Subskrybuj

Spór o zarodek – ontologiczny problem filozofów

Spośród zagadnień poruszanych w kwietniowym „Znaku” o in vitro jednym z istotniejszych jest ontologiczny status ludzkiego zarodka. Czy jest on czy nie jest człowiekiem? – oto problem będący przedmiotem sporu w trwającej już kilkadziesiąt lat debacie bioetycznej.

Spór ten można toczyć na płaszczyźnie teologicznej, filozoficznej i biologicznej, choć w praktyce do argumentów biologicznych sięga się w końcu zawsze, jako, zdawałoby się, obiektywnych i intersubiektywnych. Posługiwanie się nimi bywa jednak często nieprawidłowe z punktu widzenia warsztatu nauk biologicznych oraz, jak mi się wydaje, nie zawsze jest poprawne logicznie.

Wspomniany już „Znak” przyniósł szereg tekstów poświęconych zapłodnieniu in vitro. Komentarz rozpocznę od wypowiedzi filozofa Pawła Łukowa, który polemizuje z moim stwierdzeniem, że zbiologicznego punktu widzenia embrion ludzki jest po prostu młodym człowiekiem, ponieważ biologia nie dostarcza żadnych obiektywnych kryteriów pozwalających na wyróżnienie w rozwoju człowieka jego przedludzkiej i ludzkiej fazy.Według niego zdaję się sądzićże „człowiekiem jest każda forma biologicznego życia ludzkiego mająca w sobie potencjał rozwojowy lub dalszego trwania”. Zapominam przy tym, że „to, czy coś ma taki potencjał, zależy od środowiska, w jakim się znajduje. Dowodów na to dostarczają nie tylko embriony, których potencjał rozwojowy zda się na nic bez macicy, w której się będą rozwijać, ale też ludzie starzy i chorzy. Ich potencjał dalszego trwania zależy od troski i wiedzy innych ludzi i instytucji”. Z tego, co pisze Paweł Łuków, wynika, że osobnikiem danego gatunku jest się wtedy, gdy ma się dostęp do zasobów odżywczych, i to w ciągu całego życia. Aby gatunek mógł istnieć, ewolucyjnie wykształciły się mechanizmy zapewniające młodym organizmom dostęp do tych zasobów. U ssaków następuje to przez implantację zarodka do macicy. Sprawa jest banalnie prosta: umożliwienie embrionowi ludzkiemu dostępu do zasilania w pokarm, wodę i tlen nie ma żadnego związku z jego statusem normatywnym, a jedynie pozwala mu żyć. Gdyby taki związek istniał, mielibyśmy problem statusu normatywnego człowieka w całym jego ontogenetycznym rozwoju, ponieważ pokarmu potrzebuje on zawsze. Problem implantacji pojawia się też w innym sposobie kwestionowania człowieczeństwa ludzkiego embrionu. W dyskusji redakcyjnej Halina Bortnowska, również filozof, przytacza powtarzającą się jak mantra opinię o embrionach, że nie należy się przejmować losem tych nadliczbowych, tworzonych przeważnie w procedurze in vitro, ponieważ również w naturze znaczna cześć embrionów nie jest implantowana i ginie. Stwierdza: „tyle mówi się o naturze, a tymczasem sama przyroda tych zarodków specjalnie nie oszczędza. To, że tylko jeden z nich dochodzi do pełni życia, wcale nie musi oznaczać, że osiągnął to kosztem swych >>braci i sióstr<<”. Rzeczywiście, przyroda zarodków nie oszczędza. Wydaje się jednak bardziej miłosierna, bo przynajmniej każdemu z nich daje szansę. W sytuacji naturalnego ginięcia zarodków istotnie nie można powiedzieć, że ten, który przeżył, dokonał tego kosztem życia rodzeństwa. Jednakże gdy lekarz pod mikroskopem selekcjonuje spośród kilku/kilkunastu przez siebie wytworzonych embrionów tego, którego przeznaczy do rozwoju, to przeżycie takiego embrionu odbywa się kosztem jego „braci i sióstr”. Co więcej, ludzie umierają z przyczyn naturalnych w każdej fazie życia, nie tylko embrionalnej. Czy z tego wynika, że możemy ich zabijać we wszystkich fazach? Bo na jakiej podstawie mamy się ograniczać? Można powiedzieć, że popadam w demagogię. Nie. Po prostu staram się rozumować logicznie aż do końca! Zdziwienie budzi też stwierdzenie Haliny Bortnowskiej, że „przekonanie o człowieczeństwie zarodka jest przekonaniem dogmatycznym wywiedzionym z pewnej teorii, a nie wprost z doświadczenia”, zwłaszcza w kontekście innego: „mam przekonanie, że gdzieś u spodu tych argumentów tkwi przekonanie, że >>tak naprawdę<< zarodek jest dzieckiem”. Ciekawe, jakie doświadczenie stoi za tym stwierdzeniem, skoro jest ono przekonaniem? Rację ma o. Robert Pilch, kiedy mówi, że ono właśnie jest dogmatyczne. Zbigniew Zalewski, kolejny filozof biorący udział w rozmowie, zauważając, że „ontologiczny status wczesnego zarodka jest problemem, wokół którego ciągle trwa dyskusja”, również powtarza argument o ginięciu znacznej liczby zarodków powstałych w naturalnym poczęciu, ale przywołuje za Normanem M. Fordem dwa inne, chociaż też nienowe. Jeden z nich mówi, że moment zapłodnienia nie jest początkiem ludzkiego życia, ponieważ wczesny zarodek może się jeszcze podzielić, tworząc bliźniaki, czyli nie ma on jeszcze tożsamości ontologicznej (w debacie bioetycznej mówi się, że nie nastąpiła jeszcze indywidualizacja). Ford, a za nim Zbigniew Zalewski zdają się zapominać, że organizmy żywe rozmnażają się bezpłciowo – m.in. przez podział – oraz płciowo. Pierwszy sposób dominuje wśród mikroorganizmów, drugi u organizmów wyższych, w tym człowieka, nie oznacza to jednak, że podział nie występuje u niego w ogóle. Powstawanie bliźniaków jednojajowych to właśnie rozmnażanie przez podział. Jeśli więc tożsamość ontologiczna embrionu przed jego ewentualnym podziałem stanowi dla filozofów problem, to w takim razie żadna komórka bakteryjna będąca osobnikiem swojego gatunku, nie ma tożsamości ontologicznej, bo za chwilę mogą z niej powstać dwie komórki, które w dodatku ten brak tożsamości ontologicznej będą dziedziczyć, bo za kilkanaście minut znowu się podzielą. Horror ontologiczny filozofa! Drugi argument odwołuje się do biologii molekularnej: zarodek w pierwszych chwilach swojego rozwoju nie rozwija się samoistnie….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Co słychać w Radiu Maryja?