W październiku 2025 r. media społecznościowe obiegło zdjęcie nagłówka artykułu z amerykańskiego „Vogue’a”. „Czy mieć chłopaka to dziś obciach?” – pytała autorka tekstu, Chante Joseph, zauważając, że w internecie chwalenie się swoim partnerem staje się coraz mniej nagradzane, a coraz bardziej budzi zniechęcenie wśród obserwatorów. „Dlaczego posiadanie chłopaka wydaje się czymś zarezerwowanym dla wyborców republikanów?” – autorka przytacza popularny w sieci komentarz. Artykuł poniósł się, bo dobrze oddawał przeczucie, że zastane schematy romantycznej narracji coraz mniej przystają do współczesnego świata. O zawodzie ludzi miłością pisała bell hooks w książce Wszystko o miłości. Nowe wizje, wskazując, że coraz więcej osób podchodzi do tej kategorii cynicznie przez rozczarowanie kulturową wizją uczucia – samo zakochiwanie się budzi w nich lęk. Albo czują się niegotowe na miłość, albo uważają, że na nią nie zasługują.
Owe głosy padają w chwili, w której tradycyjne narracje wokół miłości przeżywają kryzys. Komedie romantyczne, choć wciąż produkowane hurtowo, już nie budzą takich emocji. Wręcz przeciwnie, sieć zalewają krytyczne teksty przekonujące, że bohaterki Pretty Woman czy Dziennika Bridget Jones myliły się, idąc za głosem serca. W wydanej niedawno w Polsce książce Mit Darcy’ego Rachel Feder przekonuje, że zarówno kochany przez czytelniczki bohater powieści Jane Austen, jak i jego następcy z klasyki literatury to przykłady toksycznych jednostek, których nie da się realnie pokochać. Zeszłoroczny film Materialiści Celine Song opowiada o miłości opartej na zasadach transakcji – aby związek się udał, dwie osoby muszą być dobrze dobrane. I nie chodzi o kwestie charakterologiczne, ale o zasobność konta, status społeczny i materialne pragnienia. Romans jest drugorzędny wobec społecznej pozycji i finansowej ambicji.
Nie znaczy to, że romantyczne narracje zupełnie zniknęły z naszego życia, widać jednak ślad pewnego przesunięcia czy ucieczki. Jesteśmy w stanie znieść romantyczny mit tak długo, jak długo nie opowiada o współczesnych związkach damsko-męskich. Serial Bridgertonowie rozgrywa miłosne perypetie w sztucznych dekoracjach z przeszłości, z kolei budząca olbrzymie emocje Gorąca rywalizacja koncentruje się na romansie dwójki mężczyzn, hokeistów.
Wyznania uczuć brzmią prawdziwie, tylko jeśli są obwarowane społecznymi zakazami. Odpowiedzią na poczucie nieprzystawania tradycyjnych narracji do współczesnych związków jest ucieczka nie tyle od samej miłości, co od jej reprodukowanego przez lata heteronormatywnego schematu. Pragniemy romansu, lecz takiego, który nie jest osadzony w naszej codzienności i podważa istniejące normy.
Dawno temu w telewizji
Kto jednak uważa, że opowieści o miłości są nam dziś zupełnie niepotrzebne, powinien zwrócić uwagę nie na literaturę czy kinematografię, a na świat reality show. W ostatnich latach widzimy znaczny wzrost zainteresowania programami, które w centrum nie stawiają rywalizacji czy codzienności uczestników, ale ich życie miłosne. Miłość jest ślepa, Love Island – widzowie niemal dosłownie pokochali ten sposób opowiadania o związkach. Piękni ludzie wywiezieni do luksusowego hotelu czy na tropikalną wyspę. Śluby zawierane po jednym spotkaniu. Sprawdzanie, czy można się zakochać bez zoba-czenia przyszłego partnera. Pomysłów jest mnóstwo, a każdy z programów stara się znaleźć odtrutkę na współczesny cynizm i dystans wobec opowieści o relacjach. Tylko czy oferta miłosnych reality show to zupełnie nowy przekaz, czy też stara opowieść w odświeżonym opakowaniu?
