Amazońskie silva rerum to, zgodnie z tym, co sugeruje tytuł, nie rzetelne kompendium wiedzy na temat Amazonii, lecz wybór szkiców raczej rozbudzających, niż zaspokajających ciekawość. Więcej tu pytań niż odpowiedzi; książka jest pełna ledwie zarysowanych, zapraszających do dalszych przemyśleń wątków. Siewierski zaczyna ab ovo – kreśląc krótką historię geologiczną i ewolucyjną Amazonii i szukając w odległych erach początków porastającej ją puszczy. W ten sposób niegdysiejszy krakowski polonista, a obecny profesor literatury porównawczej Uniwersytetu w Brasílii zapuszcza się w odległe od swoich zwykłych zainteresowań rejony, by dokonać czegoś, na co dzisiaj mało kto się waży, czegoś w rodzaju powrotu do dziewiętnastowiecznej chyba, może Humboldtowskiej koncepcji wiedzy, kojarzącej z pełną swobodą tak różne dziedziny i aspekty rzeczywistości, jak geologia, etnologia i polityka. Całość, właśnie na sposób dziewiętnastowieczny, autor wzbogaca quasi-literackimi opisami rojącymi się chwilami od konotujących egzotykę nazw miejsc, zwierząt czy ludów. Sypie liczbami, zestawia Amazonkę z Nilem czy Gangesem, jakby to był szkolny podręcznik geografii. I nieprzypadkowo postacią patronującą tej książce jest przywołany we wstępie Arkady Fiedler, ten oczywiście od ryb, które śpiewają w Ukajali. W sumie ten tom szkiców jest chyba owocem pewnej nostalgii – tęsknoty za światem dzieciństwa i wczesnej młodości, kiedy nie tylko powieść, lecz nawet najbanalniejszy szkolny podręcznik mógł skłonić do marzeń o dalekich wyprawach i przygodach w świecie egzotycznym, czyli radykalnie odmiennym od wszystkiego, co znane.
Dzisiaj świat skurczył się. Wszystko stało się znacznie bardziej dostępne, osiągalne i poznawalne. W czasach globalizacji egzotyka stała się czymś wręcz nie do pomyślenia. Ale jednocześnie jest nadal czymś niezbędnym. Dlatego, że jedynie z perspektywy egzo-tycznej, a więc z perspektywy tego, co, jak wskazuje greckie éksō-, znajduje się na zewnątrz, poza naszym światem i spoza naszego świata do nas przemawia, możemy przemyśleć dogłębnie nasz własny status i nasze miejsce w szerszym kontekście ludzkości. Nasze, czyli Europejczyków, ludzi Zachodu, przedstawicieli chrześcijańskiej, misjonarskiej i ekspansywnej, często zaborczej i niszczycielskiej cywilizacji.
Amazonia w naturalny sposób objawia człowiekowi bezsilność narzędzi analitycznych, które i tak nigdy nie sprostają jej bogactwu. Ukazuje jednocześnie zalety ujęć syntetyzujących, które jako jedyne, choć w niedoskonały sposób, zdolne są podołać jej złożoności. Tom, wydrukowany na żółtawym, „ekologicznym” papierze, jest swego rodzaju dziełem otwartym, jak sam autor pisze we wstępie: „rejestrem prób poznania i zrozumienia Amazonii”. Mamy tu wybór esejów, które nie składają się ani na zalążkową historię literatury brazylijskiej, ani na pracę etnologiczną, ani na prawdziwe kompendium o Amazonii. Literatura mówiąca o jej problemach – a nawet sama Amazonia – jest jedynie punktem wyjścia. Dostarcza pretekstu do rozważań nad sprawami ogólniejszymi i bynajmniej nie amazońskimi, takimi jak opozycja natura – kultura, sens postępu czy wręcz sama celowość istnienia cywilizacji, przesłanie ewangeliczne, ludzkie pragnienie wiedzy i eksploracji świata. Spotkanie z Indianinem dostarcza okazji do postawienia sobie pytań o miejsce zachodniej cywilizacji w globalnym porządku i w ramach wielości kultur, jakie stworzyła ludzkość. Ale i na tym sprawa się nie kończy, bo pojawia się też pytanie o miejsce i zadania człowieka jako takiego w świecie jako doczesnej i eschatologicznej rzeczywistości.
Amazonia jest więc w tej książce uniwersalną metaforą. Ożywiająca ją rzeka oznacza przemijanie i nadzieję, jaką przynosi ze sobą upływający czas. Zlewisko wód to jednoczenie i rozpraszanie. Amazonia to także nowy Babel, gdzie ogarnięty totalizującą obsesją misjonarz, taki jak siedemnastowieczny jezuita António Vieira, zostaje boleśnie skonfrontowany z wielością języków i lokalnych prawd. Pragnie zjednoczenia całej ludzkości „w jednej owczarni i pod jednym pasterzem”, w idealnym, sprawiedliwym i gwarantującym powszechny pokój państwie, a napotyka wokół siebie opór różnorodności, która nie poddaje się jego jednoczącym i jednolicącym wysiłkom. Zmaga się z komunikacyjną barierą, pragnąc przemawiać do Innego i objawić mu swoją własną prawdę. Ale Inny nieustannie się wymyka i nie daje się ani skatechizować, ani ująć w karby obcego sobie układu odniesień.
Na kartach fascynującej, choć nieukończonej Historii przyszłości Vieira próbował odnaleźć Amazonię w Biblii, nagiąć jej rzeczywistość do tego, co mógł wyczytać ze swojej własnej tradycji. I to także musiało się skończyć porażką. Radykalna odmienność Amazonii i zamieszkującego ją człowieka nie poddała się wysiłkom misjonarza i do końca nie przestała stanowić dla jezuity niemal tragicznego wyzwania. Czy pozostanie tak dalej w świecie przyspieszonych procesów integracyjnych, które zdają się w nieubłagany sposób zacierać wszelkie różnice? Jak przypomina nieco dalej Siewierski, przywołując Euclidesa da Cunha, potężny nurt rzeki przemieszczający ławice piasku ku odległym brzegom jest również metaforą przekładu, a nawet samego Boga, który jako patronujące komunikacji tertiumstaje się gwarantem przekładalności, a więc i nadziei na porozumienie ponad różnicami. Przekład oznacza jednak nie tylko przekroczenie radykalnej odrębności czyniącej język oryginału czymś nieosiągalnym, nie tylko wdarcie się…