Dzisiaj te niby-rzeźby muszą udawać, że są poważnymi pomnikami przeszłości. Figury Chrystusa, Marii, czasem całej Świętej Rodziny. Czuwają osamotnione na ogrodzonych siatką cmentarzach. Napisy widać tylko co poniektóre: Taraszewicz Bylińska, Cmajło Kulczycka, Bandriwski de Nowosiliec. Ziemia skostniała, tak jak oczy starszych, z którymi rozmawiamy. Tych, którzy pamiętają bogactwo swoich przedwojennych ojców.
Wielka Bylina to była bogata wieś. Przed wojną ponad dwa tysiące ludzi. „Jedźcie do Byliny, tam sama szlachta! Tylko do Wielkiej Byliny, bo w Małej Bylince same chłopy.” Mała Bylina jest za to ładna i w przeciwieństwie do Wielkiej zamieszkała. Jest dziewiąta rano, zimno. Godzinę temu się rozjaśniło. Podjechałyśmy małym autobusem dowożącym pracowników do pracy przy wydobyciu ropy[1]. Mijamy złomowisko maszyn rolniczych i wojskowych. Mijamy domy, których proporcje zdradzają, że w przeszłości były kryte strzechą – wszystkie puste. W oknie jednego z nich, za poszarpanymi pajęczynami, stoi figurka Matki Boskiej. Gdzie indziej, przez brudne szyby, widać zastygłe meble i obrazy, nad którymi wisi wyszywany ręcznik, rusznyk. Zawsze w tym samym otoczeniu: oleodruki w drewnianej ramie, po lewej Matka Boska, po prawej Chrystus, na środku Zwiastowanie, albo ikona – nad nią właśnie rusznyk. O, jest też człowiek. Mężczyzna, nabiera wodę ze studni. Wygląda na skacowanego, ma pewnie z 40 lat. Pytamy o drogę do sołtysa. „Do silskiej hołowy, to priamo, potim na prawo.” Trafiamy. Na miejscu oglądamy spis mieszkańców: „Patrzcie! Rocznik siedemdziesiąty drugi, a pisze się z przydomkiem! By–liń–ski Ta–ra–sewicz. To ja!” – mówi sołtys. Wybuchamy śmiechem: „Możemy zrobić zdjęcie tak młodemu szlachcicowi?” Taras częstuje nas kawą, czekoladą i koniakiem. I zostaje naszym przewodnikiem po Bylinie. Dzięki niemu trafiamy do przedstawicieli dawnej miejscowej szlachty.
Wirka Bylińska Tarasewicz. Prawie nic nie widzi, ale nie przejmuje się tym zbytnio i razem ze mną przegląda stare zdjęcia. Oprowadza po domu, samodzielnie zapala w piecu – kaflowym piecu, do którego władza radziecka doprowadziła gaz. Jest, jak mówi, „twardą szlachcianką”. Jaka jest, według niej, różnica między szlachcicem a chłopem? W cerkwi szlachta stała po lewej stronie, a chłopi po prawej, środek był pusty. Kiedy zdarzyło jej się stanąć bliżej chłopów, to już gadali, że posunęła się na chłopską część, „koło tych chamiw”. Ojciec jej córki był chłopem („mamie było trochę nie fajno”). Nie poszła do ślubu, bo on nie chciał. Nie wie, dlaczego. Ale córka wyszła za szlachcica.
Nazwa wsi Hordynia pochodzi od dumy. Hordist znaczy właśnie „duma”.
„Szlachcic z byle kim nie gadał! O, idzie moja żona. Opowiedz, jak byłaś ubrana do ślubu” – do kuchni, w której siedział Iwan Juzwiak („Kułaczek”) i jego dwie sąsiadki (wszyscy chłopi), weszła zgięta wpół kobieta:
„Miałam na głowie wianek z barwinków… Te nasze wianki były o wiele ładniejsze od ich welonów… Z tyłu miały wstążki, sukienka była zwykła, nie można było po lidnomu, zima była”.
A jaki charakter miał szlachcic?
„Szlachtycz ze szlachtyczem jak braty. A z chłopom uże nie – mówi >>Kułaczek<<. – Dawniej było to silniejsze, teraz zdarza się rzadziej, ale jeszzce się zdarza”. Kiedy Kułaczek owdowiał w 1955 roku, spodobała mu się jedna wdowa w Bylinie. Zapytała go o nazwisko. „Jakby ty był Hordyński albo Byliński, to ja by wyszła za tebe.” Czy była różnica? Kułaczek: „Trochę tak: oni byli bogaci, mieli więcej ziemi, ogród wielki. A chłopy mieli mniejszy.” Wielka Bylina. Emilia Sudczak, z domu Dyszewa: „Bylina była bogata! To była duma wydać się w Bylinie!” – mama pani Emilii wydała się w Bylinie za mąż, sama pochodziła z bogatej chłopskiej rodziny. „Nie było różnicy. Kto był bogaty, wyglądał tak samo, tak samo ubierali się bogaci chłopi i bogata szlachta. Ci mądrzy i bogaci nie wynosili się nad innych.” Z rodziny jednak nikt nie wydał się za szlachcica. Ale w ogóle tak się zdarzało. Kulczyce. Chłopka napotkana przy drodze: „To jest chłopska część wsi, tu nikogo nie znajdziecie. Tam jest szlachecka, tam idźcie!”. „Pamięta coś pani? Jaka była szlachta? Jak się zachowywali?” „Dumne byli, z chłopami nie gadali. Była taka jedna, jeszcze po wojnie, co chorągiew w cerkwi wyrwała chłopce: że to niby szlachecka chorągiew i ona nie może jej trzymać. Takie byli. A teraz? Na jednym cmentarzu wszyscy leżą!” Wielka Bylina. Żydów już nie ma, uratowały się tylko dwie osoby ukrywane przez pewną matkę z córką. Przed wojną byli muzykanci. Iwhenija Bylińska-Tarasewicz: „Pamiętam, jak poprosiłyśmy tatę, żeby zaprosił Żyda. Stał tu,…