Subskrybuj
Prof. dr hab. literaturoznawca, pracownik IFP Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Czy można chcieć zła?

Zacznę od uwagi, która może się wydawać marginalna. Lektura ważnej erudycyjnej pracy amerykańskiego filozofa i badacza Holocaustu Berela Langa Nazistowskie ludobójstwo. Akt i idea kolejny raz uświadamia nam, pomimo przyrastającej w szybkim tempie liczby publikacji o Shoah, jak wciąż nie-współmierna jest ona do tego, co na ten temat powiedziano i wydano w pi-śmiennictwie anglojęzycznym. Aby się o tym przekonać, wystarczy wejść na strony internetowe biblioteki Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie.

I druga sprawa. Mimo aktywności polskich tłumaczy (czego owocem są między innymi Podwójna śmierć Alvina Rosenfelda i Eksperymenty w myśleniu o Holocauście Alana Milchmana oraz Alana Rosenberga) poza szerokim odbio-rem czytelniczym pozostają wciąż dzieła dziś już niekiedy klasyczne. Spośród nich wymieńmy tylko Memory, History and the Extermination of the Jews of Europe Saula Fidlendära, The War against the Jews 1939-1945 oraz The Holo-caust and the Historians Lucy S. Dawidowicz, The Destruction of the European Jews Raula Hilberga, History and Memory after Auschwitz Dominicka LaCapry, Writing and Rewriting the Holocaust. Narrative and the Consequences of Inter-pretation oraz The Texture of Memory. Holocaust Memorial and Meaning Jame-sa E. Younga. Sam Lang jest autorem przynajmniej dwóch książek wartych przełożenia: Holocaust Representation. Art within the Limits of History and Et-hics oraz Post-Holocaust. Interpretation, Misinterpretation and the Claims of History. A przecież przywołane tu pozycje bibliograficzne dotyczą jedynie histo-riografii oraz traumy i reprezentacji. Pomijają tym samym inne rejony, na któ-rych od kilkudziesięciu lat koncentruje się refleksja badawcza. Należy do nich chociażby teologia Zagłady. Zaległości w tej dziedzinie – przynajmniej czę-ściowo – próbuje nadrobić „Znak”, wydając od czasu do czasu numery poświę-cone drażliwym i złożonym pytaniom o teodyceę po Shoah. Z inspirującej pracy Langa chciałbym dokładniej omówić dwa problemy. Odkładam zatem na bok nader interesujące kwestie upamiętniania i pamięci (rozdział Mówienie – pisanie – nauczanie. Instytucje pamięci) oraz filiacji mię-dzy strukturą myślenia oświeceniowego a ideologią nazistowską. Ta pierwsza jest dość często podejmowana przy różnych okazjach i stanowi przedmiot licz-nych dyskusji, jakie od kilku lat toczą się w Europie i w naszym kraju. Drugą wolałbym pozostawić zawodowym filozofom dobrze zorientowanym w tej ma-terii. Ze swej strony mogę stwierdzić, że stanowisko prezentowane przez Langa (z dużą ostrożnością podchodzącego do przedmiotu analizy, ważącego słowa, a przy tym dbającego o jasność wywodu), jawi mi się jako najbardziej przekonu-jące spośród znanych mi wypowiedzi, których autorzy dowodzą istnienia koin-cydencji między pewnymi aspektami oświeceniowego paradygmatu a nowocze-snym ludobójstwem. Poza obszarem moich rozważań znajduje się też jeszcze jeden fragment: niezwykle zajmujący namysł nad miejscem oraz rolą syjonizmu w żydowskiej tożsamości i historii w kontekście Holocaustu (rozdział Syjonizm po ludobójstwie). Po takim oto – może nieco obcesowym potraktowaniu niektórych zagad-nień – chciałbym skupić się na wspomnianych już dwóch pytaniach organizują-cych książkę Langa w stopniu podstawowym. Pierwsze z nich dotyka problemu reprezentacji – często omawianego w