Programy randkowe znamy od lat 60. XX w. i pierwszych wcieleń Randki w ciemno. W latach 90. i z początkiem XXI w., wraz z rozkwitem reality TV, formaty o łączeniu się w pary przeszły metamorfozę. Na kanałach takich jak MTV można było godzinami oglądać najróżniejsze produkcje, w których pojawiały się dodatkowe urozmaicenia. Randka z mamą (Date my Mom), wnioskowanie o charakterze partnera po tym, jak urządzony jest jego pokój (Room Riders), randkowanie z mniej atrakcyjnymi chłopakami (Is she really going out with him?). Kierowane do nastoletnich czy tylko nieco starszych widzów programy nie odnosiły się raczej do wizji wielkiej miłości na lata, ale do próby odpowiedzenia sobie na pytanie: jak znaleźć dobrze dopasowaną osobę? Nic nie było tu szczególnie poważne, poza przekonaniem, że randkowanie i tworzenie relacji romantycznej to wartości same w sobie.
Jednocześnie na przestrzeni lat widać pewne przesunięcie, coraz częściej obok programów, które miały imitować randkowanie, zaczęły pojawiać się takie, które za swój jasny cel stawiały połączenie uczestników na dłużej, znalezienie idealnego partnera nie tylko na randkę, lecz na całe życie. Najpopularniejszym formatem był tu The Bachelor i The Bachelorette, gdzie kilkanaścioro użytkowników rywalizowało o względy starannie dobranego przez produkcję atrakcyjnego partnera, który w ostatnim odcinku powinien się oświadczyć. Choć program należał do gatunku reality, oferował widzom bardzo jasno zarysowany schemat dramaturgiczny. Pojawiały się tam zapisane w scenariuszu elementy, które po kilku edycjach łatwo było rozpoznać. Co najmniej raz w sezonie uczestnicy łamali zasady, eliminowali więcej kandydatek, niekiedy też pozwalano na powrót osoby odrzuconej, która miała prawo przedstawić kawalerowi, dlaczego powinna pozostać w programie. Z każdym kolejnym sezonem te schematy narracyjne stawały się coraz bardziej przejrzyste, aż w końcu stały się nawet podstawą filmów fabularnych. Bohaterka filmu Netflixa Nie ten Paryż przeżywa przygodę w takim reality, jednocześnie przechodząc przez wszystkie zapisane w typowym scenariuszu perypetie.
Erupcja współczesnych randkowych czy raczej związkowych reality show zaczęła się jednak nieco później. Program Love Island, który dla wielu był pierwszym tego typu formatem oglądanym dla czystej przyjemności, zadebiuto-wał w 2015 r. Nieco później, bo w 2019 r., Netflix pokazał swój pierwszy randkowy program Dating Around. Jednak momentem prawdziwego przełomu okazała się pandemia. Zamknięci w domach i pozbawieni codziennych interakcji, zanurzyliśmy się w świecie romantycznych reality. Przeprowadzone badania pokazały, że oglądalność tych programów skoczyła w ciągu kilku miesięcy o 23% (na podstawie analizy oglądalności kilkunastu reality show na różnych platformach wykonanej w 2020 r. przez firmę PeerLogix). Sama, ku własnemu zaskoczeniu, zaczęłam w trakcie pandemicz-nego lockdownu oglądać kolejne wersje Robi się gorąco, choć muszę przyznać, że bardziej od romantycznych problemów uczestników moją uwagę przyciągał fakt, że mogą się przechadzać po plaży bez covidowych ograniczeń. Miłość jest ślepa, Robi się gorąco, Ultimatum, Love Never Lies – to tylko kilka z tytułów, które w ostatnich latach stały się niezwykle popularne. A rozrywki dostarczają nie tylko platformy streamingowe. W telewizji doskonale radzą sobie Hotel Paradise, Ślub od pierwszego wejrzenia, Rolnik szuka żony. Do tego stopnia, że Netflix zaczął tworzyć coraz więcej krajowych odmian. Już w 2026 r. doczekamy się np. polskiej wersji Miłość jest ślepa.
Wyrwani z rzeczywistości
Niewątpliwie na styl i popularność współczesnych programów randkowych wpłynęło pojawienie się w 2012 r. Tindera. Aplikacja randkowa opierająca się na szybkim i powierzchownym doborze partnerów zmieniła sposób myślenia o tym, jak powinien wyglądać proces umawiania się z drugą osobą. Choć wcześniej istniały platformy do randkowania, nigdy nie były aż tak łatwo dostępne. Tradycyjne narracje znane z romansów czy komedii romantycznych, gdzie konieczny jest meet cute – urocze spotkanie, które wzbudzi zainteresowanie obu osób i pozwoli związkowi się rozwinąć – zostały zastąpione przesuwaniem zdjęć w prawo lub lewo.
