Domykające poświęcony problematyce tożsamości tryptyk Aleksandra Fiuta, Spotkania z innym[1] powstały z rozmyślań nad Jądrem ciemności Josepha Conrada, czytanym jako przypowieść o spotkaniu z Innym. Wychodząc od takiej paraboli, Autor przemierza terytoria spotkań nie tylko w stylu Buberowskiego „życia w dialogu”, ale też te mroczne dziedziny, gdzie spotkanie zazębia się z wolą dominacji, czasem obojętnością, pogardą i przemocą, starciem obcych i często wrogich sobie sił. I nie szuka daleko, w polskiej literaturze współczesnej znajduje dosyć materiału, który na różne sposoby uzmysławia aktualność Conradowskiej paraboli, jak też uzasadnia testowanie narzędzi interkulturowej i postkolonialnej krytyki na tym właśnie, nie przywykłym jeszcze do takich metodologicznych harców terytorium.
Conrad, syn zesłańca, ofiary kolonizacji, a równocześnie obywatel byłego mocarstwa kolonialnego w Europie Środkowej, patronuje próbie odtworzenia „polskiego dyskursu kolonialnego”, demaskacji negatywnych stron polonizacji, wniknięcia w racje dążącego do suwerenności Innego.
Upominając się za Clare Cavanagh o włączenie Drugiego Świata Europy Środkowej w obręb badań krytyki postkolonialnej, Aleksander Fiut dostrzega zarazem niebezpieczeństwo utrwalania w odnowionym kostiumie metodologicznym martyrologicznych stereotypów i jako antidotum proponuje „radykalne odwrócenie perspektyw”, czyli postawienie pytania o „formy kulturowej – i nie tylko – polskiej dominacji na rozciągających się od Bałtyku po Morze Czarne obszarach dawnej Rzeczypospolitej” (s. 33). Utrwalony w „małych narracjach” odmienny od polskiego punkt widzenia oraz fabularne ucieleśnienia formy i maski polonocentryzmu powinny stać się, zdaniem Autora, przedmiotem polskich badań, choćby po to, by zrozumieć „jak dalece w nasz, tak bliski sercu, tak hołubiony przez literaturę >>raj<< wkradł się cichaczem wąż wzajemnej nieufności i obłudy, oraz dlaczego smołę w ukraińskim >>piekle<< nadal i uparcie warzą tyleż Ukraińcy, co Polacy” (s. 38). W tym celu proponuje on radykalną zmianę języka opisu literatury poświęconej Kresom, wyodrębniając szereg obecnych w niej dyskursów, takich jak dyskurs genealogiczny, dyskurs symbiozy, dyskurs oblężonej twierdzy czy dyskurs katastroficzny.
Na pierwszy ogień idzie uznawany za miłośnika Ukrainy Jarosław Iwaszkiewicz. Jego portret Ukraińca i obraz Ukrainy wypadają jednak zbyt blado, nie potwierdzają wielkiego zamiłowania, rozczarować muszą każdego, kto spodziewałby się tu świadectwa wyjścia ku Innemu, otwarcia na jego mowę i inne znaki jego świata. Uderza jednowymiarowość, schematyczność i drugorzędność ukraińskich bohaterów, eufemizm rządzący obrazami konfliktu polsko-ukraińskiego, schematyczność wyobrażenia stosunków narodowościowych i społecznych oraz gra stereotypami bez próby ich przełamania. Od świata ukraińskiego oddziela Iwaszkiewicza – pisze Fiut – jakaś niewidoczna szyba: „Spoza poprawnych, a nawet przyjaznych stosunków prześwitują, z jednej strony, poczucie kulturowej wyższości i mniej lub bardziej ostentacyjnie manifestowana pogarda, z drugiej – świadomość krzywdy społecznej i tajona chęć zemsty” (s. 61). Dominuje poczucie obcości, które Iwaszkiewicz stara się usunąć, kultywując m.in. utopię wspólnoty kulturowej osadzoną w wyidealizowanej wizji kraju lat dziecinnych, jednakże za cenę zapoznania autonomiczności i swoistości kultury ukraińskiej i ukraińskich dążeń narodowowyzwoleńczych.
