Subskrybuj

Anatomia ideologii

Postać Alaina Besançona jest w Polsce znana, a jego poglądy niejednokrotnie stanowią punkt odniesienia w dyskusjach dotyczących dwudziestowiecznej polityki. Jednak do tej pory w naszym kraju ukazały się zaledwie dwie niewielkie książki tego filozofa, i to raczej marginalne w jego bogatej twórczości.

Nadal nie ma polskiego tłumaczenia słynnej pracy Les origines intellectuelles du léninisme czy innych równie interesujących studiów z dziedziny historii idei, takich jak L’image interdite. Une histoire intellectuelle de l’iconoclasme,czy Trois tentations dans l’Eglise, książki poświęconej wyzwaniom stojącym przed współczesnym Kościołem. W tej sytuacji z zadowoleniem można powitać dwutomowe wydawnictwo Frondy, w którym znajdujemy zebrane studia, polemiki i wywiady Besançona ukazujące się w polskiej prasie w ciągu ostatniego ćwierćwiecza i będące doskonałą próbką jego wielowątkowej twórczości.

Mimo wspomnianej wielowątkowości nietrudno dostrzec, że głównym przedmiotem zainteresowań Besançona jest komunizm rozumiany na różne sposoby: jako ideologia, nieudolna próba filozofii, świecka religia intelektualistów, system polityczny i wciąż powracający projekt polepszenia losu człowieka za pomocą radykalnej kuracji. Z tej perspektywy można wskazać na trzy podstawowe wymiary analiz komunizmu, które proponuje Besançon: filozoficzny (czy też, szerzej, ideowy), historyczny (źródłowy bądź genetyczny) oraz polityczny (a więc dotyczący rzeczywistych skutków wynikających z realizacji komunistycznego projektu). Z punktu widzenia ideowej rekonstrukcji komunizmu rozważania Besançona są istotne z tego względu, że oprócz tradycyjnie badanych marksistowskich korzeni tej doktryny, zwracają uwagę na niezmiernie istotną rolę Lenina. To on bowiem bardzo sprawnie dopasował do potrzeb „szerokiej publiczności” Marksowskie koncepcje wyrażane w ciężkim heglowskim żargonie i zwykle niezrozumiałe dla przeciętnego proletariusza (który, zgodnie z „żelaznymi” mechanizmami dziejowymi, miał przecież wywołać rewolucję). Posługując się gazetowym stylem i wiecową argumentacją, Lenin nie tylko przełożył filozoficzne dywagacje Marksa na prosty, miejscami toporny język propagandy, ale również jasno postawił sprawę udziału samego proletariatu w burzeniu kapitalizmu i budowaniu społeczeństwa bezklasowego. O ile bowiem u Marksa wątki paternalistyczne i przekonanie o głupocie mas skrywane były za rozwlekłym i mętnym stylem oraz dialektycznymi konstrukcjami, o tyle Lenin wprost stwierdził, że proletariat jako taki ma fałszywą świadomość i nie wie, co naprawdę dlań dobre. W ten sposób jednoznacznie rozstrzygnął rozpoczętą już przez Marksa dyskusję z robotniczymi związkami zawodowymi i socjaldemokratyczną lewicą. Do tego czasu siły te mogły się jeszcze uważać za właściwych depozytariuszy żądań robotników i kwestionować polityczne pomysły marksistowskich komunistów, dążących wprost do dyktatury i uznających każde dogadywanie się z kapitalistami za objaw zdrady interesów klasowych. Jednak leninowska interpretacja marksizmu sprawiła, że odtąd ich głos – z punktu widzenia doktryny – nie miał właściwie znaczenia. Liczyła się tylko partia, a więc zawodowi rewolucjoniści i wywodzący się z mieszczaństwa komuniści, którzy jako jedyni posiedli niezakłóconą fałszywą świadomością wiedzę o rzeczywistości. Ten sprytny manewr pozwolił Leninowi (a potem Stalinowi i jego następcom) stać się jedyną wyrocznią w sprawie tego, co służy rewolucji, a co jej szkodzi, co należy do istoty komunizmu, co zaś jest rewizjonizmem. Ów dogmat o nieomylności partii, skonstruowany i wprowadzony w życie przez Lenina, był bardzo często przeoczany, jednak nietrudno pokazać, że stanowi jeden z podstawowych elementów sowieckiego komunizmu, dzięki któremu państwo robotników i chłopów można było budować wbrew faktycznym interesom jednych i drugich.

