Twarz innego jest ś l a d e m Transcendencji.
(ks. Józef Tischner)
„Obrazy Nowosielskiego trzeba oglądać, nie czytać o nich”[1]. Krótkie stwierdzenie Madeyskiego wydaje się być w kontekście wypowiedzi współczesnego malarza nader trafne. Można chyba orzec, że cała jego twórczość bierze swoje źródło w sceptycznym nastawieniu do komunikacyjnej wartości słowa – zarówno mówionego jak i pisanego. Zresztą komunikacyjną wartość w pojęciu Nowosielskiego słowo może i ma, ale komunikacja, informacja to przecież nie wszystko. Chodzi o to, aby słowo potrafiło w y r a z i ć istotę rzeczy, aby pozwalało dotrzeć do sedna. Tymczasem we współczesnym świecie słowa okazują się zużytym środkiem przekazu i wyrazu pewnych fundamentalnych problemów. Remedium na owe zdewaluowane
i wyświechtane słowa, które nie pozwalają dotykać w sposób bezpośredni zasadniczych kwestii, okazuje się być dla Nowosielskiego malarstwo charyzmatyczne[2].
Tej idei artysta stara się być wierny, malując swoje obrazy instynktownie bez systemowego rozumowania. To z kolei wymaga odpowiedniej postawy adresatów jego sztuki. Nowosielski pragnie, aby w odbiorze jego twórczości – zwłaszcza zaś w odbiorze ikony – dominował czynnik intuicyjny zamiast intelektualnej spekulacji. Postuluje on odczuwanie ikony zamiast próby jej zrozumienia[3].
Nowosielski nie potraktował malarstwa ikonowego jako prostej wytyczonej już dawno ścieżki, którą można bezpiecznie pójść, jak to jest w przypadku licznych kontynuatorów i naśladowców tej formy, ale spojrzał na nią jak na drogowskaz, który pozwolił mu obrać indywidualny kierunek. Zaowocowało to nietuzinkowymi realizacjami artystycznymi. Jego fascynacja malarstwem bizantyńsko-ruskim okazała się na tyle głęboka, że zarówno krytycy jak i on sam są w stanie dopatrywać się znamion ikony w jego obrazach o świeckiej tematyce.
Zarówno w jego wypowiedziach, jak i w jego dziełach widoczne są jednocześnie liczne odstępstwa od tradycyjnego pojmowania ikonografii. Zakwestionowanie perspektywy odwróconej, odżegnywanie się od symboliki charakterystycznej dla ikony, swoboda w wyborze materiału malarskiego z jednej strony, z drugiej zaś wspólny ze sztuką wczesnośredniowieczną klimat mistyki religijnej pozwalają artyście spojrzeć na problem z zupełnie nowego punktu widzenia. „Ikona nie jest sprawą zamkniętą – podkreśla Nowosielski – ikona jest sprawą otwartą, pełną ryzyka, pełną znaków zapytania. Podejrzliwie odnoszę się do sztuki, która jest pewna siebie, pozbawiona sprzeczności”[4].
Niewątpliwie tym, co okazało się dla artysty najbardziej inspirujące w ikonie, najbardziej owocne i zapładniające jego twórczość i poglądy dotyczące sztuki, są dwie kwestie. Po pierwsze jest on święcie przekonany, że ikona „spada z nieba”[5] – tzn. powstaje nie z mocy człowieka i jego talentu, lecz wskutek działania Boskiego natchnienia. Należy więc ona do sfery sacrum, tak zresztą jak cała sztuka,
stąd Nowosielski nie uznaje tradycyjnego rozróżnienia na sztukę świecką i religijną. Malarz to mistyk pędzla, którego posłannictwem jest przybliżanie sacrum.
Z pełnego zachwytu zetknięcia się z ikoną wypływa drugi kluczowy element twórczości Nowosielskiego – człowiek jako centralny temat. „Dla mnie ikona – mówi artysta – jest malarskim sposobem organizowania wizji człowieka, twarzy człowieka, ciała ludzkiego w taki sposób, aby jak najwięcej z elementów cielesnej rzeczywistości przenieść w wyższe piętra świadomości duchowej człowieka”[6]. Ikona św. Szczepana podejmuje omawiany temat w sposób szczególny, bowiem postać, którą to dzieło przedstawia to święty, a do tego męczennik, a więc ktoś, kto – można by rzec – doświadczył dwóch skrajności. Z jednej strony – totalnej słabości ludzkiej cielesności, z drugiej zaś – chwały w sensie duchowym. Przyszłe zmartwychwstanie ciała umęczonego jest rzeczywistością przerastającą nasze wyobrażenie, tajemnicą, która objawia Boską wszechmoc w sposób szczególny. Zdaje się, że Nowosielski poprzez swoją ikonę stara się zbliżyć do tego misterium. Kompozycja ikony jest niezwykle prosta – hieratyczna postać świętego wyłania się z ciemnego, niemalże jednolitego tła. W prawej ręce św. Szczepan trzyma zapaloną pochodnię. Przedmiot ów nie przykuwa jednak zbytniej uwagi. Trudno nawet traktować go jako szczególny symboliczny atrybut świętego. Jeżeli cokolwiek w tej ikonie pełni funkcję symboliczną, to chyba jedynie czerwony kolor jako oznaka męczeństwa. Wyraźna czerwona obwódka twarzy i szyi, krwiste białka oczu, obrys brwi, nosa i ust sprawiają, że to właśnie na twarzy świętego koncentruje się najpierw cała uwaga odbiorcy. Kilka czerwonych bruzd na wierzchnim okryciu, a także przy rękawie oraz czerwień ognia w pochodni to elementy jakby drugorzędne w stosunku do tego, co zostało wyeksponowane na twarzy męczennika. Postać przedstawiona na ikonie jest wysoka (uwydatniają to jasne pionowe smugi na szacie), co podkreśla jej powagę i wyniosłość – nie jest to chyba jednak chłodne dostojeństwo, które mogłoby się wydać adresatom dzieła zbyt surowe. Artysta osiągnął ten efekt niewątpliwie dzięki użyciu ciepłych brązów, czerwieni i złota. Opanowanie gestów i mimiki sprawia, że z ikony bije jakiś przedziwny spokój i harmonia. Jedynym dynamicznym akcentem (z punktu widzenia koncepcji twarzy Rosenzweiga) są może tylko otwarte usta świętego, choć trudno rozstrzygnąć, czy płynie z nich słowo, czy cisza. Nie znajdziemy tu nic z gwałtownej egzaltacji. W tym miejscu wypada się zgodzić z opinią I. Trzcińskiej: „Prostota, czystość spojrzenia, niezwykła umiejętność syntezy, brak emfazy w przedstawianiu rzeczy naprawdę wielkich, to wszystko sprawia, że opowieści Nowosielskiego chce się słuchać, że człowiek…