Mira Marcinów: Zanim opowiemy sobie o tym nowoczesnym (bez)wstydzie, chciałam zacząć od dwóch interesujących obszarów, na których bezwzględnie zaatakuję wstyd. Chodzi o pewien model twórczości literackiej oraz o swoistą wizję kobiecości. Po pierwsze, bronię „bezwstydnego” pisarstwa, takiego jak u Thomasa Bernharda, który przyznał w „Autobiografiach”, że gdyby odczuwał choćby najmniejszy wstyd, nie mógłby w ogóle pisać, pisze tylko absolutny bezwstydnik, jedynie wtedy jest autentyczny. Mamy też polski głos w tej sprawie: „Książki warto pisać tylko wtedy, jeśli przekroczy się ostatnią granicę wstydu” – stwierdził Marek Hłasko w „Pięknych dwudziestoletnich”. Do mnie właśnie taka wizja bezwstydu jako katalizatora zachowań twórczych trafia. Nie trzeba nawet sięgać po przykłady z psychologii twórczości. Po drugie, to wszystko, o czym będziemy mówili, poruszając temat wstydu w dobie Internetu, dotyczy rozbieżności pomiędzy „ja” idealnym a „ja” aktualnym, a zatem przedmiotem wstydu są pewne cechy psychiczne. Co jednak ze wstydem tak często wiązanym…
Dr psychologii, pisarka, filozofka, pracuje w PAN w Warszawie. Autorka m.in. książek Bezmatek (2020), za którą otrzymała Paszport „Polityki” i Historia polskiego szaleństwa (2018)