czy np. stosowana na co dzień sztuczna inteligencja jest dla nas bezpieczna. Potrzebujemy ciszy, żebyśmy mogli się skupić, żebyśmy mogli czytać ze zrozumieniem i przetwarzać informacje, którymi codziennie jesteśmy zalewani.

Tolerancja hałasu to indywidualna kwestia?

Oczywiście, różnimy się od siebie pod tym kątem, bo nasze aparaty poznawcze działają w całym spektrum możliwości. Ostatnie duże polskie badanie zrobione przez Otodom mówi o tym, że 61% osób neuroatypowych dosłownie cierpi z powodu hałasu. Warto zaznaczyć, że dla autystyków hałas jest rodzajem przemocy. On boli niemal tak jak ból łamanych kości.

Ważne są też kwestie wychowawcze. Jeżeli byliśmy wychowywani w cichym domu w lesie i wyjedziemy do miasta, będzie ono dla nas nieznośne. Natomiast gdy dorastaliśmy na blokowisku na Ursynowie, z rabanem podwórka w tle, to my już tego hałasu nie słyszymy. Ale nasze organizmy cały czas percypują te dźwięki i dlatego jesteśmy np. chronicznie zmęczeni. Choć świadomie tego nie odczuwamy, bo mózg odcina rzeczy, które dzieją się notorycznie. Żeby przetrwać, wyłączamy coś, na co permanentnie nie mamy wpływu.

Czy może być tak, że nieświadomie poszukujemy wtedy hałasu?

Większość ludzi bardziej znośnym dla siebie hałasem zagłusza inny hałas. Dlatego np. zakładamy słuchawki na uszy, gdy poruszamy się po mieście. Z całą pewnością sporo osób ma tak, że gdy dostroi się do ciszy – oczywiście nie tej absolutnej, tylko ciszy natury – ma potem duże trudności, żeby żyć z powrotem w hałasie.

Pamiętam, że tuż po przeprowadzce do dużego miasta naszła mnie ochota na wyciszenie. Poszłam do najbliższego, niezbyt dużego parku, gdzie w zasadzie słyszałam huk ulic. Pojechałam więc do innego, już większego. Doświadczyłam tego samego. Aż wreszcie, zdenerwowana, udałam się do lasu na obrzeżach i okazało się, że jest on usytuowany w pobliżu ekspresówki. Nawet w tych naturalnych przestrzeniach nie udało mi się odnaleźć spokoju.

To gigantyczny polski problem, że właściwie cała nasza przestrzeń jest zanieczyszczona hałasem. Dostęp do ciszy jest dziś naprawdę niezwykle trudny.

Mamy bardzo niewiele stref poniżej 45 dB.

Alan Grinde, który prowadzi Fundację Orion i od wielu lat jeździ po Polsce, sprawdzając, na ile kilometrów w głąb lasu przestaje słyszeć dźwięki cywilizacji, ostatnio musiał iść siedem kilometrów w głąb parku narodowego. Bez wątpienia znajdziemy w Polsce trochę takich miejsc, np. ciche jeziora na Mazurach, ścieżkę ciszy w województwie zachodniopomorskim. Aktywiści w Poznaniu walczą o pierwszy cichy park w mieście, który mieściłby się na byłym Stadionie im. Szyca. Rzecz jasna, to jest jeszcze niezwykle niszowy projekt, bo nikt nie widzi w tym interesu.

Co to znaczy cichy park?

Cichy park to przestrzeń, która jest wyciszona od dźwięków z ulic ościennych. Robi się to chociażby masywami zieleni. Nie ma tam typowych skwerków, gdzie można posiedzieć, tylko raczej ścieżki spacerowe. Obowiązuje też pewna kultura: nie odbiera się telefonów, nie przychodzi z boomboxem.

Przenieśmy się teraz do wnętrz naszych domów. Jakie błędy popełniamy, jeśli chodzi o ich aranżację w kontekście ciszy?

Przeważnie w ogóle nie bierzemy tego aspektu pod uwagę, w związku z czym żyjemy w permanentnym hałasie i ogromnie często spotykam się z tym, że ludziom jest bardzo źle w codziennej przestrzeni, choć nie potrafią powiedzieć dlaczego. I dopiero jak zaczynamy rozmawiać o tym, co się z nimi dzieje, okazuje się, że chodzą ciągle niewyspani, a w ich domu nie ma przestrzeni, w której mogliby się na chwilę odciąć od innych osób.

W mieszkaniu drzwi są tylko w łazience, a w pozostałych pomieszczeniach nie ma ich wcale albo są zamontowane szklane loftowe drzwi, które nie spełniają żadnych parametrów akustycznych.

Tych problemów jest bardzo dużo, a wszystkie one wynikają z tego, że nikt nie prowadzi edukacji o wpływie hałasu na nasze życie. Nawet architekci nie mają zajęć z akustyki. Nic dziwnego, że z tego się zrobiła trochę taka wiedza tajemna.

