Mój świątek
W drewnianej kaplicosce zmiertwianej w świecie zywym
siedzi zcyrniany Świątek – Jezusik Frasobliwy.
Głowicke podpar ręką, poskurcoł sie biedocek,
samotny, smutny, nicyj, choćkiedy cicho płace.
O cymsi syćko dumie za brudną, mątną sybą,
wylazły Mu do słonka ocy jak kwiotki z bibuł.
Nikt nie dbo, by Go przybrać, nie ściero kurzu z licek,
nikt nie fce Go pociesyć, zawse je som i nicyj…
Nikt sie Mu nie uzoli, dyć ludziom to za jedno,
(telo, ze sie – od zwyku – casami fto przezegno).
A mnie się syćko widzi, ze wspólno tęskność rzewno
tak siepie moim sercem, jak Jego sercem z drewna
I fcem swą smutną duse, zbłąkaną jak jagniątko,
bez dumań myk łańcusek uwiązać przy tym Świątku
* * *
Opuścił siumne fary – moze w nik nigdy nie był?
Zanadto je zbiedzony, nieznacny w cizbie, biedny.
Cy wdzioł kie na sie niedwob, kaźmierek i aksamit,
cy jod kie Swój posiłek złotymi widełkami?
Dyć syćkie dobra świata na Swojom potrzeb móg mieć,
a wybroł los inaksy, by z biednym być do równie.
Dziś siedzi w kaplicosce, co Mu jej cłek uzycył,
nie cisko pieranami, ba zamyślany milcy.
Niewprawne ręce twórce nie dały Mu urody,
nie trudno dońść do Niego, nie trudno bokiem obeńść.
Ino głóg co hań rośnie odzienie ludziom chyto:
cłowieku zelzyj kapke, chwilecke pomedytuj!
Fto wie cy ci się zycie nie rwie z przeznaceń wrzecion,
podumoj z Frasobliwym, pomyślij nad swą śmierzcią.
* * *Świątku mnie nie przystoi sądzić o Twyk wyrokak, ale ni mogem ścierpieć, kie zabijają kota, Kie topiom psa, wiesajom, abo mu dajom trutki, kiedy wantami chłopcy celujom do wewiórki, Kie dzieciom na zabowke wyjmujom z gniozdek ptoski. Ni mogem się wydziwić Twej cierpliwości Boskiej, Bo jesce śmierzć cłowieka moze być z jakimś sensem – na wiecne zywobycie zamienios mu docesne, Ale źwierzątka biedne, kie męcą ludzie podli, jakom nodgrode weznom – cy mos roj jaki lo nich? Cy starcy świst bicyska i marno siana scypta, koniowi, co się ledwie już trzymie na kopytach? Jakom wypłote krowy i owce kie dostaną za mleko lo swyk dzieci, ftore cłek downo zarznoł? Hej Świątku duzo pytoń na wargi sie mi ciśnie i ni mom odpowiedzi i – starom sie nie myśleć… Świat pono kierowany…