Subskrybuj

Etyka jako filozofia współpierwsza

W <em>Traktacie o naturze</em> ludzkiej David Hume sformułował zasadę, która wywarła niemały wpływ na rozumienie teorii moralności. Zasada ta, zwana „gilotyną Hume’a”, głosi, iż nie można przejść od zdań opisowych do twierdzeń normatywnych. Hume zarzucił teoriom etycznym, iż przyjmując za swą podstawę opisowe przesłanki, wyprowadzają z nich w sposób nieuprawniony normatywne wnioski.

W świetle tak postawionej tezy błędem jest budowanie etyki normatywnej opartej na deskryptywnej wiedzy na temat człowieka i jego natury dostarczonej przez filozofię czy psychologię. Wyprowadzając powinność moralną z metafizyczno-antropologicznych przesłanek, popełnia się bowiem błąd logiczny petitio principii. Zasada Hume’a zwraca uwagę na poprawność metodologiczną teorii etycznych. Nie można na podstawie analizy natury ludzkiej formułować norm moralnych. Nie można też jej wyprowadzać z nakazów autorytetu, co wiązałoby się z pozbawieniem etyki jej racjonalności. Powstaje więc problem, na czym ufundować teorię etyczną, jeśli ma ona być teorią normatywną. I, co ważniejsze, czy w ogóle taka teoria jest możliwa do zbudowania. Na czym bowiem można by ją oprzeć? Rozważania Hume’a stanowią punkt wyjścia analiz podjętych w książce Kazimierza Krajewskiego Etyka jako filozofia pierwsza. Doświadczenie normatywnej mocy prawdy jako źródło i podstawa etyki. W pracy tej Autor stara się scharakteryzować metodologicznie poprawną i merytorycznie trafną podstawę powinności moralnej. Zwraca uwagę na potrzebę epistemologicznej i metodologicznej charakterystyki etyki jako nauki. Wiąże się to z ustaleniem punktu wyjścia tej aksjologiczno-normatywnej dziedziny wiedzy. Aby uchronić etykę przed zarzutem braku fundamentu, jej tezy proponuje oprzeć na doświadczeniu, w którym miałaby się odsłaniać powinność moralna. Poszukiwanie punktu wyjścia etyki skupić się więc musi na określeniu koncepcji owego doświadczenia. Punkt wyjścia danej nauki determinuje jej przedmiot i decyduje o jej autonomii. Są nim pierwsze tezy bądź czynności poznawcze wykonywane w danej nauce. W wypadku etyki punktem wyjścia są oparte na doświadczeniu stwierdzenia oraz ukazujące niedoskonałość tak zdobytej wiedzy pytania: Czy cokolwiek powinienem? Jeśli tak, to co? Dlaczego cokolwiek powinienem? Ponieważ moralność dany jest każdemu człowiekowi, pochodzić musi, jeśli nie z rozstrzygnięć nauk opisowych czy nakazu, to z bezpośredniego doświadczenia. Czy koncepcja ta jest jednak w stanie uczynić zadość Hume’a warunkowi normatywności etyki? Doświadczenie etyczne charakteryzuje Kazimierz Krajewski w nawiązaniu do teorii doświadczenia etycznego Karola Wojtyły i łączy je z doświadczeniem człowieka. Jak pisze Wojtyła: „Doświadczenie moralności łączy się z doświadczeniem człowieka, zajmuje w nim pozycję poniekąd centralną”. W centrum doświadczenia etycznego znajduje się przeżycie powinności moralnej. Owa powinność jest niezależna od pragnień samego podmiotu, jego celów czy norm ustanowionych przez stosownego nakazodawcę. Powinność moralna, według Krajewskiego, związana jest z samopoznaniem podmiotu. Człowiek poznaje siebie, „odsłania się sobie samemu wraz z poznaniem świata”. Doświadczenie etyczne wypływa ze „współdoświadczenia siebie i świata”. Jest nabudowane na poznaniu. Na czym więc polega? „Na – odpowiada Autor – doświadczeniu normatywnej mocy prawdy, (…) przeżyciu asercji aktu poznania”. W tym miejscu lektury wspomnianej pozycji nasuwa się uzasadnione pytanie o to, co wspólnego ma normatywność z kategorią prawdy. Kazimierz Krajewski w swoich rozważaniach wychodzi od namysłu nad naturą poznania. Pomiot poznający, stwierdzając zachodzący stan rzeczy, zarazem afirmuje