Chcesz powiedzieć, że dostęp do ciszy jest kluczowy dla naszego dobrostanu, podczas gdy my przez komfort rozumiemy przede wszystkim wygodę?

Pragniemy przede wszystkim, żeby było ładnie. Nie myślimy nawet o tym, żeby było wygodnie, bo przez internet kupujemy kanapę, na której potem nie da się siedzieć. A wybieramy ją tylko dlatego, że była ładna i tania. Niestety, zwykle nie mamy pojęcia, czym jest nasz komfort. Ani projektantów, ani inwestorów, ani włodarzy miast nie interesuje to, czy dane wnętrza mają odpowiednie parametry akustyczne, czy umrzemy dekadę wcześniej i czy naszym dzieciom bezpodstawnie zdiagnozuje się ADHD, dlatego że ich pokoje mają okna „na Marszałkowską” i przez to nie są w stanie się skupić.

Co zatem radzisz nam wszystkim na dobry początek?

Osobom, które dopiero wybierają swoje miejsce do życia, radziłabym, aby ściągnąć sobie na telefon aplikację do mierzenia poziomu decybeli i przejechać się po okolicy w różnych porach dnia i nocy. W internecie dostępne są mapy akustyczne hałasu w Polsce, gdzie także można prześledzić jego natężenie. Gdy kupujemy mieszkanie od dewelopera, warto sprawdzić parametry akustyczne drzwi i okien. Natomiast jeśli żyjemy już w miejscu, w którym panuje hałas, najprostszym rozwiązaniem jest wyposażenie się w odpowiednie zatyczki do uszu, które pozwalają prowadzić konwersację, odcinając całe spektrum dźwięków wysokich. Można więcz nich korzystać co dzień. Pomagają też słuchawki z redukcją szumów.

Jak – prostymi, niskobudżetowymi działaniami – przearanżować nasze mieszkania, żeby doświadczać w nich ciszy?

Można zastosować u siebie w domu panele akustyczne, a także kotary akustyczne na słabo dźwiękoszczelne okna. Prawdziwe drewno jest świetnym izolatorem akustycznym.

Wszystkie miękkie powierzchnie też bardzo dobrze absorbują hałas.

Można kupić sobie fajny wełniany dywan, który trochę pochłonie dźwięki. To są takie najprostsze metody na poprawę jakości akustycznej wewnątrz swojego mieszkania czy biura, na które można sobie pozwolić bez generalnego remontu.

Czy istotną rolę w pochłanianiu dźwięków odgrywają też rośliny?

W sferze publicznej konstelacje drzew i różnych roślin pełnią funkcję izolacji, choć oczywiście mniejszą niż panele akustyczne. A do tego są przestrzenią, która zbiera pył uliczny, jest siedliskiem zwierząt, owadów i ptaków. Jeśli chodzi o nasze domy, zieleń to przede wszystkim nawilżanie powietrza. Kontakt z żywą rośliną pozwala nam wchodzić w rolę opiekuna, a to z kolei sprawia, że wewnętrznie się wyciszamy.

W mieszkaniu, w którym mieszka kilka osób, zazwyczaj większość przestrzeni jest wspólna. O co powinniśmy zadbać, aby w takim domu było miejsce i na wyciszenie, i na nutkę szaleństwa?

Jestem daleka od tego, żeby mówić ludziom, że tak byłoby dobrze, a inaczej będzie źle. Aranżacja przestrzeni musi być zawsze dostosowana do konkretnych potrzeb i każda grupa powinna ustalić własne reguły. Bo jeżeli myślimy o rodzinie z małymi dziećmi, to jej oczekiwania akustyczne wokół domu będą inne niż w mieszkaniu studenckim.

Czy mogłabyś jednak wskazać, które przestrzenie powinny pełnić funkcję wyciszającą?

Jeśli mamy małe dzieci, to salon naturalnie staje się głośnym miejscem wspólnych zabaw, a na noc pokoje dzieci stają się miejscami największej ciszy i powinny znajdować się jak najdalej od telewizorów i tych miejsc, gdzie do późniejszych godzin przesiadują dorośli. Z całą pewnością największy nacisk powinniśmy położyć na wyciszanie sypialni. Bo przecież tam się regenerujemy. W jednych warunkach pomogą dobre zatyczki i kotary akustyczne, w innych – ulokowanie sypialni od strony podwórka, nie od ulicy. Musimy mieć na uwadze, że dom jest żywym organizmem i on też się bardzo zmienia. Nie jest tak, że ustalimy sobie jedną strefę cichą, bo mało kto z nas ma 200-metrowe mieszkanie, w którym można zaaranżować „norę do wyciszenia”. Raczej jest to kwestia ustalenia zasad, kto z nas czego potrzebuje, jaki ma styl życia. I to się będzie również z czasem zmieniać.

Pamiętam, że po całym dniu pracy w redakcji, która miała biuro typu open space, wracałam do domu i przez dwie godziny patrzyłam tępo w sufit. Otwarte przestrzenie pracy wydają się wygodne, ale czy mają jakiś sens pod względem akustycznym?

