Sytuacja, w której ktoś czyta Metafizykę moralności Immanuela Kanta „do poduszki”, nie jest wprawdzie nierealna, ale zapewne mało prawdopodobna. Owym czytelnikiem mógłby być na przykład student, który nie zdążył się na czas uporać z zadaną lekturą i w ostatnią noc przed czekającym go egzaminem spędza nocne godziny na studiowaniu idei obowiązku w kantowskiej etyce. Jeśli student nie jest zafascynowany filozofią, to zapewne sen go zmorzy, ponieważ dzieła Kanta nie charakteryzują się kunsztem narracji, bogactwem przykładów ani zręcznie prowadzoną przez autora intrygą. To nie znaczy, że nie są fascynujące! Kantowski „bohater dramatu” jest moralnym podmiotem, który nieustannie zmaga się z namiętnościami i pozostaje nieczuły na porywy serca, ale jeśli już przyjmie imperatyw kategoryczny za naczelną normę moralności, to trudno wyobrazić sobie kogoś, kto z większą determinacją będzie zabiegał o poszanowanie ludzkiej godności, nie kierując się przy tym żadnymi przesłankami natury religijnej.
Kantowski bohater nie ma w życiu ważniejszego celu nad poznawanie samego siebie – w ten sposób tylko może bowiem zyskać władzę nad własnymi skłonnościami pozwalającą mu na w pełni autonomiczne działanie. Kiedy czytamy apel Kanta o to, by poznawać samego siebie od strony doskonałości moralnej, wnikać w głębie własnego serca, zyskując przez to samopoznanie będące początkiem wszelkiej ludzkiej mądrości, pobrzmiewa nam w tym już to Ewangelia, już to Augustyńskie noverim Te – noverim me. I nic w tym dziwnego, bo choć daleko Kantowi do Ewangelii, to blisko do fenomenu ludzkiej moralności; fenomenu, który w różny sposób można opisywać, ale będzie to wciąż ten sam fenomen i wciąż te same będą się w jego opisie pojawiały wątki: dramat wyborów, pragnienie doskonałości, słabość i heroizm …
To nie Kant jednak jest autorem, który odsłania w swoich dziełach głębię dramatu moralnych zmagań człowieka (jakkolwiek głębokie mogą być studentów nocne zmagania z Kantem). Język filozofii moralnej – nie tylko kantowskiej – bywa zupełnie pozbawiony polotu, a ona sama dąży do definiowania, wyróżniania kategorii, porządkowania… W usilnym dążeniu do poddania ludzkiego działania moralnego określonym regułom zatraca się bogactwo kontekstu. Filozoficzne analizy kreślą nam schemat – życie nie poddaje się jednak wprost schematom, a sytuacje, z którymi przychodzi się nam w życiu zmierzyć dalece wykraczają poza najbardziej nawet wymyślne przykłady, w przytaczaniu których lubują się zwłaszcza anglosascy przedstawiciele współczesnej filozofii moralnej. Ileż tam rozpędzonych wózków grożących stratowaniem siedzącym na torach ludziom, pilotów, którzy w obliczu nieuchronnej katastrofy lotniczej starają się skierować samolot na jak najmniej zaludniony obszar, zwiedzających skalne groty grubasów, którzy utknęli w wąskim otworze, uniemożliwiając pozostałym wycieczkowiczom ewakuację z jaskini zatapianej zwolna przez napływającą wodę! Nie twierdzę, że przytaczanie tych przykładów nie ma sensu – jakby nie było przywoływane są one jako „modelowe” sytuacje decyzyjne. Prawdopodobieństwo jednak, że staną się one naszym udziałem, jest niewielkie. To nie są nasze doświadczenia … W literaturze pięknej zdecydowanie łatwiej nam własne doświadczenia odnaleźć – dlatego właśnie wydaje się niezastąpiona w zrozumieniu fenomenu moralności; odnajdujemy w niej zresztą nie tylko doświadczenia, lecz również wzory, zmagania i portrety …
Doświadczenia
„Nauczanie moralności” wydaje się niezmiernie trudne, wręcz niemożliwe, jeśli rozumieć je tak, jak uczy się matematyki czy biologii. Można nauczyć etycznych reguł, założeń teorii, sposobów argumentacji … Uczeń „przełknie” je jak opis działania czterosuwowego silnika. Moralność jest fenomenem doświadczanym i przeżywanym; przeżywanym zawsze w jakimś kontekście. Do przekazania tego doświadczenia potrzeba zatem narracji. Odkrył to Sokrates nawiązujący nieustannie w prowadzonych dialogach do znanych Grekom kontekstów, wiedział o tym Chrystus – stąd bogactwo przypowieści zawartych w ewangeliach. Idea wprowadzania narracji do przekazu moralnych prawd jest stosunkowo prosta: egzemplifikacja problemu ma ułatwić adresatowi moralnego przekazu odpowiedź na postawiony problem poprzez odwołanie do jego własnych, moralnych intuicji. Odpowiedź, jaka zostaje wówczas udzielona, jest odpowiedzią, która nie ma czysto spekulatywnego charakteru – wypływa z moralnego doświadczenia. Nie jest to już tylko odpowiedź na problem, ale „moja” odpowiedź na problem. „Moja” nie znaczy z kolei czysto subiektywna, lecz przeze mnie przyjęta za odpowiedź słuszną. Nie tylko zatem twierdzę, że nie należy oszukiwać, jestem wewnętrznie przekonany, że nie należy oszukiwać. Jestem uczciwy nie dlatego, że powiedziano mi, iż uczciwość jest czymś dobrym, czy też zważywszy na to, że „uczciwość się opłaca”, ale dlatego, że sam uważam, iż należy być uczciwym. Różnie to potem w życiowej praktyce z naszymi przekonaniami bywa (etyczny internalizm – podobnie jak sokratejski intelektualizm etyczny wydają mi się nadmiernie optymistyczne), słabość i niewierność własnym przekonaniom moralnym nie przekreślają jednak przekonań. Odwołanie do moralnych przekonań – w istocie odwołanie do moralnego doświadczenia przez nas określonych fenomenów moralnych – jest szansą, chociaż nie gwarantem, że pozostaniemy im wierni. Tylko w taki sposób, tj. poprzez wewnętrzne odkrycie wartości – można sobie przyswoić porządek moralny. Ów wewnętrzny wymiar jest zbędny w poznawaniu nauk przyrodniczych lub formalnych – w rozpoznawaniu moralności jest wręcz niezastąpiony.