go, poświadcza jego zachodzenie. Poznając przedmiot, uznaje go, wyraża swoją dlań aprobatę. Staje się w ten sposób „świadkiem” i „strażnikiem” poznanej rzeczywistości. Zatem gdy już poznał prawdę, każdą prawdę, nie może jej nie uznać. Poznając obiektywny stan rzeczy, aprobuje go w sposób spontaniczny, prerefleksyjny. „Normatywna moc prawdy”, o której pisze Autor, jest szczególnie wyraźnie widoczna, gdy podmiot z różnych względów próbuje zaprzeczyć poznanej i uznanej przez siebie prawdzie. Wtedy to, przeciwstawiając się prawdzie, którą rozpoznał i zaakceptował, zaprzecza samemu sobie. Dzieje się tak, gdyż „prawda rodzi powinność jej afirmacji”, obliguje do jej respektowania. Tak więc Krajewski wyprowadza tezę, iż płaszczyzna poznania implikuje płaszczyznę normatywną (moralną). Uznanie prawdy przez podmiot, a więc stwierdzenie, że jest tak, jak rozpoznał, jest już normotwórcze. Poprzez poznanie prawdy podmiot niejako zostaje uwikłany w powinność jej afirmacji. „Nie wolno mi nie respektować prawdy przeze mnie poznanej!”, zwraca uwagę Krajewski. Dlaczego? Ponieważ ona konstytuuje mnie jako osobę. Odkrywając prawdę o świecie, odkrywam jednocześnie prawdę o sobie, „odsłaniam się sobie samemu”. Karol Wojtyła stwierdza w Osobie i czynie, iż: „Doświadczenie każdej rzeczy, która znajduje się poza człowiekiem, łączy się zawsze z jakimś doświadczeniem samego człowieka”. Za tą intuicją podąża Kazimierz Krajewski. Człowiek odkrywa swoją podmiotowość, odsłania się sobie jako osoba. Tym samym odkrywa swoją godność. Tak więc, na doświadczenie etyczne składa się zarówno poznanie prawdy oraz doświadczenie jej normatywności, jak i doświadczenie własnej godności. Wraz z poznaniem świata człowiek odkrywa prawdę o sobie. Poznaje swą osobową strukturę będącą podstawą jego godności. Prawda, której nie można zaprzeczyć bez sprzeniewierzania się sobie, jest również prawdą o samym podmiocie i jego własnej godności. W akcie poznania prawdy podmiot nie tylko poznaje, ale i uświadamia się sobie jako podmiot poznający. „Przeżycie” aktu poznania konstytuuje osobową podmiotowość człowieka. Osoba ujawnia się sobie poprzez dokonujące się w akcie poznania świata samodanie, samopoznanie oraz samoujawnienie się. Co się jednak dzieje, gdy podmiot moralny jest w błędzie, gdy bierze za prawdę coś, co nią nie jest? Czy również wtedy owa „prawda” niebędąca przecież prawdą ma moc normatywną? Jak odpowiada Autor: „Obowiązuje ona (…) człowieka nie na mocy faktu żywienia określonego przekonania, lecz na mocy tego, że dany sąd jest sądem prawdziwym co najmniej w sposób domniemany”. Wystarczy więc, by za taki uważał go podmiot. Będąc w błędzie, nie jest on świadomy fałszywości wydawanych sądów, wręcz przeciwnie, jest przekonany o ich prawdziwości, a co za tym idzie – normatywności. Sąd już przez samo roszczenie do bycia prawdą ma moc normatywną. Wydaje się więc, że za pomocą tej kategorii można wyjaśnić kwestię obowiązywalności sumienia błędnego. Pomimo iż podmiot w sposób fałszywy odczytuje moralne zobowiązanie, to jednak je odczytuje i uważa za prawdziwe, a tym samym za zobowiązujące. Każda prawda zobowiązuje podmiot, a ściślej – podmiot, stwierdzając prawdę, sam siebie wiąże do jej uznania. Według Kazimierza Krajewskiego normatywność pojawia się dopiero w powiązanym z asercją akcie poznania, w którym podmiot stwierdza zachodzenie, bądź niezachodzenie, pewnego stanu rzeczy. W tych aktach już jest zaangażowana ludzka wolność. Może ona opowiedzieć się po stronie prawdy, dać świadectwo prawdzie lub jej się sprzeniewierzyć. Sprzeniewierzając się prawdzie, człowiek sprzeniewierza się sobie, odrzuca siebie –…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Porzuceni mistrzowie