Z kolei przyjrzenie się dialogowi polskiego i litewskiego poety, Miłosza i Venclovy, dialogowi wokół Wilna i polsko-litewskich związków prowadzonemu na przestrzeni ćwierćwiecza, służy rozprawie z obustronnym nacjonalizmem i etnocentryzmem, w imię nie tylko ocalenia pamięci wspólnego wielokulturowego dziedzictwa – litewskiego, polskiego, rosyjskiego i żydowskiego – ale też czerpania zeń sił w tworzeniu dalszego ciągu. W dialogu tym dokonuje się niejako uzgadnianie czy też niwelacja resentymentów z jednej i rewindykacji z drugiej strony. Proces to jeszcze niezakończony, a zależeć będzie od niego nie tylko kształt wzajemnych stosunków, ale też w jakimś stopniu i kształt tożsamości obojga narodów. I dobrze się stało, że ci właśnie poeci i tłumacze torowali mu drogę.
Kresowy szlak rozważań o spotkaniach z Innym zamyka esej Pośmiertne przygody Brunona Schulza. Autor pokazuje, jak proces kontynuacji „niedocieczonego wątku” życia i dzieła autora Sklepów cynamonowych przez Davida Grossmana i Cynthię Ozick, potrafi uaktywnić inne potencjały fabularne i znaczeniowe zawarte w dziele Schulza, a także jak dzieło to zostaje przełożone na dobrze już znany i nie budzący wątpliwości kod kulturowy.
Drugi szlak spotkań z Innym wiedzie do Nowego Świata obu Ameryk. W Ameryce Południowej przewodnikiem jest Gombrowicz oraz estoński filozof i podróżnik Hermann von Keyserling. Aleksander Fiut nie po raz pierwszy zwraca uwagę na intertekstualne związki Gombrowicza z Keyserlingiem, tutaj jednak pokazuje w sposób bardziej wyczerpujący na czym one polegają, uzasadniając zarazem dlaczego autor Ferdydurke polecał swoim rodakom Medytacje południowoamerykańskie jako klucz do zrozumienia latynoskiej mentalności.
Dla samego Gombrowicza wizja Keyserlinga jest jednak nie tyle kluczem, ile aparaturą pojęciową, którą posługuje się dość dowolnie i przy wielu podobieństwach rzucają się też w oczy różnice. Dla przykładu charakterologia Keyserlinga jest wąsko deterministyczna, podczas gdy Gombrowicz „lekceważąc związki genetyczne i kulturowe, kreśli obraz wielokierunkowych i różnorakich współzależności indywidualnych i zbiorowych, opartych głównie na potrzebie dominacji i chęci podporządkowania” (s. 158). Obu pisarzy łączy m.in. to, że samookreśleniu poprzez płeć oraz relacjom między mężczyznami i kobietami nadają rangę zasadniczą, spychając na dalszy plan inne typy związków społecznych. Żaden z nich nie ogląda też innego Świata Południowej Ameryki przez szybę, ale obydwaj zanurzają się w jej żywiole aż do granic z nim identyfikacji i z tej pozycji próbują zrozumieć już nie tylko ten inny świat, ale świat w ogóle. W przedmowie do hiszpańskiego wydania Medytacji południowoamerykańskich Keyserling pisze, że książka ta zajmuje się najważniejszymi ogólnoludzkimi kwestiami, od tellurycznych przepaści do wyżyn ducha, a ma się tak do Ameryki Południowej, jak Listy PerskieMonteskiusza do Persji. U Gombrowicza też chyba więcej filozofowania niż analizy latynoamerykańskiego charakteru, filozofowania, które bardziej sprzyja kształtowaniu tożsamości niż jej roztrząsaniu czy narcystycznemu w nią zapatrzeniu. Znacznie więcej…