Żadnego.

Dziś jesteśmy bardzo daleko od pierwotnej idei open space, która polegała na komfortowej, doświetlonej od góry otwartej przestrzeni, z dopracowaną akustyką i obłymi zaprojektowanymi do niej meblami.

Natomiast, wychodząc od tego zamysłu, stworzyliśmy klatki dla ludzi, które po prostu zoptymalizowały centymetry kwadratowe. To jest, niestety, bardzo kapitalistyczne, a przy tym niehumanitarne rozwiązanie. Te przestrzenie są nieprzyjemne i powodują, że wariujemy. Z tego powodu większość ludzi nie chce wracać do biur.

A jak globalnie ratować ciszę przed wyginięciem?

Powinniśmy brać przykład z państw, które potrafią koegzystować z naturą i dbać o ciszę. Są miejsca na świecie, gdzie szanuje się uszy, a dźwięk natury i otoczenia traktuje się jako wystarczającą muzykę, której nie trzeba zagłuszać inną muzyką ani innym hałasem. Gdy pojedziemy na camping w krajach skandynawskich, doświadczymy ciszy. Ludzie nie rozkręcają tam muzyki na maksa, nie przekrzykują się między sobą, lecz raczej zwracają się do siebie cichym tonem, żeby nie przeszkadzać innym. Inny przykład to Wiedeń, gdzie karetki nie muszą jeździć na sygnałach dźwiękowych. One funkcjonują tylko przy użyciu sygnałów świetlnych, a ludzie i tak zjeżdżają im z drogi. Dzięki temu dźwięki nie muszą rozchodzić się po elewacjach budynków do ostatniego piętra. W Helsinkach w centrum miasta znajdziemy kaplicę ciszy, gdzie można odpocząć od szumu sklepów i głównych arterii. Ludzie przychodzą tam na 5–10 min, żeby po prostu usiąść i pobyć ze swoimi myślami.

Istnieje wiele segmentów, jak np. planowanie nowych osiedli, gdzie coś nie działa, a wcale nie wprowadza się rozwiązań, które mogłyby posłużyć nam wszystkim, choć przecież często mamy je na wyciągnięcie ręki. Z czego to wynika?

Z niewiedzy. Jeżeli nie rozumiemy powodu, dla którego mielibyśmy coś zrobić, to po prostu tego nie robimy. Na ogół chcemy zmieniać rzeczywistość, gdy już jest za późno. Bo u nas się leczy, a nie zapobiega.

Z hałasem jest tak, że bardzo trudno jest nam pojąć, że ktoś przez niego umrze dziesięć lat wcześniej.

Dlatego konieczna jest systemowa edukacja. My musimy wiedzieć, dlaczego cisza jest nam niezbędna. Aby ten system był spójny, potrzebujemy również egzekwować prawo, które tę ciszę chroni. Jedno bez drugiego się nie uda.

Za jakimi prostymi zmianami możemy optować jako obywatele, by walczyć o ciszę?

Na przykład za tym, że jeżeli wymieniany jest asfalt na naszej ulicy, to żeby wykorzystywać do tego stare opony, które pochłaniają hałas. Albo postulować stworzenie naproomu w szkole, gdzie uczą się nasze dzieci. To takie miejsce, gdzie dzieciaki mogą zrobić sobie drzemkę i pobyć w ciszy. Na ogół mieści się ono w bibliotece, bo tak jest najprościej. Systemowo powinniśmy dążyć do tego, aby zlikwidować dzwonki w szkołach, skrajnie wyciszyć muzykę w przestrzeni publicznej, zakazać używania klaksonów w centrum miast, wygłuszać nasze ulice panelami akustycznymi, zredukować prędkość na drogach czy obsadzać wszystko, co się da, zielenią, żeby w miastach było więcej ptaków i więcej naturalnych wygłuszaczy. Ważnym celem jest też zmiana parametrów budowlanych, żeby w naszych domach było ciszej.

A jakie są twoje prywatne kaplice ciszy?

Sporo czasu spędzam za miastem w leśnej drewnianej chacie, gdzie życie, choć bardzo proste, jest też ogromnie ciche. W mieście mam dość cicho w mieszkaniu, nie włączam dodatkowych dźwięków, więc mój dom jest też moją „kaplicą”. Do tego trenuję nurkowanie na zatrzymanym oddechu, zatem dwa razy w tygodniu jestem sama ze sobą pod wodą. To daje mi bardzo dużo oddechu od hałasu codzienności. Czasami pokazuje też, jak dużo hałasu, który wymaga opieki, mam w sobie.


Joanna Jurga Dr architektury, specjalistka od projektowania ukierunkowanego na poczucie bezpieczeństwa w przestrzeni. Opublikowała książkę Szałas na hałas. Prowadzi podkast #Bezpiecznik

Artykuł pojawił się w numerze: Stwórz szałas na hałas