Postać Lenina zresztą wyraźnie Besançona fascynuje, choć oczywiście nie jest to fascynacja tego rodzaju, jaką spotykamy u zaangażowanych młodzieńców, kupujących koszulki i emblematy z podobizną ojca rewolucji, aby zademonstrować swój poprawnie polityczny nonkonformizm. Besançon bada Lenina w ten sam sposób, w jaki badano na przykład postać Hitlera, zastanawiając się nad tym, jak przeciętny, niczym się niewyróżniający, intelektualnie ograniczony człowiek mógł stać się twórcą i głównym operatorem totalitarnej machiny. Besançon traktuje Lenina w nieco heglowski sposób – jako kogoś, kto doskonale wyczuł historyczną koniunkturę i idealnie wpasował się w tłum, którym pokierował tak, aby ten wypchnął go na swego wodza. Lenin portretowany przez Besançona jest człowiekiem skrajnie nijakim, doskonałym typem osobnika bez właściwości, kopią Gogolowskiego urzędnika odbębniającego zadaną mu papierkową pańszczyznę i całkowicie zadowolonego ze swojego wąskiego oglądu świata. To intelektualne ograniczenie oraz wzorcowe wręcz filisterstwo widać zwłaszcza w tych pismach Lenina, w których stara się on być nie tylko dziennikarzem i politrukiem, ale również filozofem. Dokonana przez Besançona wybiórcza analiza metafizyki, teorii poznania i metod argumentacji Lenina odsłania przed czytelnikiem komiczny obraz ignoranta, który równocześnie przekonany jest o własnej intelektualnej wyższości nad tymi, z którymi się nie zgadza. A nie zgadza się dlatego, że najzwyczajniej w świecie ich nie rozumie. Klasyką Leninowskiej ignorancji jest jego główne „filozoficzne” dzieło Materializm a empiriokrytycyzm, przy którym blednie nawet naiwna głupota Engelsowskiej filozofii przyrody. Leninowskie filozofowanie przypomina tu czasem wywody pacjentów Lombrosa, którzy po pobieżnej i pozbawionej zrozumienia lekturze kilku filozoficznych dzieł konstruują od razu ogólną teorię wszystkiego, mającą być lekarstwem na dotychczasową ludzką głupotę i nieszczęścia. Lenin jako metafizyk jest równie nieporadny jak Fourier, a na dodatek ma dużo mniej wyobraźni, przez co nie jest w stanie zainteresować nawet badaczy źródeł surrealizmu. Tworzy system niewiele odbiegający od tego, co proponowali renesansowi materialiści entuzjazmujący się powierzchownym oglądem filozofii greckiej. Jego poglądy na ludzkie poznanie sprowadzają się do archaicznej teorii odbicia, z tą jedynie różnicą, że podczas gdy w jej klasycznej wersji obraz świata dostarczany przez zmysły zostaje odciśnięty w umyśle niczym w „glinianej tabliczce”, Lenin, zgodnie z duchem swojej epoki, porównuje umysł do kliszy fotograficznej. Równie beznadziejnie wygląda cała dyskusja Lenina z ideowymi przeciwnikami, których poglądów po prostu nie rozumie. W tej sytuacji zamiast argumentów pozostają inwektywy w rodzaju „renegat”, „sługus” czy „klerykał”, którymi Lenin obrzuca tych, którzy, mając do zaproponowania coś bardziej wyrafinowanego niż prostoduszny i swojski materializm, stają się w jego oczach „idealistami”.

Oczywiście filozoficzna ignorancja Lenina nie przeczy jego politycznemu geniuszowi, trzeba jednak pamiętać, aby przyznając mu ten ostatni, nie doszukiwać się w jego politycznych tekstach ponadczasowych recept na rozwiązanie problemów społecznych. Niemal wszystkie jego pomysły mają tak samo doraźny charakter jak uwagi zawarte w Mein Kampf i pod tym względem są co najwyżej niezłą ilustracją sposobu uprawiania przez Lenina polityki. Zresztą Lenin i Hitler jako ideolodzy i politycy, a nawet jako ludzie, dużo bardziej są do siebie podobni niż zazwyczaj pojawiająca się w literaturze para Hitler-Stalin. Obaj mieli wielkie ambicje intelektualne i równocześnie małe możliwości, obaj byli na wskroś mieszczańscy i mieszczaństwa nienawidzili, obaj wreszcie doszli do prostego wniosku, że receptą na polityczny sukces jest podsycanie antagonizmów między grupami społecznymi oraz fizyczna eliminacja najbardziej zamożnych klas. Co prawda Hitler uzasadniał to względami rasowymi, Lenin zaś klasowymi, efekt jednak był podobny. Tak więc pseudofilozoficzne wywody Lenina niczemu więcej nie służą i trudno w nich znaleźć jakąś odpowiedź na współczesne problemy, jak twierdzi np. Żiżek, próbujący wprowadzać dziś na rynek idee Lenina jako towar pierwszej świeżości. Nawet jeśli znajdziemy u ojca rewolucji rozmaite teoretyczne figury służące do diagnozy sytuacji politycznej i uzasadniania praktycznych posunięć, wszystko ostatecznie sprowadza się do formuły: wyrżnąć tych, z którymi się nie zgadzamy!

Komunizm w wersji Lenina to tylko jeden z wątków badań nad ideologią społeczeństwa bezklasowego, jakie prowadzi Besançon. Inny dotyczy komunizmu jako formy świeckiej religii, a dokładnie gnozy politycznej wyznawanej przez intelektualistów. Nawiązując do koncepcji sformułowanej po raz pierwszy przez Erica Voegelina i rozwijanej potem w różnych postaciach m.in. przez Hannah Arendt czy Raymonda Arona, autor Anatomii…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Homoseksualista mój bliźni