Slot Art Festiwal jest imprezą wyjątkową nie dlatego, że jedno z jej naczelnych haseł stanowi „pięć dni bez chemii i przemocy”, i nie dlatego, że dużo mówi się tutaj o Bogu. Inicjatywy kulturalne, których organizatorzy przekonują o możliwości dobrej zabawy bez alkoholu i narkotyków, nie należą do rzadkości, a festiwale o mniej lub bardziej religijnym charakterze mają się w Polsce całkiem dobrze. Na ich tle Slot Art Festiwal wyróżnia się przede wszystkim aktywną rolą każdego uczestnika. Kilka tysięcy osób przyjeżdża do Lubiąża po to, by dzielić się sobą. Nie inaczej będzie zapewne i w tym roku, gdy w dniach 11-15 lipca ta mała dolnośląska wioska przeżyje kolejny najazd miłośników twórczego życia i kultury alternatywnej. Już sama sceneria festiwalu, popularnie zwanego Slotem, wskazuje na to, że mamy do czynienia z wydarzeniem niezwykłym. Od 2001 roku odbywa się on bowiem na terenie (robiącego ogromne wrażenie) byłego cysterskiego opactwa, określanego jako barokowe arcydzieło i zabytek na skalę międzynarodową. Bramy tego właśnie kompleksu klasztornego przekracza każdy uczestnik i zwłaszcza za pierwszym razem trudno jest oderwać wzrok od tego, co widzi się po wejściu. Oczom ukazuje się bowiem olbrzymi gmach klasztoru, a przed nim duży plac, którego centralny punkt stanowi okazały platan. Na placu znajduje się mnóstwo ludzi, jedni odpoczywają, inni się bawią, i to jak! Żonglerka, chodzenie na szczudłach, dziwne gry, których nazwy i zasady poznaje się później, siatkówka, a wszystko to przy akompaniamencie bębnów, gitar i harmonijek ustnych. Słowem, pierwsze wrażenie dla każdego slotowego „debiutanta” jest wrażeniem wielkiego artystycznego pikniku. Wiele tych zajęć stanowi tak naprawdę element warsztatów, głównej atrakcji każdego festiwalowego poranka i popołudnia. Bowiem między godziną jedenastą a siedemnastą uczestnik może wybierać spośród ogromnej liczby (w zeszłym roku ponad stu dwudziestu) warsztatów i danego dnia pójść na trzy z nich. Tak wiele ciekawych rzeczy dzieje się tutaj naraz, że jadąc na Slot, należy się spodziewać prawdziwego bólu głowy przy podejmowaniu decyzji, czego by tu spróbować. Zachwyca także różnorodność zajęć: w tym roku – od warsztatów związanych z językami (np. czeski, migowy) przez sztukę wizualną (maski z gliny, malowanie na szkle, biżuteria), warsztaty muzyczne (domowe studio, instrumenty perkusyjne Konga, granie na beczkach, kije deszczowe), sport i ruch (le parkour, szermierka, starochińska gra nazywana „go”), teatr, taniec (dawny, współczesny, irlandzki) po rozmaite elementy sztuki cyrkowej i takie warsztaty, które ciężko zaklasyfikować (np. anime, Linux, nauka jazdy, dziennikarstwo, rzucanie palenia). Podanie tych kilkunastu przykładów nie oddaje w pełni niezwykłej różnorodności wszystkich zajęć, w których można wziąć udział. Patrząc na tegoroczny ich wykaz, nie mam wątpliwości, że, oj, będzie się działo, a ból głowy przy podejmowaniu decyzji powróci. W oparciu o własne doświadczenia muszę przyznać, że maksymalne piętnaście warsztatów w pięć dni zaliczyć trudno. Bywały na Slocie takie chwile, kiedy to po dwu godzinach biegania po łące z atrapą broni białej w ręku i kolejnych dwu spędzonych na nieustannym bombardowaniu beczek dłońmi nie marzyłem o niczym innym, jak tylko by odpocząć w cieniu platana. Na szczęście nic nie stało na przeszkodzie, by to uczynić. Dodatkowo podczas błogiego leniuchowania można było wysłuchać, co do powiedzenia mają ciekawi goście, którzy przyjechali na Slot. Równocześnie z warsztatami odbywają się bowiem wykłady. Porusza się podczas nich tematy związane głównie z szeroko pojętymi naukami humanistycznymi. Należy dodać, że ujęcia tych tematów często są niebanalne. Praktyczne rozważania nad zmianą świata, życie w harmonii ze światem przyrody czy cykl naukowo-filozoficzno-religijnych rozważań o sztuce widzenia, to tylko niektóre przykłady wykładów z ubiegłego roku. Spora ich część dotyczy religii i duchowości. Slot Art jest bowiem festiwalem w pewnym sensie chrześcijańskim, nawet jeśli zbyt wyraźnie tego faktu się nie podkreśla. Na internetowej stronie festiwalu przy pytaniu: „Czy Slot jest imprezą chrześcijańską?” na odwiedzającego witrynę czeka dość pokrętne wyjaśnienie, po którego przeczytaniu ma się wrażenie, że odpowiedź na postawione wyżej pytanie brzmi: „Nie, ale w gruncie rzeczy tak.” Przyznam szczerze, że ten paradoks mimo wszystko doskonale oddaje istotę rzeczy. Slot jest bowiem imprezą związaną z kulturą alternatywną i to ona tam dominuje. Festiwalowi towarzyszy jednakże aura duchowości. Przyjazna forma prezentowania tematyki religijnej sprawia, że dobrze czują się tutaj zarówno wierzący, jak i niewierzący. Można skoncentrować się wyłącznie na twórczości i kulturze, można również łączyć ją z Bogiem – wybór należy do uczestnika, a możliwość wyboru jest autentycznie odczuwalna. Co ciekawe, wśród organizatorów festiwalu dominują protestanci. W kontekście chrześcijańskiego charakteru Slotu ma to niebagatelne znaczenie. Nie da się ukryć, że przyjazd w głównej mierze katolików na organizowaną przez protestantów imprezę co rok wywołuje emocje i stanowi temat niekończących się dyskusji zarówno w trakcie, jak i po festiwalu. Odnoszę wrażenie, że jeśli ktoś chce na Slocie zobaczyć starcie religii, to je zobaczy, natomiast jeżeli spróbuje dostrzec dialog pomiędzy nimi, także go ujrzy. Tego dialogu jest jednak moim zdaniem znacznie więcej niż animozji. Owszem, w ubiegłym roku…