Z SZATANEM W TLERyszard Kapuściński twierdzi, że współczesny człowiek ma aż cztery tożsamości związane ze swą „małą ojczyzną”, z jakimś państwem, kontynentem (na przykład Europą) i wreszcie kształtuje się jego „świadomość planetarna”. Ja mam kilka małych ojczyzn na paru kontynentach (Pewel Mała, rzymskie Trastevere, wietnamskie Hue), swoją podstawową ojczyznę geograficzno-kulturową, a także ojczyznę duchową, coraz ważniejszą. Stale się ona bogaci. Należą już do niej polski folklor góralski, ale także muzyka górali andyjskich. Wietnamska poezja liryczna i muzyka – dawna i nowa. A także tragiczna poezja hiszpańska (Lorca). Ta duchowa ojczyzna wchłania różne, nieraz bardzo egzotyczne elementy. Rzecz w tym, aby była rzeczywiście kulturą, a nie przypadkowym zbiorem rozbieżnych elementów, czyli – aby nie stała się antykulturą. * Antykultura grozi nam wszystkim – i tym, dobrze – zdawałoby się – zakorzenionym, i tym, który już żyją w świecie frustrującego chaosu. Nasz świat wchodzi bowiem w głęboki kryzys, jako całość. Ma ten świat swoje odmiany i barwy, czasem jaskrawe różnice, a mimo to jako całość jest chory. Ma swoje aspekty szatańskie. Jest to kryzys człowieka, kultury i społeczeństwa. Nawet najbardziej skrótowy, hasłowy jego opis wymagałby kilkudziesięciu stron, zatem nie wchodzi w rachubę. A z drugiej strony mówienie o niektórych krajach, prądach czy ludziach może dać w rezultacie interesujący chaos – co skądinąd jest także jakimś obrazem tego świata, chociaż chyba nie atlasem. Wybieram więc tylko kilka aspektów, traktując je także hasłowo. Widzę – na początek – trzy kryzysy: – kryzys transcendencji, – kryzys kontemplacji, – kryzys solidarności. * Chodzi tu nie tylko o Transcendencję, czyli odniesienie do Boga czy jakiejś Najwyższej Rzeczywistości, ale i o jej inny wymiar: ogólne dążenie do czegoś wyższego, rozumienie czy wyczucie jakiegoś powołania człowieka, jakiejś jego misji. Wypada tu podkreślić, że bywają niewierzący, który ten wymiar transcendencji czują, bywają chrześcijanie, którzy formalnie go głoszą, a w praktyce żyją tak, jakby z chrześcijańskiego powołania niczego nie rozumieli. Bywają niewierzący, którzy ryzykują życiem swoim i swojej rodziny w imię tej jakiejś transcendencji. Bywają ludzie, którzy dosłownie rozumieją obowiązek miłości nieprzyjaciół i oddają za nich życie – bywali chrześcijańscy antysemici, którzy oddawali życie za Żydów i traktowali to jako rzecz zwyczajną. Otóż słabnie poczucie transcendencji i godności człowieka, a zatem jego praw, szerzy się jego instrumentalne traktowanie. Hitlerowskie „życie niewarte życia” nieświadomie nabiera pozytywnego charakteru. * Wymiar kontemplacji traktuję również dwojako: jako uwielbienie Boga czy Najwyższej Istoty oraz jako zdolność do podziwu wobec piękna i dobra, zdolność do skupienia i zadumy. Nie ulega wątpliwości, że coraz trudniej się nam skoncentrować, żyjemy coraz szybciej, oddziaływają na nas coraz liczniejsze i silniejsze bodźce. Pewne typy muzyki bynajmniej nie łagodzą obyczajów, wręcz przeciwnie, prowokują do przemocy. Potrzebujemy już „kultury kalejdoskopowej”, gdzie każde drobne poruszenie powoduje zmianę konstelacji obrazów. Kultura ta ma cechy narcystyczne (kard. Danneels) i skupiona jest na niepowiązanych ze sobą ciągach przeżyć (Jacek Szymanderski). Powoduje to nawet jakiś zanik poczucia ciągłości i tożsamości, co skutkuje m.in. brakiem poczucia winy za dawne czyny i niezdolnością do trwałych zobowiązań. Kościół raczej nie odpowiada na potrzebę kontemplacji – przynajmniej w duszpasterstwie powszechnym. Nie dbamy o liturgię, marnujemy skarby muzyki i sztuki kościelnej. Tę muzykę w swoisty sposób laicyzujemy. Nie wyjaśniam tego bliżej, przyjdzie na to czas. * W trakcie zmiany ustroju niemal natychmiast dokonaliśmy rewolucji: zasadę solidarności zastąpiliśmy dogmatem konkurencji. To ona miała rozwiązać wszystkie problemy i wprowadzić nas w nowy, szczęśliwy świat. Okazało się jednak, że czasem dokonywane w dobrej wierze uproszczenia bywają w skutkach złe, czasem niebezpieczniejsze niż łatwo rozpoznawalne zło. Nadal żyjemy w kleszczach nieprawdziwej dychotomii: wolny rynek czy etatyzm? Nadal chętniej zajmujemy się trendami i procentami niż żywymi ludźmi. Nadal nie bierzemy poważnie pod uwagę tego, co się dzieje z młodzieżą, chociaż od wielu lat ankiety krzyczą: dzieje się coś bardzo złego! Nadal nie troszczymy się o to, aby młodych ludzi traktować poważnie, stwarzać im warunki działania i rozwoju, uznawać ich podmiotowość i współodpowiedzialność. Wyszukiwać najlepszych i wspomagać ich. * Nadal z uporem używamy pojęć (na przykład prawica i lewica), które przestały…