„Fuck nudes, send me a dated invoice from your therapist so I know you’re working on yourself ” (Pieprzyć nagie fotki, wyślij mi rachunek od swojego terapeuty, żebym wiedziała, że nad sobą pracujesz) – to opis, który dość często pojawia się na aplikacjach randkowych, takich jak Tinder czy Bumble. Na tych samych aplikacjach wśród wylistowanych zainteresowań można znaleźć „terapię” i „zdrowie psychiczne”. Część osób w tinderowym opisie zawiera swoje „F-y”, czyli kategorie diagnostyczne z ICD-10 (International Statistical Classification of Diseases and Related Health Problems) – międzynarodowej klasyfikacji chorób i problemów zdrowotnych. Pod literką „F” kryją się „zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania”. Na marginesie można dodać, że obecnie wdraża się nową wersję klasyfikacji – ICD-11.
To nie będzie jednak tekst o aplikacjach randkowych. To będzie artykuł o języku psychoterapii, który wydostał się z gabinetów i stworzył jeden z istotniejszych trzonów dzisiejszej kultury klasy średniej i wyższej. A aplikacje randkowe są tylko jednym z pól ekspansji tego dyskursu.
Psychiatra Jeffrey Lieberman, były szef American Psychiatric Association, organizacji tworzącej m.in. kolejne wersje Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders (DSM), „diagnostyczną biblię” chorób i zaburzeń…