Subskrybuj

In memoriam: Albert Mieczysław Krąpiec (1921–2008)

Po śmierci Ojca Alberta zrobiło się pusto na Złotej na Starym Mieście w Lublinie. Mieszkał w tym klasztorze ponad pięćdziesiąt lat, a z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim był związany od roku 1945. Tam rozpoczął dalsze studia teologiczne, już po przyjęciu święceń kapłańskich.

To cała epoka, i dlatego, gdy kondukt pogrzebowy szedł od bazyliki dominikańskiej przez Rynek Starego Miasta, poprzez Bramę Krakowską i Krakowskie Przedmieście, i dalej Alejami Racławickimi do KUL-u, a później na cmentarz, pomyślałem, że nie mogło być inaczej, gdyż to była ostatnia droga Rektora, który przez te wszystkie lata codziennie odbywał ją pieszo. Kilka tysięcy ludzi, uczniowie, profesorowie, byli studenci i zwykli mieszkańcy Lublina. Jak ktoś później zauważył, to byli ci, których spotykał przez te lata i pozdrowieniem na ulicy odpowiadał na pozdrowienie.

Zmarł 8 maja, zaskoczywszy nas wszystkich śmiercią jakże symboliczną dla filozofa, profesora i rektora. Usnął przy własnym biurku pracując nad hasłem do Encyklopedii filozofii – swojego ostatniego ukochanego dziecka. Nad hasłem zatytułowanym „Chrześcijaństwo”, poprawiając tekst o Chrystusie, a konkretnie o Mesjaszu. Mieszkając z Ojcem Albertem w jednym klasztorze ostatnie osiem lat, niejeden raz mogłem go zobaczyć jak się modlił, a na długo pozostanie mi w pamięci jego postać, gdy w ostatni Wielki Piątek stał obok mnie w kościele i widziałem jak wyraźnie z Panem Bogiem o czymś rozmawia.

Kaznodzieja pogrzebowy ojciec Jan Góra przypomniał na wstępie, że Ojciec Albert pewnie by został kardynałem, gdyby nie brakowało mu dosłownie kilku dni do osiemdziesiątki. Bo zbliżało się nowe konklawe. A w kazaniu pogrzebowym usłyszeliśmy dalej: „Żyłeś skromnie, ale byłeś wielkim panem, arystokratą ducha – dzięki Prawdzie, której służyłeś. Byłeś człowiekiem wielkiej, dziecięcej wprost wiary, tytanem pracy, osobą wewnętrznie wolną od wszelkich zależności i uwikłań. Byłeś sobą”. Kaznodzieja powiedział także, że szkoła filozoficzna Ojca Alberta była jego niezależnym, twórczym dziełem. Że znał Arystotelesa i świętego Tomasza jak mało kto i heroicznie podtrzymywał wielkie dziedzictwo zakonu dominikańskiego: nurt filozofii tomistycznej w czasach, gdy wiara nie ma już wielkiego wsparcia ze strony filozofii. Ojciec Jan Góra przypomniał nam na pogrzebie, że od czasów Kanta jedność myśli filozoficznej uległa coraz większemu rozbiciu. Nie ma już jednej filozofii, teraz istnieje wiele filozofii – opowiedzenie się za jedną z nich jest decyzją. Decyzja ta wiąże się zarazem z opowiedzeniem się przeciwko innym stanowiskom, które także można uzasadnić. A Ojciec Albert w takiej sytuacji stworzył swoją szkołę, opierając się subiektywizmowi i utylitaryzmowi, rezerwując w swoim myśleniu naczelne miejsce dla Boga, później dla człowieka.

Ciekawe, że w słynnym swoim tekście krytycznym w stosunku do myślenia Ojca Alberta wydrukowanym w „Znaku” w 1976 roku ksiądz Józef Tischner napisał coś podobnego: „Nazwisko M. A. Krąpca to kawałek historii filozofii w powojennej Polsce. Można się z jego filozofia nie zgadzać, ale  przyznać trzeba, że bez niego współczesna filozofia polska nie byłaby tym, czym jest. Krąpiec stworzył pewną szkołę myślenia, zaproponował własny styl filozofowania i własną wizje filozofii i choć sam nie chce, aby go nazywano tomistą, to jednak dla tomizmu zrobił on najwięcej, wyprowadzając ten kierunek z ciasnych opłotków historyzmu i przyczynkarstwa. Oczywiście nie dokonał tego sam. Ale w gronie stosunkowo nielicznej grupy >>reinterpretatorów<< znalazł się z pewnością w najściślejszej czołówce”[1]. Mam przed sobą osobisty egzemplarz „Znaku” Ojca Alberta z tym tekstem Tischnera. Ciekawe są podkreślenia i uwagi na marginesie. Widać w nich pasję, niezgodę na uwagi recenzenta i złość. Każdy, kto znał osobiście Ojca Alberta, wie jaką skalą emocji potrafił się posługiwać w swoich wypowiedziach. I z drugiej strony. Zawsze gdy dał się namówić na opowieści, jakże różnego typu zapalała się w nim iskra polemisty, ale i mędrca, który wie, że idzie za prawdą. Spotykaliśmy się często, tak w przelocie, ale też u niego w mieszkaniu. Lubiłem go słuchać, a często naciągałem dosłownie, aby opowiadał o dawnych czasach i ludziach. Dał się czasami namówić na recytację klasyków niemieckiego romantyzmu po ukraińsku. Albo na deklamacje greckich i łacińskich eposów. Jakiś miesiąc przed śmiercią zagadnięty w dominikańskim gronie opowiedział nam jak to był kandydatem strony rządowej na arcybiskupa wrocławskiego w połowie lat siedemdziesiątych. Opowiedział o spotkaniu i rozmowie z kardynałem Wyszyńskim, i o tym jak kardynał go dosłownie uściskał, gdy się zorientował, że jest on lojalnym synem Kościoła i w żadnej takiej grze nie pragnie uczestniczyć. Ale Ojciec Albert Krąpiec był przede wszystkim filozofem, profesorem i rektorem. Napisał…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Co słychać w Radiu Maryja?