Większość produkowanych na potrzeby streamingów i telewizji programów dostrzega problem współczesnego podejścia do miłości. Klasyczne narracje rozbijają się o współczesne możliwości. Jak zauważa Andrea Newerla w książce Nieromantyczni. Miłości i związek w czasach Tindera, czyli jak tworzymy nowe formy intymności, po raz pierwszy w historii mamy szanse na wybór partnerów bez jasnych nacisków i ram społecznych. Te możliwości z jednej strony pozwalają nam podejmować wybory, które wcześniej były niemożliwe, z drugiej – sprawiają, że trudniej się nam zdecydować, podjąć zobowiązania i zaangażować w relację. Obiecywany przez dzieła kultury happy end wciąż jest narracją pociągającą i jednocześnie narzucającą jeden schemat związku oraz relacji. Taki, który niekoniecznie pasuje do naszej rzeczywistości. Proponowana przez klasyczne narracje szczęśliwa monogamia wywołuje lęk – czy na pewno chcemy porzucać naszą niezależność na rzecz długotrwałego związku? Czy aby na pewno dobrze wybraliśmy partnera? Czy założenie rodziny, obowiązkowy element dobrego zakończenia, jest tym, czego pragniemy? Te wizje, zamiast budzić wyczekiwanie, rozniecają niepokój.
To właśnie w tej luce pojawiają się programy reality. Proponują rozegranie romansu w przestrzeni pomiędzy rzeczywistością a fikcją. Zapewniają, że mamy do czynienia z prawdziwymi ludźmi, emocjami i relacjami. Jednocześnie tworzą bezpieczną ramę, która eliminuje elementy zwykle budzące największe problemy. Znaczna większość uczestni-ków tego typu show jest konwencjonalnie atrakcyjna, nie różni się za bardzo wiekiem, wszyscy deklarują gotowość do związku. Na bok odkłada się tematy polityczne, które właściwie w tej przestrzeni nie istnieją, nie pojawia się pytanie, kto zapłaci za wspólną kolację, nie istnieje wręcz temat klasowości. Ramy programu randkowego eliminują też kwestię niepewności, gdy chodzi o zgodę. Wszyscy chcą tu być, zbliżyć się do siebie, a nawet – jak w przypadku niektórych formatów – spędzić razem noc.
bell hooks w rozważaniach o miłości zwraca uwagę, jak wielkie znaczenie w gotowości do budowania związku ma podejście do relacji ze świadomością, że może się ona zakończyć, że tam, gdzie jest miłość, jest też ból. Jednocześnie zauważa, że nie ma żadnych szkół miłości, większość tego, co wiemy o tym uczuciu, wynosimy z domu i jeśli czegoś w nim brakowało – zwłaszcza akceptacji – wejście w związek będzie dla nas trudne. Te refleksje szczególnie dobrze zgrywają się z tym, co proponują reality show.
Przyglądając się uczestnikom, często dostrzegamy, że są bardzo skoncentrowani na sobie, niekoniecznie gotowi, by poświęcić choć trochę uwagi potencjalnemu partnerowi / partnerce. Jednocześnie – obserwując ich mniej lub bardziej udane próby flirtu, dobieranie się w pary czy momenty odrzucenia – możemy w bezpieczny sposób przeżyć te wszystkie sytuacje.
Nie mamy już jasno zarysowanych zasad randkowania, ale produkcje tego typu podpowiadają, co się sprawdza, co budzi zainteresowanie i czy warto podjąć ryzyko. Bohaterowie są często zachęcani, by spojrzeć poza fizyczną atrakcyjność i by przynajmniej spróbować wyrazić słowami, co czują. Co często okazuje się trudne lub wręcz komiczne – zwłaszcza że to zwykle bardzo młodzi, a niejednokrotnie też nieko-niecznie zdolni do introspekcji ludzie.
Transgresja czy nie transgresja?
Choć wydawać by się mogło, że narracje reality przełamują klasyczne schematy opowieści miłosnej, w istocie pozostają one bardzo konserwatywne. Przede wszystkim w ich centrum wciąż pozostaje miłość romantyczna, co więcej – usankcjonowana instytucją ślubu. Nawet jeśli w niektórych programach wszystko zaczyna się od ślubu (jak w Ślubie od pierwszego wejrzenia), ostatecznie…