piśmiennictwie anglosaskim (między in-nymi w związku z tradycją narratywistyczną w historiografii). Lang wychodzi od dokładnego przyjrzenia się koegzystencji języka i ludobójstwa. Ten nie-chciany mariaż doprowadził w hitlerowskiej propagandzie do oddzielenia języka od osądów moralnych. „Przybiera on postać bezosobowej techniki, która może być stosowana bez względu na cele niezależnie decydujących sprawców i od-zwierciedla te cele tylko w takim stopniu, w jakim powinna – co również jest determinowane przez sprawców”. Krótko mówiąc, słowo stało się bezdusznym narzędziem w rękach władzy, która uzurpowała sobie prawo do wydawania ar-bitralnych wyroków również w dziedzinie moralności. Tym samym język zdradził własną tożsamość, utracił część ze swej istoty, do której przynależy przecież zdolność krytycznego oglądu rzeczywistości. Padł ofiarą podwójnej gry – w którą go zaangażowano – jednocześnie odsłaniając i fałszując to, o czym orzekał. Wypada w tym miejscu przywołać dość długą listę słów z hitlerowskiego arsenału, poczynając od Endnlösung („ostateczne rozwią-zanie”) i Sonderbehandlung („specjalne traktowanie”). Wszystkie one służyły ukrywaniu zbrodniczych intencji ich użytkowników. Język był więc w prze-dziwny sposób ofiarą i rękojmią nazistowskiego ludobójstwa. Skutki tego dru-giego faktu wybiegają daleko poza dwanaście lat funkcjonowania Trzeciej Rze-szy. Przekonuje o tym – zdaniem Langa – współczesna retoryka polityczna, w której język bywa często traktowany jak techniczny i bezosobowy instrument. Centralnym szkicem dla zagadnienia reprezentacji jest Przestawianie zła: etyczna treść a literacka forma, w którym amerykański filozof przytacza platoń-ską tezę o potrzebie etycznej oceny dzieła sztuki. Tym samym umiejscawia sie-bie w gronie tych, którzy pisarstwo mierzące się z tematem Holocaustu poddają moralnemu osądowi. Wytłumaczenia dla tego stanowiska szuka Lang w przeko-naniu, że forma nie stanowi odrębnego elementu przekazu artystycznego. Prze-ciwnie, jest takim samym nośnikiem tematu, jak treść. To nie wymaga komenta-rza. Nie tak oczywiste okazuje się inne założenie Langa, w myśl którego pisar-stwo historyczne jest bardziej przekonujące moralnie i literacko niż figuratywne. Jeśli ma to oznaczać społeczne przywiązanie i szczególne zaufanie do sprawy historycznej wiarygodności, to wypada się z tym zgodzić. Dowodzi tego rów-nież popularność form gatunkowych z pogranicza reprezentacji literackiej i do-kumentu. Kariera dzienników, wspomnień, pamiętników, tekstów o charakterze autobiograficznym i biograficznym jest niemożliwa do pominięcia. Z racji kre-dytu zaufania, jakiego odbiorca udziela tekstom opartym na kategorii świadec-twa, mogącym pełnić funkcję źródła w naukach historycznych, ten typ twórczo-ści ma niewątpliwą przewagę nad pisarstwem figuratywnym. Stoi za nim – po-tocznie rozumiane – pojęcie prawdy. Czy oznacza to jednak, że reprezentacje literackie budowane na fikcji są zawsze „mniej przekonujące i moralnie podej-rzane”? Nie wiem, na jakiej zasadzie mielibyśmy rozstrzygać, czy Malowany ptak Jerzego Kosińskiego jest bardziej przekonujący w przedstawianiu Holocau-stu niż Kronika lat wojny i okupacji Ludwika Landaua (osobiście uważam, że prawdę koszmaru Shoah lepiej oddaje pierwsza z tych książek). Przy czym Lang zastrzega się, iż jego rozważania nie mają na celu rozstrzygnięcie, który rodzaj pisarstwa jest bardziej…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Nie dać Kościołowi umrzeć