Specyfika moralnego nauczania stawia określone wymagania temu, kto przyjął na siebie rolę nauczania nie tylko etyki, ale i moralności. Co prawda może swoją funkcję potraktować w sposób, rzec by można, instruktażowy: udziela informacji, podaje reguły, a potem ewentualnie egzekwuje wiadomości. Byłby to wtedy jedynie przekaz wiedzy, a nie poszukiwanie mądrości, o którym – wychodząc z dwóch różnych punktów widzenia – piszą zarówno autor biblijnej Księgi Mądrości jak i Kant. Filozofia jest umiłowaniem mądrości, jeśli więc filozofowi – etykowi zależy na jej przekazywaniu, będzie szukał środków do takiego jej przekazania, które uczyni z biernego słuchacza aktywnie odpowiadającego na postawione pytania „aktora”. I nie o pląsy tu bynajmniej chodzi, ale o wciągnięcie słuchacza w centrum moralnych problemów, a do tego potrzeba narracji. Jeśli tak długo rozwodzę się nad specyfiką moralnego nauczania, to dlatego, by nie pozostawić czytelnikowi wątpliwości, że moralności bez narracji uczyć się nie da. To dlatego właśnie etycy tak często odwołują się do przykładów, w tym także do literatury.
Literatura piękna wspiera moralne nauczanie. Ale nie każda literatura – musi to być bowiem literatura „moralnie wrażliwa”, czyli taka, u podłoża której tkwi moralna wrażliwość twórcy, jego własne moralne doświadczenie. Niekoniecznie wzniosłe, może to być doświadczenie własnej nędzy, ale nie istnieje bogactwo przekazu bez bogactwa przeżyć. Dramaturgia przekazu pozwala czytelnikowi na zaangażowanie w losy bohaterów. Czyż nie dlatego lektura Na Zachodzie bez zmian Ericha M. Remarque`a napawa niepokojem, Wizyta starszej Pani Friedricha Dürrenmatta wywołuje gorzki uśmiech, a Opowiadania kołymskie Warłama Szałamowa wstrząsają i przerażają? Lektura Kanta nie wywołuje w nas zasadniczo tego typu reakcji. Właściwe literaturze pięknej bogactwo języka, różnorodność form literackiego przekazu – od groteski po literaturę faktu – pozwalają już to przejaskrawić, już to tak dalece zbrutalizować rzeczywistość, że w losach bohaterów dostrzegamy czasem jak w krzywym zwierciadle losy własne. Rozpoznajemy, że król jest nagi, a ideał sięgnął bruku. Niezwykle żarliwy jak na Kanta apel o samopoznanie zyskuje w nas odzew nie w trakcie lektury analizy obowiązków wobec samego siebie przedstawionych przez autora w Metafizyce moralności, lecz w prześmiewczych sztukach Bernarda Shawa wyśmiewających fałszywą religijność i dwulicową moralność, Opowiadaniach Antoniego Czechowa wydobywających z niezwykłym kunsztem zaściankowość i ciasnotę myślenia, powieściach Josepha Conrada ukazujących bolesną drogę dojrzewania do własnych ideałów. Wymienieni i niewymienieni tutaj z imienia twórcy doskonale wiedzieli, że czytelnicy „wcielać” się będą w literackich bohaterów jak aktorzy w sceniczne role. W przedmowie do Lorda Jima Conrad zaznacza, że tytułowy bohater nie jest wytworem północnych mgieł, to jeden z nas … Fikcja to zatem, czy też nie fikcja? Fikcja twórcy, której odpowiadają realne przeżycia biorcy. Bohaterowie o zamkniętych już na kartach książek losach i nasze wciąż jeszcze otwarte historie oczekujące na swoje szczęśliwe zakończenie … Jak na Godota z siwą brodą …
WzoryEtyka, a dokładniej różnorodne teorie etyczne, nie szczędzą nam przepisów na moralne ideały, wiążąc je w różny sposób z naturalnym dążeniem człowieka do szczęścia. Powiadają cynicy, że winniśmy się wszystkiego wyzbyć, Arystoteles zaś, żeby dążyć do perfekcji, praktykując cnoty. Tomasz z Akwinu skierowuje arystotelesowski teleologizm ku Bogu i w zjednoczeniu z Nim upatruje ideału chrześcijańskiego życia oraz źródła wszelkiego szczęścia, a brytyjscy utylitaryści – Jeremiasz Bentham i John Stuart Mill – porzucają religijną…